Wiceminister Soboń oraz poseł Koalicji Obywatelskiej Grzegorz Napieralski zostali zapytani przez red. Michała Rachonia o zapowiedź ekipy Rafała Trzaskowskiego. Komitet byłego kandydata na prezydenta złożył dziś w Sądzie Najwyższym protest wyborczy, skarżąc się na „naruszenie konstytucji, wspomaganie przez TVP jednego kandydata w wyborach, naruszenia ze strony administracji rządowej”.

"Protesty, gdy ktoś ma wątpliwości co do aktu wyborczego, są na polskiej scenie politycznej rzeczą normalną. Przypomnę chociażby rok 2014, gdy prezes Jarosław Kaczyński kwestionował wybory samorządowe, spotkał się wtedy z ówczesnym przewodniczącym Sojuszu Lewicy Demokratycznej, posłem Leszkiem Millerem, też mieli wątpliwości, też zgłaszali je do Sądu Najwyższego. Na tym polega demokracja"

- przekonywał poseł Napieralski.

Redaktor Rachoń przypomniał jednak, że wtedy chodziło przede wszystkim o ogromną liczbę głosów nieważnych. Dodał, że nikt nie kwestionuje prawa Platformy do złożenia protestów wyborczych.

"Ale pytam o interpretację polityczną, jak rozumieć słowa Borysa Budki: "nie kwestionujemy wyników wyborów, ale jednocześnie składamy protesty wyborcze, których celem jest zakwestionowanie wyników wyborów" - tłumaczył gospodarz programu.

"Do nas, do naszego środowiska wpłynęły skargi, uwagi dotyczące wyborów. Nie można na nie nie zareagować. To po pierwsze. I każda poważna partia polityczna zrobiłaby tak samo" - przekonywał Napieralski. 

"Po drugie" w wypowiedzi Napieralskiego to była już mantra polityków opozycji, czyli atak na telewizję publiczną. Ostatnim argumentem rzekomo uzasadniającym protesty wyborcze jest sposób przeprowadzenia głosowania w wyborach prezydenckich dla Polaków przebywających poza granicami kraju.

"Osób, które albo nie otrzymały pakietu wyborczego, albo nie mogły odesłać. A to już jest znacząca liczba wyborców" - stwierdził poseł Koalicji Obywatelskiej.

Redaktor Rachoń przypomniał, że mniejsza niż różnica głosów pomiędzy oddanymi na Andrzeja Dudę i Rafała Trzaskowskiego" .

- Mamy sytuację wyraźnego dwugłosu – ocenił z kolei wiceminister Soboń.

- Tzn. mamy polityków takich jak przed chwilą wypowiadający się bardzo ostrożnie Grzegorz Napieralski. Podobnie ostrożnie, nawet dezawuując pomysł składania masowych protestów wyborczych wypowiadał się Grzegorz Schetyna. Dosyć sceptycznie od razu wypowiadał się Rafał Trzaskowski. Ale po drugiej stronie jednak zwyciężyła logika tego, aby uczynić teatr polityczny. Bo, Panie Pośle, nie chodzi o same protesty. To jest rzeczywiście rzecz naturalna i Sąd Najwyższy tego typu protesty, skargi rozstrzyga. Natomiast uczynienie z tego oręża politycznego, pokazanie tego jako swoistej taktyki politycznej w tym materiale, który był przed naszą dyskusją pokazany, on dobrze pokazuje jaka jest tutaj logika – czyli powrót de facto do sytuacji sprzed wyborów prezydenckich. Powrót do tego samego sporu. Powrót do tego samego modelu uprawiania polityki

- mówił polityk PiS.

- To jest decyzja, jak rozumiem, pana przewodniczącego Borysa Budki. To jest decyzja, którą  Pańskie środowisko polityczne zaakceptowało. To trochę szkoda, bo mieliśmy ten gest pana prezydenta, który wyciągnął rękę wobec Rafała Trzaskowskiego. Rafał Trzaskowski tę rękę niestety odrzucił. Na wszystko ma dzisiaj czas, oprócz tego, aby spotkać się z głową państwa. Rozumiem, że taktyka ma być nadal taktyką totalnej opozycji. A to bardzo źle dla Polski

- podkreślił Artur Soboń.