Mimo, iż Arriva współpracuje z miastem stołecznym Warszawa, nie jest ani jedynym, ani największym przewoźnikiem.

- Z raportu Zarządu Transportu Miejskiego wynika, że firma ma zaledwie 142 autobusy, co stanowi jedyne 8 proc. całego taboru. Na rynku dominuje MZA – 1422 autobusy (77 proc.), a pozostali przewoźnicy to m.in. Mobilis (9 proc.), PKS Grodzisk Maz. (3 proc.), KM Łomianki (2 proc.) i Michalczewski (1 proc.)

– pisze money.pl.

Umowa między miastem a Arrivą na realizowanie przewozów została zawarta rok temu i miała obowiązywać przez osiem lat. Po dwóch wypadkach miasto ją zawiesiło. Wartość przetargu wyniosła 291 mln zł.

- Pozornie może wydawać się, że to spora kwota, jednak w porównaniu z cennikiem miejskich spółek prywatny przewoźnik liczy sobie nawet o jedną piątą mniej za kilometr

– zaznacza.

- To oczywiście przekłada się na zarobki kierowców, bo firma musi to sobie jakoś zrekompensować

– opowiada dziennikarzom pan Paweł (imię zmienione – red.), który pracuje w Arrivie od roku.

Jak twierdzi mężczyzna, Arriva płaci swoim kierowcom najniższe wynagrodzenia spośród wszystkich przewoźników. Jako dowód pokazuje swój pasek z pensją i tłumaczy, jak wygląda system wynagradzania pracowników w tej firmie.

- Na początku obiecują złote góry, a potem okazuje się, że to wszystko ściema, a kierowcy, którzy zaczęli pracę, zdają sobie sprawę, że wpadli w pułapkę

– opowiada pan Paweł.

- Arriva werbuje młode osoby bez doświadczenia, następnie zaprasza je do udziału w Akademii Kierowcy. Jest to program, w którym można wyrobić prawo jazdy kat. D, czyli dla kierowcy autobusu. Takie prawko nie jest tanie. Kurs kosztuje 8 tys. zł. Wprawdzie firma pokrywa ten koszt, ale jest pewien haczyk. W zamian trzeba podpisać lojalkę na dwa lata, zapłacić połowę ceny kursu, a do tego dostaje się niższą stawkę

- dodaje. 

Rozmówca portalu money.pl precyzuje, że lojalka oznacza, iż pracownik nie może odejść z pracy przez dwa lata. Jeśli zerwie umowę, musi spłacić całość z 8 tys. zł. W przypadku tych osób, które wykonują przewozy dla Arrivy, firma co miesiąc potrąca z wynagrodzenia ratę za kurs prawa jazdy. W przypadku pana Pawła jest to ok. 170 zł. Tyle samo wynosi część składowa jego wynagrodzenia za godziny jazdy. Wziąwszy to wszystko razem, wychodzi na to, że za sam czas spędzony w autobusie pan Paweł nie dostaje ani złotówki. Z kolei stawka za przejazd wygląda tak, że osoba, która wyrabiała prawo jazdy w Arrivie dostaje 18,50 zł/h brutto, zaś osoba, która przyszła z już wyrobionymi dokumentami, otrzymuje ok. 23 zł/h brutto.

- W efekcie taki człowiek, który przepracuje 200 godzin w miesiącu dostaje na rękę 2300 zł. I jak za coś takiego wyżyć, gdy koszt wynajmu mieszkania w Warszawie to co najmniej 2 tys. zł? Ci, którzy mieszkają z rodzicami, mają łatwiej, ale inni dorabiają np. na Uberze czy Bolcie

- mówi nasz rozmówca.

Portal poprosił o komentarz firmę Arriva. W komunikacie dla money.pl odmówiono udzielenia informacji na temat systemu wynagradzania, zasłaniając się tajemnicą przedsiębiorstwa.