Dziennik, podając stan na minioną niedzielę, podkreśla w środowym wydaniu, że od początku roku w mieście odnotowano 634 strzelaniny. Dla porównania w tym samym okresie minionego roku było ich 394. Tylko w weekend Dnia Niepodległości (4 lipca) doszło do użycia broni palnej 64 razy.

- Wśród 53 osób postrzelonych w Nowym Jorku między piątkiem a poniedziałkiem był roczny chłopiec, który zginął w niedzielę, gdy dwóch napastników otworzyło ogień do zgromadzenia w Bedford-Stuyvesant. Z kolei 17-letni chłopiec został postrzelony w głowę w poniedziałek wieczorem przed komunalnym osiedlem mieszkaniowym w East Harlem

– pisze gazeta.

Strzelaniny miały także miejsce w poniedziałek w Canarsie na Brooklynie. Doszło do nich trzykrotnie. Pięć osób odniosło obrażenia, zdaniem policji powinny przeżyć. We wtorek natomiast w rezultacie kłótni 15-letniego chłopca i 34-letniego mężczyzny obydwaj zginęli od pocisków.

Zarówno policja, jak i władze miejskie twierdzą, że trudno jest znaleźć jedną podstawową przyczynę nasilenia przemocy z użyciem broni palnej. Jak przypominają, początek lata jest tradycyjnie porą wysokiej przestępczości. Przypisuje się to spędzaniem przez ludzi więcej czasu na świeżym powietrzu. Tym bardziej że z powodu Covid-19 zakazane są duże zgromadzenia w zamkniętych pomieszczeniach.

Na różne powody przemocy zwracają uwagę burmistrz Nowego Jorku Bill de Blasio i komisarz nowojorskiej policji (NYPD) Dermot F. Shea. Pierwszy łączy to z trudnościami gospodarczymi oraz stresem wywołanym wybuchem pandemii koronawirusa. Drugi wskazuje na przedterminowe zwalnianie więźniów z zakładów karnych w obawie przed zakażeniami, a także wprowadzenie nowych przepisów w ramach reformy policji, w tym zakazu przyduszania.

Według „New York Timesa” w tym roku policja była w stanie dokonać aresztowań w przypadku mniej więcej jednej strzelanin na cztery. Wcześniej zdarzało się to podczas jednej na trzy.

- Funkcjonariusze policji powiedzieli, że niedawne zmiany w systemie wymiaru sprawiedliwości w sprawach karnych, w szczególności prawo redukujące kaucję pieniężną dla niektórych oskarżonych, spowodowały wzrost przestępczości. Stwierdzili również, że decyzja komisarza o rozwiązaniu niektórych nieumundurowanych jednostek zwalczających brutalną przestępczość oraz popełnianą z nielegalnym użyciem broni mogła przyczynić się do wzrostu liczby strzelanin

 – zauważył nowojorski dziennik.

Niektórzy krytycy NYPD oskarżali policję o celowe rozluźnienie wysiłków w celu egzekwowania prawa. Zaprzeczył temu najwyższy rangą umundurowany szef policji nowojorskiej Terence A. Monahan. Przyznał jednak, że wielu funkcjonariuszy obawia się, że mogą zostać aresztowani, jeśli podejmą „proaktywne” kroki w celu powstrzymania przestępczości.

- Cała retoryka "Defund the Police", pozbyć się policji, znieść policję, musi się skończyć. (…) Musimy dojść do porozumienia między gliniarzami i społecznością oraz współpracować w celu rozwiązania wielu problemów

 – przekonywał Monahan w wywiadzie dla lokalnego radia 1010 WINS.

„New York Times” przypomina, że od roku 1990 przestępczość w Nowym Jorku drastycznie spadła. Dla porównania zarejestrowano wówczas 2245 zabójstw, a postrzelono 5 tys. osób. W ubiegłym roku miało natomiast miejsce około 320 zabójstw.

Profesor Christopher Herrmann z John Jay College of Criminal Justice, który specjalizuje się w prawie karnym, nie krył jednak obaw. Uznał ostatni skok w liczbie strzelanin za niepokojący.

- Badałem to zjawisko od dłuższego czasu. (…) Nigdy nie widziałem takiego wzrostu

 – zapewniał naukowiec cytowany przez „NYT”.