Rząd nie umie sprostać jednemu z najistotniejszych wyzwań: jak zapobiec pauperyzacji społeczeństwa, wzrostowi emigracji zarobkowej, niżowi demograficznemu i katastrofie emerytalnej przy coraz mniej stabilnych warunkach zatrudnienia Polaków.

Nie tylko związki zawodowe oczekiwały, że w exposé premier Tusk przedstawi pomysły na rozwiązanie problemu nieoskładkowanych umów cywilnoprawnych, nazywanych potocznie „śmieciowymi”. Płonne nadzieje. A przecież umowy te są jednym z wyzwań, przed którymi stoi nie tylko rynek pracy – to kwestia społeczna, przesądzająca o dobrostanie lub wykluczeniu przez biedę coraz większej liczby rodaków.

Zaznaczmy, że nie w każdej sytuacji umowa cywilnoprawna może być określona mianem śmieciowej. Maciej Pańków, współpracownik The Gallup Organization Poland, podkreśla, że o takiej formie zatrudnienia mowa jest wtedy, gdy umowa zawierana jest na warunkach niekorzystnych dla pracobiorcy i ze złamaniem przepisów. Taka sytuacja ma miejsce, gdy pracownik jest „wypychany” na samozatrudnienie lub daje się mu możliwość zawarcia jedynie umowy cywilnoprawnej, choć istnieją przesłanki do nawiązania stosunku pracy. Formą umowy śmieciowej jest także zawieranie przez lata umowy o pracę na czas określony z klauzulą o możliwości rozwiązania za dwutygodniowym wypowiedzeniem.

Zagrożenia, które płyną dla pracownika w wyniku zawarcia umowy śmieciowej są znaczne: nie stosuje się w jej wypadku przepisów kodeksu pracy, płatnych urlopów, zwolnień chorobowych. Pracownik nie ma odprowadzanych składek na ubezpieczenie emerytalne czy zdrowotne, w dodatku pracodawcy nie obowiązuje nawet płaca minimalna. Zjawisko to generuje problemy długofalowe, które przekładają się na większą frustrację społeczną i rosnące rozwarstwienie ekonomiczne.

Nic dziwnego, że Solidarność bardzo krytycznie oceniła sejmowe wystąpienie Donalda Tuska. Piotr Duda, szef związku, stwierdził: „Podczas exposé nie padło z ust premiera, jak zamierza wspierać demografię w wypadku młodych ludzi pracujących na umowach śmieciowych. Jak chce im pomóc w założeniu rodziny przy zarobkach 1000–1500 zł brutto. Jak mają wziąć kredyt na zakup lub budowę domu i jak zamierza ich zachęcić do posiadania dzieci. Nie usłyszeliśmy też od szefa rządu odpowiedzi na pytanie, skąd weźmie pieniądze na przyszłe emerytury dla ludzi dziś pracujących na śmieciówkach. Niech premier powie publicznie, kto dopłaci przyszłym emerytom skazanym dzisiaj na umowy śmieciowe, jeśli nie uzbierają na minimalną emeryturę”.

Umowy czasowe, wykorzystywane jako jedna z form „śmieciowego zatrudnienia” w największym stopniu dotyczą przede wszystkim osób młodych, wchodzących dopiero na rynek pracy. W ich wypadku podjęcie pracy na takich warunkach nie zawsze jest niekorzystne. Jednak, jak podkreśla Maciej Pańków w swoim raporcie „Młodzi na rynku pracy”, „dla młodych elastyczne formy zatrudnienia to możliwość pogodzenia nauki z działalnością zarobkową, choć jednocześnie ryzyko niskich dochodów, popadnięcia w »pułapkę« umów terminowych, czego dolegliwość rośnie wraz z potrzebą usamodzielnienia się”.

Coraz trudniej w Polsce o wyjście poza „śmieciowy system”. Jedyną sensowną alternatywą jest emigracja zarobkowa. Jak podkreśla prof. ekonomii Krystyna Iglicka, rektor Uczelni Łazarskiego, po 2004 r. procent ludzi z wyższym wykształceniem wśród populacji migrantów jest proporcjonalnie wyższy niż w wypadku populacji Polski: „Straciliśmy to pokolenie. Wyjechali młodzi w wieku reprodukcyjnym i produkcyjnym”. Przypomnijmy, że polska emigracja zarobkowa to obecnie około dwóch milionów osób.

Ale nie tylko młodzi są narażeni na negatywne skutki zatrudnienia na śmieciowych umowach. To stała i narastająca w ostatnich latach tendencja. Musiał znać ją rząd PO, podejmując decyzję o zmianach w systemie emerytalnym. Sprawozdanie Państwowej Inspekcji Pracy z 2010 r. wskazuje, że w ciągu dwóch wcześniejszych lat liczba osób zatrudnionych na podstawie umów cywilnoprawnych wzrosła aż o 35 proc. W 2010 r. na podstawie umowy o dzieło zatrudnionych było blisko 21 proc. pracujących, podczas gdy jeszcze dwa lata wcześniej tylko 15,5 proc. Ponadto o 13 proc. wzrosła liczba pracodawców, którzy zawierali kontrakty cywilnoprawne, w tym pozorne umowy o dzieło w warunkach, w których powinna zostać zawarta umowa o pracę.

Coraz większą popularnością wśród pracodawców cieszą się agencje pośrednictwa pracy tymczasowej, gwarantujące stały dopływ nisko opłacanych „śmieciowych pracowników”. Polskie Forum HR, zrzeszające większość czołowych agencji pracy tymczasowej, już w pierwszym kwartale 2010 r. informowało, że łączne obroty w branży zwiększyły się do 704 mln zł, czyli o 26 proc. w porównaniu z tym samym okresem minionego roku.

Pamiętam kpiny z Jarosława Kaczyńskiego, który w czasie kampanii prezydenckiej w 2010 r. stwierdził, że prawa pracownicze stanowią część dorobku naszej cywilizacji. Cóż, najwyraźniej możemy w Polsce budować jedynie „śmieciową cywilizację”. Ale to droga donikąd.



Autor jest redaktorem „Nowego Obywatela”, publicystą Deon.pl, członkiem zespołu pisma „Pressje”