Kilka tygodni temu „Gazeta Polska” ujawniła, że w łódzkim wydziale Prokuratury Krajowej toczy się wielowątkowe śledztwo korupcyjne, w którym przewijają się nazwiska znanych przedsiębiorców i polityków. Według „GP” prokuratorzy weryfikują m.in. zeznania biznesmena z branży węglowej Marcina W. - Utrzymuje on, że jego interesy z Rosjanami i spółką Ciech miała zabezpieczać za 600 tys. euro ekipa rządowa z PO. W. zeznał, że pieniądze te z biura wspólnika W., Marka Falenty, odebrał jako pośrednik Michał Tusk - ujawniał informator „GP”. - Nigdy nie poznałem Marka Falenty, nie znam Marcina W. - stanowczo zaprzeczał w rozmowie z tygodnikiem syn byłego premiera.

Jak ustalił portal Niezalezna.pl - w tym samym śledztwie przewija się nazwisko zatrzymanego dziś Sławomira N., byłego ministra transportu. Ten były prominentny polityk PO przez długi czas był jednym z najbardziej zaufanych ludzi Donalda Tuska, pełnił m.in. funkcję ministra transportu w jego rządzie i szefował gabinetowi politycznemu Tuska w czasie jego premierostwa. W 2010 r. kierował sztabem wyborczym Bronisława Komorowskiego w wyborach prezydenckich, ostatnio był też w sztabie Rafała Trzaskowskiego.

Biznesmen z branży węglowej Marcin W. - który według naszych informatorów zeznawał na temat Sławomira N. - w 2014 r. został zatrzymany przez CBŚ. Ten (wówczas) dobry znajomy i kontrahent Marka Falenty usłyszał wówczas zarzuty związane z kierowaniem zorganizowaną grupą przestępczą. Trzy lata później - jak dowiedziała się „GP” od innej osoby - W. złożył zeznania w katowickiej Prokuraturze Regionalnej, które były jednym z głównych powodów wszczęcia w 2018 r. wielowątkowego śledztwa korupcyjnego przez Łódzki Wydział Zamiejscowy Prokuratury Krajowej. Podkreślmy: postępowanie toczy się w sprawie, a nie przeciw komuś.

Co zeznał Marcin W. w sprawie byłego ministra Sławomira N.? Do ich spotkania miało dojść wiosną 2014 r. - W. powiedział śledczym, że Falenta poprosił go o podrzucenie „Sławkowi N. paru groszy”. W. wziął (własne) pieniądze i pojechał do jednego z luksusowych warszawskich hoteli, gdzie - jak utrzymuje - w lobby spotkał się ze Sławomirem N. - mówi nasz informator. Miejsce spotkania miał wskazać Marcinowi W. Falenta.

W. twierdzi - jak przekazuje nasze źródło - że podczas przekazywania pieniędzy miał powiedzieć, że Marek „kazał dać N. 6000 zł”, na co N. odparł, że „pożyczyć”. Dalsza część rozmowy - według W. - wyglądała następująco: Marcin W.: „ja nie pożyczam, Marek powiedział, żeby ci dać”; Sławomir N.: „Dobra, daj”.

W. zeznał, że nie wie, na co przeznaczone były te pieniądze. W późniejszych zeznaniach, w śledztwie prowadzonym w Łodzi, wyjaśniał, że nie była to łapówka, a forma pozyskania przychylności dla W. i Falenty ze strony Sławomira N. i jego środowiska - dodaje źródło portalu Niezalezna.pl. „Takie były czasy, że «karmiliśmy» polityków” - tłumaczył prokuratorom W. w 2018 r.

- Marcin W. relacjonował śledczym, że z N. znał się wtedy od kilku-kilkunastu miesięcy. N. miał mu m.in. opowiadać następujący żart na temat budowy autostrad w Polsce: „W Niemczech dostają 15 mln euro na wybudowanie kilometra autostrady, z czego 2 mln podpierdalają, a 13 zostaje na budowę. A my w Polsce jesteśmy biedni i z tych 15 mln podpierdalamy 13 mln, więc zostaje 2 mln. Patrzymy na nie i myślimy, że to i tak kurwa nie wystarczy, więc dawaj te 2, trzeba się podzielić”

- mówi nasze źródło.

Marcin W. zeznał to wszystko w prokuraturze, będąc świadomym odpowiedzialności za składanie fałszywych zeznań. Trzeba jednak pamiętać, że w 2009 r. został skazany za oszustwa, a dziś ma zarzuty za inne malwersacje i fałszowanie podpisów. Z pewnością nie jest to więc człowiek, którego słowa - nawet jeśli chodzi o zeznania złożone w prokuraturze - należy przyjmować bezkrytycznie.

Z drugiej strony część informacji przekazanych przez W. - jak twierdzą źródła „Gazety Polskiej” - zostały przez śledczych potwierdzone. - I nie chodzi tylko o sprawy dotyczące CIECH-u, ale i o pieniądze, jakie miał przekazać na fundację związaną z małżonką prominentnego polityka SLD, dziś działającego w Koalicji Obywatelskiej - mówił informator „GP”.

Reprezentująca Marka Falentę mec. Aleksandra Napierska, do której się odezwaliśmy, nie chciała komentować roli swego klienta w śledztwie łódzkiego wydziału Prokuratury Krajowej: - Postępowanie się toczy, nikomu nie postawiono zarzutów, przesłuchiwani są świadkowie. Żadnych informacji w tej materii nie mogę udzielać - ucięła.

Sam Marcin W., pytany przez „GP” o kontakty z politykami PO i Michałem Tuskiem, zasłonił się przepisami prawnymi. - Niestety nie mogę udzielić odpowiedzi, bo mogłoby mnie to narazić na konsekwencje związane ze złamaniem tajemnicy śledztwa - oświadczył. Zapytany przez nas, czy do zeznań składanych w Łodzi był namawiany lub zmuszany, podkreślił: - Nigdy w żadnym postępowaniu nie zmuszano mnie do niczego, a zeznania składałem zgodnie z moją wiedzą i zgodnie z prawdą.

Ze Sławomirem N. z oczywistych względów nie mogliśmy się skontaktować.


Więcej o sprawie Sławomira N. w jutrzejszej "Gazecie Polskiej Codziennie"