Jest scena, moim zdaniem jedna z najbrzydszych w polskiej historii, którą radzę obejrzeć raz jeszcze wszystkim wahającym się lub za mało zmotywowanym przed II tura wyborów na YouTube: słynna kłótnia premiera Mieczysława Rakowskiego z robotnikami w Stoczni Gdańskiej. Rakowski krzyczy do gwiżdżących:

„Uważam was za nieszczęśliwych ludzi. Otumanionych… Bo przegracie. Znajdziemy dość sił, bez was nawet... Co? Wy jesteście Polską, tylko wy jesteście Polską? Polska to jest 36 milionów ludzi… znajdziemy dość Polaków, którzy poprą ten kierunek… Zobaczycie to! Tak to będzie”.

Groza tej sceny oglądanej w roku 2020 polega na tym, że wiemy już, iż Rakowski nie blefował. Oni znaleźli dość sił, by zniszczyć gdańską stocznię, by zdegradować w całej Polsce robotników, którzy postawili się komunie. By „przegrali”. Rakowski, były redaktor naczelny „reformatorskiego” tygodnika „Polityka” był z samego jądra sił, które potem objęły w posiadanie III RP. „Polityka” i „Gazeta Wyborcza” to dwa najbardziej opiniotwórcze okrągłostołowych elit: reformatorski postkomunistyczny i nieekstremistyczny solidarnościowy. I oni po prostu tak o nas myślą.

To o tej samej grozie pisała Kazimiera Iłłakowiczówna po poznańskim robotniczym powstaniu z Czerwca 1956 w wierszu „Rozstrzelano moje serce w Poznaniu” zadała proste pytanie:

Rym się na gromadę zwlókł;
jest go dosyć… Tyle pokoleń…
Lecz zbryzgano mózgiem bruk
i bruk się wzdyma powoli.
Myśleć zaczął, choć ledwo się dźwiga
i do zapytań ośmiela:
„Czemu zawsze rządzi inteligent,
a do robotników się strzela?”

Duda 79, Trzaskowski 21. Wśród tych, co nie głosowali w pierwszej turze. Rozumiecie?

Motywacja, by w II turze do urn wyciągnąć nawet najbardziej opornych znajomych, da się streścić w dwóch słowach: obrona marzenia. Obrona trwania Polski, owszem, niedoskonałej (sam krytykowałem ostro prezydenta Dudę, gdy było trzeba), ale takiej, która w najbliższych dziesięcioleciach daje szanse na awans naszym dzieciom także wtedy, gdy my nie jesteśmy z odpowiednych rodzin i klanów. I obrona idei niepodległości Polski. Tyle.

Gdy patrzymy na piękne twarze zwykłych Polaków na wiecach Andrzeja Dudy w polskich miasteczkach, na najczęściej powtarzające się frazy „my wszystko rozumiemy”, „nie damy się oszukać”, „róbcie tak dalej” widzimy, że marzenie pokoleń, czyli sojusz aspiracji zwykłych Polaków z ideą niepodległości naprawdę się udał. „Elektorat Dudy - zwłaszcza 60 plus i z miast do 20 tys., jest tak zmobilizowany, że aż trudno uwierzyć” – pisał wczoraj Piotr Pacewicz na portalu oko.press. Optymistyczne, ale to nie dotyczy wszystkich, którzy mają interes, by poprzeć prezydenta.

Ilość oszukanych też jest ogromna. To, o co walczyły pokolenia, wisi dziś na włosku kilkuset tysięcy głosów. Gdy piszę te słowa w Beskidzie Niskim, Andrzej Duda przejeżdża kilkadziesiąt kilometrów ode mnie po spotkaniu we wsi o poetyckiej nazwie Niebylec, gdzie jest centralna prywatnej firmy autobusowej. Bylec albo Niebylec – oto jest pytanie.

Dlaczego na Podkarpaciu? Jedyny tak naprawdę ważny sondaż z ostatnich tygodni to ten, w którym zapytano, na kogo woleliby głosować ci, którzy nie głosowali w I turze. I okazało się, że 79 proc. na Andrzeja Dudę, a 21 proc. na Trzaskowskiego. Tu jest nasza rezerwa, nasza szansa, do której wykorzystania może przyczynić się w ciągu tych godzin każdy z nas, przywożąc do komisji wyborczej starszych, nakłaniając członków rodziny i znajomych.

Mickiewicz kontra Kowalczyk, Krasiński kontra Lato, Norwid kontra Boniek

Tamci nauczyli się już, że nie opłaca im się mówić o aspiracjach zwykłych Polaków językiem Rakowskiego. Na początku rządów PiS jeszcze próbowali, gdy wyśmiewali rodziny, które dzięki 500 plus wypoczywały nad Bałtykiem. Okazało się to kontrskuteczne.

Poza wszystkim, takie drwiny zostają w życiorysie. A świadomość, że w ten sposób odcina się na zawsze od wszystkiego, co w polskości najpiękniejsze, że pluje się na Żeromskiego i doktora Judyma, jednak – tak się łudzę - dla co bardziej światłych mogła być problemem…

Tym razem na odcinek wyśmiewania ciemnego ludu oddelegowano więc – przepraszam, wiem że nie powinienem, ale chodziłem przez 25 lat na mecze piłkarskie, więc wiem, o czym mówię – żulię pozbawioną jakichkolwiek zahamowań. Kibice pełni są rozlicznych zalet i wad, ale nie ma ani jednego, który w tych latach nie traktowałby świata działaczy, sędziów i piłkarzyków, oczywiście z wyjątkami, jak skorumpowanej bandy oraz prymitywnych cyników, dumnych ze swego cynizmu.

Wiem, że nikt nie pamięta, ale ja niestety tak. Zbigniew Boniek był niegdyś członkiem komitetu wyborczego Unii Wolności, poprzedniczki PO. Teraz Boniek zaczął pisać, jaki to prymitywny jest elektorat PiS. Czyli mówi  coś, czego Trzaskowskiemu mówić nie wypada, a ma mobilizować elektorat PO przeciwko nam, ciemnocie. To ja pytam, czy to całkiem przypadkiem, czy w porozumieniu z Rafałem?

No więc prezes PZPN Boniek napisał: „Prezydent Polski dzisiaj może być wybrany głosami ludźmi środowiska wiejskiego, głosami emerytów i ludzi z podstawowym wykształceniem. To chyba trochę dziwne w tak pięknym i rozwijającym się kraju jak nasza Polska”

Były prezes PZPN Grzegorz Lato dołożył: „Duda miał być prezydentem wszystkich Polaków, został prezydentem jednego Polaka… Nie podoba mi się łamanie konstytucji, w USA takie rzeczy byłyby nie do pomyślenia, każdy wie, że konstytucja to świętość, u nas niestety nie dorośliśmy do tego”.
No i jeszcze Wojciech Kowalczyk: „Jak komuś przeszkadza Warszawka, to niech się przeprowadzi do Końskich. Idealna wieś dla wieśniaka”, „Co wie rolnik z ryjem w zgniłych truskawkach? Ksiądz pedofil w niedzielę mu podpowie”.

Dodajmy, że ten ostatni post został „polubiony” przez oficjalny profil kandydata Trzaskowskiego. Czyżby ktoś zapomniał się przelogować? Czyżby jednak wszystko to było wspólnie i w porozumieniu?

Prezes Lato obrońcą prawa i Konstytucji – czy ktoś mógł przypuszczać, że dożyjemy takich czasów? Rzecz jasna Zbigniew Boniek idealnie pasuje do tej niszczącej od dziesięcioleci polski sport hałastry, a różni się tylko większym zdolnościami PR-owymi. Najbardziej oślizła postać w III RP.
No to wybierajcie, do której tradycji chcecie należeć: Mickiewicz kontra Kowalczyk, Krasiński kontra Lato, Norwid kontra Boniek..

Najważniejsza fałszerstwo kampanii Trzaskowskiego: tuba

Boniek deprecjonuje zwykłych Polaków, Trzaskowski marzy o tym, by… ich reprezentować. Bo „mamy dość”.

Największym fałszerstwem w kampanii Trzaskowskiego była jego tuba. Należę do tych, co nabiegali się z w życiu z tubą, w czasie happeningów Akcji Alternatywnej Naszość. Biegał z nią jako szef Ligi Republikańskiej obecny szef MSWiA Mariusz Kamiński. Biegali anarchiści, jak Marek Kurzyniec – czy – ze zdecydowanie młodszego pokolenia – Antek Wiesztort, współpracownik Jolanty Brzeskiej, odważnie walczący z warszawską reprywatyzacją. Kibic Legii Piotr Staruchowicz za wykrzykiwanie przez tubę haseł o Donaldzie Tusku trafił na 9 miesięcy do aresztu. Piotr Ikonowicz, też biegał, choć miał zdecydowanie gorsze momenty, gdy stawał się częścią systemu III RP. A gdy przypomnieć jej początki, to przecież najważniejszym człowiekiem z tubą był Kornel Morawiecki…

Długa lista ludzi z tubą, najróżniejszych politycznych proweniencji, wśród których nie było nigdy jego: Rafała Trzaskowskiego. Nigdy nie walczył o żadne ludzkie krzywdy, ani o żadną sprawę, wbrew możnym tego świata, na ulicy…

Teraz!

Elity od Trzaskowskiego kontra my – Polska plebejska, jak określił to nie kto inny, tylko oddelegowany przez III RP na odcinek budowy niezależnej lewicy Ryszard Bugaj (też kiedyś myślałem o nim lepiej, ale posłuchajcie jego ostatniego wywiadu w RMF i też przestaniecie lepiej myśleć) – tak to na użytek kampanii przedstawiono.
„Z szlachtą polska polski lud”… Wiadomo, że elity polskie w czasie wojny ginęły w boju, a potem w ramach planowej eksterminacji, selekcjonowane, wpisywane na listy, wyłapywane, mordowane. W Katyniu i Forcie VII, metody sekcji były te same. To, co przetrwało z przedwojennej inteligencji, żyło na emigracji, przeważnie niezbyt zamożnie, albo w PRL, na marginesie marginesu, „na cienkich herbatkach”, czytając dzieciom stare książki. Po 1989 r. inteligencja o tamtym rodowodzie nie stała się ani odrobinę bardziej ważna, niż w czasach PRL, a chwilami odnoszę wrażenie, że nawet stała się mniej ważna.

Zastąpiła ją pełna tupetu klasa komunistycznych kolaborantów, umiejąca rozpychać się łokciami, efekt dziesięcioleci negatywnej selekcji, promowania konformistów i ślizgaczy. To ich reprezentantem jest Rafał Trzaskowski.

Za Andrzejem Dudą stoi Polska, która była tłamszona przez lata PRL i III RP. Ona wykreowała już, gdy dostała taką szansę, własne elity wychowane na zupełnie innych wartościach. Już umiejące przeciwstawić się machinie propagandowej tamtej strony. Przy pełnej mobilizacji zwycięstwo z nią jest w zasięgu ręki. Teraz!