Działania monetarne i fiskalne władz miały ograniczyć rozchwianie gospodarki i pozwolić na jej szybki powrót do normalności. Rynki finansowe dobrze je przyjęły, uznając za uzasadnione i pozwalające uniknąć destrukcji gospodarki - powiedział Mariusz Adamiak, ekonomista banku PKO BP.

- Operacje dokonywane po wybuchu pandemii na rynkach finansowych przez publiczne instytucje: Polski Fundusz Rozwoju, Bank Gospodarstwa Krajowego i Narodowy Bank Polski nie do końca można porównywać do luzowania ilościowego, dokonywanego przede wszystkim w latach 2008-2010, które miało na celu głównie walkę z trendami deflacyjnymi i zapewnienie płynności na rynkach finansowych, ale są też analogie, jak ułatwienie finansowania budżetów - ocenił Adamiak.

- U nas to odbyło się bardzo szybko, na obniżkę stóp nałożył się równolegle skup papierów dłużnych - dodał.

Zdaniem ekonomisty polityki fiskalnej i monetarnej nie można analizować w oderwaniu od sytuacji gospodarczej, a także tego, jakie działania prowadzone są w innych krajach.

- Jeśli Polska byłaby jedynym krajem stosującym niestandardowe instrumenty, to nasza waluta znalazłaby się pod dużą presją - powiedział.

- Jeśli chodzi o politykę monetarną, to ścięcie stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej praktycznie do zera, bezpośrednio wpłynęło na rentowności obligacji, a pośrednio na wyceny akcji - stwierdził Adamiak.

- W sytuacji kiedy depozyty bankowe są oprocentowane symbolicznie, a obligacje oferują rekordowo niskie dochodowości, inwestorzy kierują się w stronę rynku akcji i nieruchomości - dodał.

Wedle Adamiaka decyzje dotyczące polityki monetarnej - obniżka stóp i skup papierów dłużnych przez NBP miała ogromny pozytywny wpływ na cenę obligacji, ale też pośrednio na inne klasy aktywów, jak akcje i nieruchomości.

- Tak więc przełożenie działań monetarnych było bardzo pozytywne - oprócz oczywistego jak wzrost cen obligacji, pośrednio wpłynęły również na rynek nieruchomości, rynek akcji, czy złoto

ocenił ekonomista.

- Trudniej przełożyć wpływ działań fiskalnych - luźniejsza polityka fiskalna sprzyja popytowi w gospodarce, jednak żadne z państw na dłuższą metę nie może sobie pozwolić na utrzymywanie wysokiego deficytu, ponieważ to wpłynęłoby zarówno na kurs waluty, jak i inflacje - dodał.

Zdaniem Adamiaka jeśli jednak mamy do czynienia z wydarzeniami o charakterze szokowym, jakim bez wątpienia było zamknięcie gospodarek, które zresztą jeszcze nie do końca wróciły do normalnego funkcjonowania - mimo zniesienia czy ograniczenia restrykcji, postawy konsumenckie się zmieniły na ostrożniejsze – wówczas aktywna polityka fiskalna jest jak najbardziej uzasadniona.

- Obecnie kluczowe jest to, w jakim tempie gospodarka będzie stawać na nogi - stwierdził.

W jego ocenie działania monetarne i fiskalne miały na celu ograniczenie rozchwiania gospodarki i jej szybki powrót do normalności, gdy pojawi się możliwość zniesienia restrykcji epidemicznych.

- Po prostu uszczerbek w aktywności gospodarczej był tak duży, że musiało to być zrekompensowane przez państwo, po to by firmy i gospodarstwa domowe nie zbankrutowały. Niemniej na dłuższą metę wysoki deficyt budżetowy i w konsekwencji wzrost długu publicznego nie są dla gospodarki dobre - skomentował ekonomista.

Jego zdaniem rynki finansowe dobrze przyjęły te działania, ponieważ uznały je za uzasadnione i pozwalające uniknąć destrukcji gospodarki, tak więc oba typy działań - fiskalne i monetarne - zostały dobrze odebrane przez rynki finansowe i pozytywne na nie wpłynęły.

- Nie uważam, że wpływ deficytu na ocenę ratingową będzie na tyle istotny, by doprowadził do jej obniżenia - ocenił.

- Oczywiście przyzwyczajenie do łatwiejszego pieniądza pochodzącego z długu jest zagrożeniem, stąd stabilizująca reguła wydatkowa i limit konstytucyjny. Niemniej nie powinno się abstrahować od okoliczności i gdy są one szczególne, również tego typu "bezpieczniki" powinny być traktowane elastycznie - podsumował Adamiak.



Artykuł pochodzi ze strony filarybiznesu.pl