Nie jest to łatwa książka, ale bardzo potrzebna, dotykająca wielu spraw, które przybrały na sile w ostatnim czasie. Podejmuje kwestie światopoglądowe, poprawności politycznej, edukacji seksualnej, wpływów środowiska LGBT, rozwoju technologii, przejściu od siły do słabości, zanikającej pedagogiki, zmian w sposobach nauczania czy wreszcie redefiniowania uniwersytetów. Można się zastanawiać, co te tak odległe tematy mają ze sobą wspólnego. Czasem, czytając książkę, można rozmyślać – po co autor snuje tak odległe dygresje i jaki one mają związek z głównym, postawionym w tytule publikacji pytaniem: „Co się stało z ludźmi?”. Jednak po zgłębieniu całej lektury te wszystkie poruszane przez profesora Nalaskowskiego kwestie układają się jak puzzle wielkiej układanki. Wszystko jest bardzo logiczne i wskazuje nie tylko na ogromną wiedzę autora, jego kompetencje, odwagę, lecz także jego niesamowitą wszechstronność. 

Ekskomunika „na życzenie”

To tytuł jednego z ostatnich podrozdziałów książki, ale w obliczu prowadzonej ostatnio podczas kampanii prezydenckiej zajadłej dyskusji dotyczącej LGBT warto od niego zacząć. 12 września 2019 r. prof. Nalaskowski otrzymał od prorektora UMK decyzję o zawieszeniu w prawach i obowiązkach nauczyciela akademickiego. Przyczyną był opublikowany przez niego na łamach prawicowego tygodnika felieton „Wędrowni gwałciciele”. Publicystyczny tekst był podpisany imieniem i nazwiskiem autora, ale bez podania jego tytułu naukowego i akademickiej afiliacji. Mimo to, pod naciskiem środowisk homoseksualnych, władze toruńskiej uczelni postanowiły ukarać profesora. Zawieszeniu towarzyszyły liczne błędy formalne, które spowodowały przywrócenie Nalaskowskiego do obowiązków, ale nie zatrzymały procedury dyscyplinarnej. W rezultacie 20 kwietnia br. komisja dyscyplinarna, w której nawet nie zasiadał nikt z tytułem profesorskim, podjęła decyzję o kontynuowaniu sprawy i powierzeniu jej nowemu rzecznikowi. Tak oto głos krzykliwej grupy (zwolenników LGBT) spoza uniwersytetu stał się ważniejszy niż niezależność akademii. W imię poprawności politycznej dosłownie zmieciono pracownika uniwersytetu z 38-letnim stażem pracy na uczelni i 22-letnim stażem profesorskim, odznaczonego zaledwie półtora roku wcześniej medalem „Za zasługi położone dla rozwoju UMK”, założyciela i przez dwie kadencje dziekana Wydziału Nauk Pedagogicznych, jednego z dwóch profesorów z UMK zaproszonych do Narodowej Rady Rozwoju przy prezydencie RP, eksperta MEN. Fakt ten, wnikliwie opisany w książce „Wielkie Zatrzymanie…”, tylko potwierdza tezy zawarte w spornym artykule „Wędrowni gwałciciele”. Jest dowodem, że osoby mające czelność krytykować choćby najbardziej ohydną działalność ruchu LGBT, w przeciwieństwie do tego środowiska są pozbawione wszelkich praw. Zacytuję tu zatem fragment wspomnianego tekstu: „Wypełzają na główne ulice polskich miast odurzeni złą ideologią, zwykli nieszczęśnicy, których dopadła tęczowa zaraza. Podrygują tanecznie, niosąc tęczowe orły, tęczową Matkę Boską i tęczą upstrzone cytaty z Ewangelii. My w tym czasie jesteśmy zepchnięci na chodniki i trawniki. Ich policja pilnuje, a nas filmuje. Mają wszystkie prawa przysługujące obywatelom Rzeczypospolitej, prawa, które przysługują kobietom (np. zamążpójście) i mężczyznom (ożenek). Mają prawa wyborcze, nikt im nie zagląda do alkowy, nie zmusza do spowiedzi, nie zakazuje seks-wyjazdów do Tajlandii. Tak jak nam nie zakazuje. Ale mają coś więcej – mają przywileje, których nikt z nas nie ma. Mogą lżyć nasz Kościół, drwić z nas bezkarnie zza muru policyjnych tarcz, oczekiwać darmowej ochrony policyjnych legionów”.

Diagnoza uniwersytetów

W książce „Wielkie Zatrzymanie...” profesor bardzo wnikliwie analizuje stan rzeczy. Prowadzi czytelnika przez zagadnienia logiki, wskazując, jak przez lata zmienił się tryb podejścia do nauki. Zauważa, że jak przed laty człowiek zadawał sobie pytania o istotę świata, o byt, o zagadnienia z dziedzin przyrody czy fizyki, tak teraz przyjmuje wszystko, jak jest. Dostaje gotowe rozwiązania, których po prostu nie musi analizować, bo już wcześniej zrobił to ktoś za niego. Tym samym jest pozbawiony elementu twórczego, oduczany  etapu dochodzenia do rozwiązania. Jak zauważa Nalaskowski, „proces inkubacji i iluminacji został »wysadzony w powietrze«, stał się nieistotnym niebytem”. Profesor pisze o wynalazkach, o technologicznych fast foodach, które nas wszędzie otaczają, zapewniając komfort. Dalej analizuje zmiany form nauczania, upadek autorytetu pedagoga, w końcu podejmuje się rozważań nad kondycją współczesnych uniwersytetów. Swoje tezy popiera zarówno licznymi dokumentami, jak i cytatami. Wśród nich podaje ważny fragment z homilii Jana Pawła II do środowiska akademickiego z 1979 r. To cytat, który – myślę – celnie dotyka aktualnego dziś sporu o wykształcenie wyborców konkretnych kandydatów na prezydenta. 

„Uniwersytet to jest jakiś odcinek walki o człowieczeństwo człowieka. Z tego, że się nazywa uniwersytetem albo wyższą uczelnią, jeszcze nic nie wynika dla sprawy człowieka. Owszem, można nawet wyprodukować – złe wyrażenie, brutalne wyrażenie – można wytworzyć serię ludzi wyuczonych, wykształconych, ale problem jest nie w tym, chodzi o to, czy się wyzwoliło ten olbrzymi potencjał duchowy człowieka, przez który człowiek urzeczywistnia swoje człowieczeństwo. To jest decydujące” – podkreślił papież.

Wielkie Zatrzymanie

Warto się zastanowić także nad samym tytułem tej fascynującej lektury. Profesor Nalaskowski specjalnie używa tu dużej litery, aby odróżnić fenomen Zatrzymania od zwykłego rzeczownika oznaczającego przejście w bezruch. Owe Zatrzymania to „czas »narodowego wyciszenia«, odsunięcia spraw bieżących na dalszy plan, refleksji nad tym, co jest ważne, a może tylko czas zwykłego wyczekiwania, aż minie emocjonalna fala i wszystko wróci do normy” – pisze autor. Przywołuje nam też ostatnie trzy wielkie Zatrzymania: odejście Jana Pawła II w 2005 r., katastrofę smoleńską w 2010 r. oraz dotykające nas obecnie zagrożenie ze strony koronawirusa. Profesor zadaje na wstępie pytanie, czy bieg wydarzeń, których jesteśmy świadkami, nie zdezaktualizuje jego książki złożonej do druku na początku szalejącej pandemii. Moim zdaniem stało się przeciwnie. Ostatnie dni i tygodnie tylko potwierdziły rozważania Aleksandra Nalaskowskiego. Zachęcam, by się o tym przekonać, sięgając po jego książkę.