Prezydent Recep Tayyip Erdoğan podjął decyzje o przekształceniu Hagii Sophii w meczet. Co oznacza ta decyzja?

Po pierwsze oznacza to dalszy krok w kierunki islamizacji Turcji, nadania jej bardziej muzułmańskiego charakteru. Jest to odwrót od koncepcji państwa świeckiego, którą realizował Atatürk. Po drugie jest to uczynienie z jednego z najważniejszych zabytków świata, mniej otwartego dla innych wyznań, bo dotąd ta świątynia miała charakter muzeum, była otwarta, można było w każdym momencie ją zwiedzać. Natomiast w tej chwili ten dostęp będzie prawdopodobnie utrudniony. A po trzecie komplikuje to relacje między światem muzułmańskim a chrześcijańskim wyznaniem prawosławnym, dlatego że kiedyś to była świątynia prawosławna i było to miejsce ich kultu. Dlatego zwierzchnicy Kościoła prawosławnego negatywnie ocenili tę decyzję. Również negatywnie wypowiedzieli się przywódcy niektórych państw m.in. Grecji, Stanów Zjednoczonych, Francji, uważając, że tego typu zabytek, powinien być neutralny, jeśli chodzi o wyznanie i powinien być otwarty dla różnych ludzi.

Jaki Erdoğan ma cel w tym, żeby islamistycznie zradykalizować Turcję, która przez lata była uważana za bardzo postępowy kraj, jak na państwo muzułmańskie?

Po pierwsze on się wywodzi z ugrupowania politycznego o takim charakterze. Poza tym w ostatnich latach Turcja zaczyna przeżywać trudności gospodarcze i ta decyzja ma polepszyć pozycję polityczną Erdoğana i ugrupowania, które reprezentuje. Poza tym on złożył obietnice w trakcie ostatnich wyborów tym właśnie ugrupowaniom muzułmańskim, że uczyni meczetem to dotychczasowe muzeum.

Czy pana zdaniem Turcja stanie się tak radykalnie muzułmańskim krajem, jak na przykład Iran?

Nie sądzę, dlatego że znaczna część społeczeństwa tureckiego, zwłaszcza część elit, jest jednak przywiązana do tradycji państwa Atatürka i to by bardzo skomplikowało życie polityczne Turcji, skonfliktowało. Nie sądzę, żeby Turcja poszła w kierunku takiego radykalnego islamu. Będzie to powrót do tradycji sprzed dojścia do władzy przez Atatürka, ale w taki sposób, który zachowa jednak pewne elementy, które wprowadził Atatürk, które symbolizowały Turcję na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat. Jest to państwo, które należy do NATO i odgrywa w nim ważną rolę, a swego czasu aspirowało do Unii Europejskiej, chociaż nie zostało przyjęte. Przez wiele lat toczyły się rozmowy akcesyjne i UE do tej pory nie podjęła decyzji o przyjęciu Turcji. Gdyby ta decyzja Erdoğana symbolizowałaby jakaś taką radykalizację, jeżeli chodzi o muzułmański charakter Turcji, to oczywiście jej relacje z Europą Zachodnią stałyby się jeszcze bardziej skomplikowane.