Czy masowe antyrasistowskie protesty, które miały miejsce w USA i Wielkiej Brytanii, są uzasadnione?

Zawsze będę wspierać protesty. Ale stanowczo nie akceptuję przemocy i niszczenia mienia innych. Martwi mnie, że w trakcie protestów także zginęli czarni – cywile i policjanci.

W czerwcu br. w Bristolu rozwścieczeni protestujący obalili pomnik Edwarda Colstona, później jeszcze kilka innych w całym kraju zostało zdewastowanych. Czy ludzie, bez względu na to, jak bardzo są na coś źli, nie powinni szukać rozwiązań demokratycznych zamiast przestępczych?

Niszczenie mienia prywatnego lub państwowego nie powinno być akceptowane. To jest przemoc. Zdecydowanie bowiem możemy dyskutować o tym, czy konkretne pomniki powinny pozostać tam, gdzie są, czy czas, by przenieść je do muzeum. Być może pomniki powinny zostać, ale historia postaci, które one przedstawiają, powinna zostać omówiona w krajowym programie edukacyjnym. Jest wiele metod, by przeprowadzić szeroką dyskusję na temat przyszłości posągów. Ale przyznanie sobie prawa do wymierzania sprawiedliwości i bezpośredniego atakowania tego, czego nie lubimy, jest bardzo niepokojące. Dziś mówimy o posągach, ale co z budynkami, które zostały zbudowane za pieniądze pochodzące z handlu niewolnikami? Czy te budynki również trzeba zburzyć? Jak daleko to zajdzie? Smutne, że dziś przemoc zastąpiła prawdziwą dyskusję.

Co Pani sądzi o organizacji Black Lives Matter?

W szeregach Black Lives Matter jest kilku dobrych ludzi, którzy faktycznie próbują ulepszyć świat. Jednak przewyższają ich liczebnie członkowie Antify, a także inni członkowie BLM, którzy mają określony program i próbują narzucać go innym, dzieląc ludzi według rasy. Jesteśmy obecnie bardziej świadomi rasowej przynależności niż kiedykolwiek wcześniej, i to ma negatywne skutki. Ruch Black Lives Matter sprawił, że biali boją się czarnych. Wiele białych osób mówi mi: „Teraz, kiedy przechodzę obok czarnego człowieka na ulicy, czuję niepokój. Dwa miesiące temu nie miałem takich odczuć”. To jest bardzo smutne, ponieważ wcześniej osiągnęliśmy w Wielkiej Brytanii konsensus w relacjach rasowych.

Więc relacje rasowe pogorszyły się z powodu Black Lives Matter?

Mamy teraz naprawdę duży problem w relacjach między osobami różnych ras, który nie istniał dwa miesiące temu. Jest to bardzo niepokojące. Nie wiem, jak sobie z tym poradzimy. BLM wyrządziło wiele szkód, niszcząc chociażby moją wieloletnią pracę z czarną młodzieżą. Ale myślę, że oni nawet nie zdają sobie z tego sprawy.

Czy BLM wywiera presję na ludzi, by ci zgadzali się z ich poglądami? I czy Pani sama jest atakowana za to, co mówi o ruchu?

Nie było zbyt wielu ataków na mnie, ale na pewno dochodziło do ataków na innych krytyków ruchu. Dlatego że metody działania Black Lives Matter polegają na zastraszaniu w celu wymuszenia na ludziach zgody z ich postulatami. A jeśli człowiek im odmawia, brutalnie atakują – fizycznie lub słownie, obrażają, nazywając rasistą. Mnie np. nazywano „nienawidzącą siebie czarną”. I w kontakcie z tymi ludźmi nie ma miejsca na dyskusję. Oni nie są nią zainteresowani.

W swoich postulatach Black Lives Matter mówi nie tylko o rasowej przynależności, ale również o prawach do aborcji i prawach LGBT. Członkowie ruchu piszą także, że chcą zniszczyć zachodni model „rodziny nuklearnej”, czyli składającej się z dwóch rodziców – kobiety i mężczyzny – i dzieci. Organizacja wydaje się bardziej ruchem łączącym zwolenników całego spektrum lewicowych ideologii.

Mają marksistowski styl. Z kolei moim dzieciom [rozmówczyni jest dyrektorką szkoły, w której obowiązują dyscyplina, wymagające metody nauczania, jak również brak pobłażania z powodu pochodzenia rasowego] najbardziej pomogłaby właśnie ta „rodzina nuklearna”. Black Lives Matter twierdzi, że troszczy się o życia czarnych, a jednak chce zniszczyć „rodzinę nuklearną”. To znaczy, że chcą zniszczyć życie moich dzieci.

Co Pani sądzi o wezwaniach do zaprzestania finansowania lub nawet całkowitej likwidacji policji?

Jako szkoła czasem musimy prosić policję o pomoc. Na przykład gdy dochodzi do bijatyki poza naszą placówką z udziałem młodych ludzi z innych szkół. Dzieci chodzą po mieście z nożami, biją się nawzajem, kradną rowery i potrafią robić różnego rodzaju okropne rzeczy. Jeśli nie pomoże nam policja, to nauczyciele muszą próbować to rozwiązać sami. Jednak ciągle im powtarzam, że nie powinni ryzykować życia. I jeśli czują, że ich życie jest zagrożone, to muszą zadzwonić na policję. Z kolei teraz się słyszy, że nie będziemy mogli zadzwonić na policję, ponieważ nie będzie dostępnego policjanta. Co więc w takiej sytuacji mamy zrobić? Naprawdę zaskakują mnie żądania BLM i nie sądzę, aby się nad nimi zastanawiali. Po prostu nienawidzą policji, ponieważ myślą, że jest zła. W życiu pracowałem z wieloma funkcjonariuszami. Nie są źli. Zawsze byli przyzwoitymi ludźmi, którzy zwyczajnie wykonują swoją pracę.

Czy oglądała Pani eksperyment rasowy przeprowadzony na 11- i 12-letnich dzieciach w liceum Glenthorne (Glenthorne Highschool) w południowym Londynie, w którym podzielono dzieci na białe i niebiałe i zadawano pytania o rasach? Efekt był taki, że biali uczniowie bali się, że mogą zrujnować swoje życie, mówiąc coś źle. Niektórzy płakali, mówiąc, że czują się winni z powodu swojej rasy.

Nie oglądałam tego, bo bym nie wytrzymała, ale słyszałam o tym od innych. Dla mnie wygląda to jak eksperyment, podczas którego próbuje się zrobić z dzieci rasistów. Dzieci nie są rasistami z natury i nie znają różnic rasowych. Więc kiedy opisywano mi ten eksperyment, brzmiało to dla mnie jak próba nauczenia dzieci rasizmu. Weźmy grupę dzieci i nauczmy je, jak być rasistami. Dziwne jest to, że pomysłodawcy myślą, że uczą ich, jak nie wyrosnąć na rasistów, ale efekt jest dokładnie odwrotny.

Katharine Moana Birbalsingh
działa na rzecz reformowania brytyjskiego systemu edukacji oraz jest założycielką i dyrektorką Michaela Community School, bezpłatnej „szkoły czarterowej” (otrzymującej rządowe finansowanie, ale działającej niezależnie od ustalonego systemu szkół państwowych) założonej w 2014 r. w Wembley Park w Londynie. O Birbalsingh stało się głośno w Wielkiej Brytanii w październiku 2010 r., po tym jak skrytykowała brytyjski system edukacji podczas konferencji Partii Konserwatywnej, mówiąc o „niskich standardach”, „morzu biurokracji” oraz „chaosie w brytyjskich klasach”. Birbalsingh także wypowiedziała się na temat rzekomego rasizmu, mówiąc, że dzieci nadużywają „karty rasowej” (ang. race card, oskarżanie innych o rasizm) podczas sporów z nauczycielami. Ostrzegła rodziców, aby z przymrużeniem oka wysłuchiwali opowieści swoich dzieci o rasizmie, kiedy ci skarżą się na dyscyplinowanie ich w szkole. Stwierdziła również, że czarni uczniowie są demotywowani do lepszej nauki przez to, że nauczyciele boją się, że zostaną nazwani rasistami, jeśli będą stawiali im surowsze warunki.