Do kłótni w szeregach opozycji doszło w pierwszej połowie czerwca z powodu wydarzenia o nazwie „Tęczowe disco pod pałacem”. Informacja o jego organizacji pojawiła się na Facebooku. Ale jedni zwolennicy Koalicji Obywatelskiej zaczęli przekonywać, że to „prowokacja prawicowych działaczy”. Drudzy zaś – namawiający do udziału w kuriozalnej imprezie pisali – „koniecznie przyjdźcie i wytańczcie mu wszystko przed oknami”. W ferworze dyskusji wzajemnie się oskarżali o niecne pobudki.

„Razem i Zandberg popierają dzisiejszą prowokację pod pałacem. Wiedzą, ze wybory prezydenckie  już przegrali, ale zawsze można jeszcze pomoc PIS-owi”

- pisał wówczas gniewnie Tomasz Lis.

Po czym posypały się wzajemne oskarżenia o kłamstwa.

Dziś, już po przegranej w wyborach prezydenckich ich kandydata Rafała Trzaskowskiego, opozycja ponownie zaczęła rzucać oskarżeniami.

Najpierw sam Tomasz Lis zaczepiał zwolenników własnego obozu politycznego przez kilka dni.

Dziś zaś sam doczekał się krytyki.

„Mam prośbę do red. Lisa. Panie Redaktorze, to Pan zwalczał zacięcie wszystkich (w tym mnie), którzy lubiąc RT mówili, że Sikorski lub Hołownia mają większe szanse pokonać PAD. Proszę więc teraz nie czuć się uprawnionym do szukania winnych porażki, którą Panu przepowiadaliśmy”

- napisał Roman Giertych do naczelnego „Newsweeka”.

Tomaszowi Lisowie dostało się również od… Krzysztofa Śmiszka.