Jej wcześniejszy właściciel, który wbrew prawomocnemu wyrokowi nie chciał przekazać pumy do ZOO w Poznaniu, ma pracować w chorzowskim ogrodzie jako wolontariusz, żeby mieć kontakt ze swoją ulubienicą. Zapowiada też dalszą walkę o to, by Nubia mogła do niego wrócić.

- Zanim podjęłam decyzję o przyjęciu tego zwierzaka pod nasz dach, poprosiłam naszego lekarza weterynarii o dokonanie oględzin pod kątem zdrowotnym. Na pierwszy rzut oka nic temu zwierzakowi nie dolega – prawidłowo się porusza, ma czyste oczy, czyste uszy, wygląda na bardzo zadbanego

– powiedziała dyrektor Kopiec podczas poniedziałkowej konferencji prasowej przy wolierze, w której obecnie przebywa puma.

- Świadectwo weterynaryjne jest wydawane po przeprowadzeniu kilku badań – z próbek kału, z krwi, m.in. w zakresie choroby płuc. Tego się nie da zrobić w ciągu jednego dnia, to badania wymagające czasu, dlatego puma trafiła do nas na 30-dniową kwarantannę – dodała dyrektor.

W piątek mieszkający w Ogrodzieńcu k. Zawiercia mężczyzna odmówił wydania pumy przedstawicielom poznańskiego ZOO – gdzie miała trafić decyzją sądu - i uciekł z nią do lasu. Poszukiwania, w których uczestniczyło ok. 200 policjantów, dron i śmigłowiec, zakończyły się niepowodzeniem. Potem nawiązano kontakt z mężczyzną i rozpoczęto mediacje, zakończone przekazaniem pumy do chorzowskiego ZOO oraz zgłoszeniem się poszukiwanego na policję.

Pan Kamil dziękował w poniedziałek dyrekcji chorzowskiego ogrodu zoologicznego, podkreślając, że jest zadowolony z opieki nad pumą. Nie chciał rozmawiać o zajściach ostatnich dni. Poinformował jednak, że pracuje nad tym, aby uregulować stan prawny, bo są to sprawy zawiłe. Pytany o to, jak widzi przyszłość Nubii, oświadczył: „Widzę dla niej jedną przyszłość, o którą od początku walczyłem i będę walczył w sposób nieustępliwy i zdecydowany. Ma do nas wrócić”.

Zapewnił, że będzie regularnie odwiedzał Nubię w Chorzowie. - Chciałbym być z nią 24 godziny na dobę, nie jest to możliwe – powiedział. Zapewnił, że rodzina szanuje jego życiowe wybory. - Mam dziecko, mam rodzinę. Czasem życie nakłada nam priorytety, te priorytety mogą być dla innych ludzi – może niekochających zwierząt, albo niekochających swojej pracy – priorytetami dziwnymi, to są priorytety nasze indywidualne, każdy ma inne. Rodzina szanuje moje wybory życiowe - powiedział pan Kamil. - Oczkiem w głowie zawsze, a teraz szczególnie, była i jest Nubia - podkreślił.

Nubia urodziła się w hodowli w Czechach, do Polski przyjechała jako mały szczeniak i była od małego wychowywana przez pana Kamila. Dyrektor Jolanta Kopiec poinformowała w poniedziałek, że pan Kamil będzie miał kontakt z pumą po tym, jak przejdzie wymagane przepisami szkolenie z zakresu BHP. Wspomniała, że zwierzę umieszczone w wolierze było początkowo nerwowe. Zdecydowano, że pan Kamil zostawi jej swoją koszulkę i to je uspokoiło.

- Pan Kamil deklaruje, że będzie częstym gościem jako wolontariusz. Taka obecność od czasu do czasu dobrze zrobi zarówno pumie, jak i panu Kamilowi - oceniła Jolanta Kopiec.

Przyznała, że sama jest przeciwniczką trzymania zwierząt dzikich z natury w warunkach domowych, wskazując, że było wiele przypadków, że takie zwierzęta stawały się - w miarę dorastania - dużym ciężarem dla swoich właścicieli. - Są wyrzucane, trafiają do środowiska naturalnego, niektóre przeżywają, niektóre giną, zdarzały się przypadki, że były podrzucane na teren ogrodu zoologicznego, co też dla nas jest dużym problemem. Są zwierzęta udomowione - psy, koty, jeśli ktoś kocha zwierzęta i chce się takim zwierzakiem zająć - w schroniskach jest mnóstwo osobników, którymi się można zajmować - podsumowała.