Niezwykle smutna wiadomość. W wieku 86 lat zmarł Marian Więckowski. Był trzykrotnym zwycięzcą Tour de Pologne, ale żadna statystyka nie odda jego klasy. Na rowerze i w życiu. Pasjonat kolarstwa, wychowawca młodzieży, dobry duch nawet w najtrudniejszych czasach. Fantastyczny, ciepły Człowiek. Stały gość Tour de Pologne, kolarstwo było jego tlenem. Żegnaj "Maniuś". Pogrążony w żalu zespół Lang Team

- można przeczytać we wpisie na oficjalnym profilu Tour de Pologne na Facebooku.

Urodzony 8 września 1933 roku na warszawskich Szmulkach Więckowski miał 21 lat, gdy w swoim trzecim starcie w Wyścigu Dookoła Polski, jak nazywano wówczas Tour de Pologne, został jego zwycięzcą. Wygrał wówczas w Bielsku czwarty etap, a na większości z 13 odcinków plasował się w czołówce.

Byłem wtedy jeszcze nieopierzonym chłopaczkiem, a w każdym takim wyścigu walka toczyła się od startu do mety. Nie było oszczędzania, patrzenia kto z jakiej jest drużyny. Każdy chciał wygrać. W nagrodę dostałem m.in. niemieckie radio lampowe. Koledzy komentowali: "ale sobie teraz pograsz". Odbiornik stoi u mnie do dziś, gdzieś na działce. To naprawdę była ładna nagroda, firma znakomita. Każdy, kto mnie odwiedzał zaraz kręcił gałką, szukając "Wolnej Europy". I znajdował

 - zaznaczył niegdyś we wspomnieniowej rozmowie z PAP.

W tamtej edycji zabrakło na starcie kilku czołowych polskich kolarzy, m.in. Stanisława Królaka. W kolejnej przyszło już Więckowskiemu rywalizować ze starszym o dwa lata i bardziej doświadczonym kolegą z CWKS Warszawa, który za kilka miesięcy, w maju 1956, jako pierwszy Polak wygrał najbardziej prestiżowy w tamtych latach Wyścig Pokoju. Tylko ci dwaj kolarze prowadzili w tym wyścigu w klasyfikacji generalnej. Żółty trykot na mecie w Warszawie, po 10 etapach, założył jednak Więckowski.

Mogę powiedzieć, że Królak przegrał wówczas na własne życzenie. Na przedostatnim etapie z Zakopanego do Kielc, będąc liderem, jechał z tyłu peletonu, a powinien w czołówce, jeśli chciał wygrać wyścig. Gdy przed Mogilanami przebił oponę i został, to nie bardzo miał z kim gonić. Z przodu natomiast wszyscy podkręcili tempo, trochę żeby mu utrzeć nosa

- zaznaczył.

Swój pierwszy wyścig Więckowski wygrał z przewagą zaledwie 19 sekund nad kolegą z drużyny CWKS I Stanisławem Bugalskim. W drugim różnica między triumfatorem a drugim Wiesławem Podobasem (CWKS III) wyniosła 6.43. W trzecim zwycięzca uzyskał na zakończenie 1.29 przewagi, ponownie nad bardzo dobrze sobie znanym Bugalskim. Obydwaj na ostatnim, 216-kilometrowym etapie z Torunia do Gdyni, przyjechali na metę ponad minutę przed następnymi kolarzami. Szybciej finiszował Bugalski.

To był mój... brat cioteczny. Miał predyspozycje szybkościowe i lubił atakować, więc musiałem go pilnować jak zająca. Bo jak zając ucieknie, to koniec. Nie patrzyliśmy wtedy, czy rodzina, czy jedna drużyna CWKS, jak wówczas nazywano Legię, tylko walczyliśmy między sobą. Trzecie zwycięstwo kosztowało mnie chyba najwięcej wysiłku. Przydarzyło się, że na początku tego ostatniego etapu zostałem z tyłu, a był silny boczny wiatr, padał deszcz i z miejsca poszła "rozróba", uciekło 10 rywali. Mieli już trzy, cztery minuty przewagi. Zacząłem szukać sprzymierzeńców, mocno pracowaliśmy. Po 100 km pogoni złapałem ich. Potem rywale komentowali: "Jesteś bardzo dobry, skoro w takich warunkach nas doszedłeś"

- opowiadał.

Do Więckowskiego należy jeszcze inny rekord Tour de Pologne - przejechał najwięcej dni w koszulce lidera, łącznie 20. W sumie w latach 1952-60 ukończył osiem wyścigów TdP. Był kolarzem wszechstronnym, wytrzymałym i twardym, a przy tym lubianym w peletonie. Miał opinię człowieka spokojnego, towarzyskiego, skorego do pomocy.

Zasadą było wówczas pomóc koledze. Gdy któryś mówił: "nie mam pompki", to po chwili było: "proszę, masz pompkę", "przebiłem oponę" - "to masz moją zapasową". Najważniejsze było jechać razem i rywalizować na mecie

- przyznał.

W 1957 roku nie udało się Więckowskiemu odnieść czwartego zwycięstwa z rzędu. Zajął 28. lokatę. W tym samym sezonie został jednak uznany najlepszym polskim kolarzem.

Po zakończeniu kariery był trenerem, przez wiele lat pracował też jako szef szkolenia w Polskim Związku Kolarskim. W ostatnich sezonach był stałym gościem Tour de Pologne, który w tym roku odbędzie się po raz 77.

Teraz jest to wyścig inaczej rozgrywany niż za moich czasów. Zawodnicy mają duży komfort, znacznie lepszy sprzęt, no i jest już prawdziwie zawodowa otoczka. Mam jednak zastrzeżenie, że kolarze często poczynają sobie zbyt ospale. Jeden patrzy na drugiego, mało jest indywidualnych ataków, które rozerwałyby peleton. Bardzo się oszczędzają. W sumie jednak to bardzo fajne chłopaki, z dużym poczuciem humoru

- skomentował weteran TdP.

Po Więckowskim trzykrotnie na najwyższym stopniu podium Tour de Pologne stanęli jeszcze tylko Andrzej Mierzejewski (1982, 1984, 1988) i Dariusz Baranowski (1991-1993).