59-letni Philippe Monguillot został pobity w mieście Bayonne w południowo-zachodniej Francji w ubiegły weekend. Po ataku mężczyzna był podtrzymywany przy życiu. W piątek jego rodzina podjęła decyzję o odłączeniu sprzętu - informuje agencja AFP.

Zdecydowaliśmy się pozwolić mu odejść - powiedziała 18-letnia córka kierowcy, Marie Monguillot.

Atak miał miejsce w niedzielę około 19:15. w autobusie jadącym do Biarritz. Po tym, jak kierowca autobusu sprawdził bilet jednego z mężczyzn, poprosił wszystkich czterech o założenie masek na twarz, które są obowiązkowe we francuskim transporcie publicznym.

Dwóch mężczyzn w wieku 20 lat zostało aresztowano pod zarzutami o usiłowanie zabójstwa, dwóch pozostałych oskarżono o nieudzielenie pomocy.

"W Bayonne 59-letni kierowca autobusu Phillipe Monguillot został brutalnie zamordowany po tym jak zwrócił uwagę 4 pasażerom na gapę Mohammedowi A., Mohammedowi C., Moussie B. i Selimowi Z. że powinni założyć maski. Pobili go na śmierć"

– napisał na Twitterze dziennikarz Witold Repetowicz.

W środę rodzina Monguillota zorganizowała marsz na jego cześć, a wszyscy uczestnicy byli ubrani na biało.

Premier Francji potwierdził śmierć Monguillota na Twitterze w piątek późnym wieczorem pisząc, że sprawa „poruszyła nasze serca”.

„Republika uznaje go za wzorowego obywatela i nie zapomni o nim. Prawo będzie karać sprawców tej nikczemnej zbrodni”

- pisał, określając atak jako „tchórzliwy”.

Francuski minister spraw wewnętrznych Gérald Darmanin złożył kondolencje dla przyjaciół, rodziny i współpracowników Monguillota.

„Ten haniebny i tchórzliwy czyn nie może pozostać bezkarny. Jutro pojadę do Bayonne, aby zadbać o bezpieczeństwo w mieście z urzędnikami państwowymi i spotkać się z kierowcami transportu publicznego i związkami zawodowymi”

- napisał na Twitterze.