Zdaniem węgierskiego ministra w trwającym obecnie w Brukseli sporze stawka jest dużo większa niż tylko to, jak będzie wyglądać wewnętrzna struktura funduszy odbudowy - chodzi w nim o to, kto i w jaki sposób będzie decydować o tym, jak mogą zostać wykorzystane fundusze unijne.

Fundusze unijne są też naszymi pieniędzmi i dlatego nie można wywierać wpływu na ich wykorzystanie szantażem i bezpodstawnymi zarzutami

– ocenił.

Podkreślił, że fundusze UE nie są darowizną humanitarną i nie powstały dzięki wspaniałomyślności krajów zachodnioeuropejskich, tylko dzięki osiągnięciom Europejczyków, w tym Węgrów, a więc przysługują także im.

Szef węgierskiego MSZ zaznaczył, że jego kraj przestrzegał wszystkich unijnych traktatów, w związku z czym ma prawo oczekiwać uczciwego, sprawiedliwego i wolnego od polityki podziału funduszy unijnych.

Według Szijjarto Rada Europejska zdołałaby osiągnąć rezultat korzystny dla wszystkich, gdyby - jak to ujął - "stanęła na gruncie rozsądku", a więc gdyby nie podjęła decyzji, w wyniku której unijne fundusze będą dzielone niesprawiedliwie i biedniejsze kraje dostaną z niektórych źródeł mniej niż kraje bogatsze. Zaznaczył, że nie powinno też karać się krajów lepiej radzących sobie z kryzysem wywołanym pandemią koronawirusa i wynagradzać polityki prowadzącej do niepewności i zadłużenia.

"Rada Europejska podejmie dobrą decyzję, jeśli usunie z systemu wszelki szantaż polityczny"

– oświadczył Szijjarto.

Dodał, że obecnie wraz z mechanizmem praworządności powstałaby sytuacja, że gdyby komuś w Brukseli nie podobała się na przykład polityka migracyjna Węgier, można by odebrać im unijne fundusze. To zaś jego zdaniem byłoby "skandaliczne", niedopuszczalne i niezgodne z europejskimi interesami i wartościami.