Kosiniak-Kamysz pytany w czwartek rano w TVN24, czy „przebolał już swoją porażkę", przyznał że... jego wynik jest poniżej oczekiwań.

Dziewięć miesięcy ciężkiej pracy, kampania, która dawała nadzieję na więcej. Oczywiście każdy musi wziąć głęboki oddech po czymś takim, ale mam perspektywę, myślę, jeszcze wielu lat w polityce.(...) Chciałbym żeby wynik był lepszy, ale wszystko co dobre jeszcze przede mną.
- powiedział.

Polityk ma już jednak wyjaśnienie swojej wyborczej porażki. Jego zdaniem od pojawienia się Rafała Trzaskowskiego jako kandydata w wyborach prezydenckich „nie było przestrzeni” do uzyskania lepszego wyniku. Podkreślił, że w ostatnim czasie otrzymał wiele wyrazów sympatii, „nawet więcej niż przed tym wynikiem”.

Ta sympatia jest. To na pewno cieszy, że nie zrobiłem takiego błędu, który by spowodował, że nie ma już przestrzeni do dalszego funkcjonowania, do rozwoju, do budowania i Koalicji Polskiej, i tego centrum, które jest w Polsce potrzebne.
- przekonywał Kosiniak-Kamysz.

Lider ludowców podkreślił, że nie zamierza podawać się do dymisji. Zaznaczył, że zaraz po wyborach otrzymał wotum zaufania od Naczelnego Komitetu Wykonawczego swojej partii.

Ja będę się poddawał weryfikacji już niedługo na kongresie, albo pod koniec tego roku, albo na początku przyszłego. Koronawirus opóźnił nam kampanię wewnętrzną. Będę startował na prezesa dalej.
- zapowiedział.

Dodał, że nie ma poczucia niewypełnienia obowiązku. Zaznaczył jednak, że wyciągnie wnioski z tej sytuacji.

Pytany o to, kogo zamierza poprzeć 12 lipca podczas drugiej tury wyborów, Kosiniak-Kamysz odpowiedział, że jego wyborcy sami będą wiedzieli jakiego wyboru dokonać. Nie omieszkał jednak dać im podpowiedzi i... wskazać kandydata.

Moi wyborcy mają swój rozum. Jak mieli odwagę zagłosować na mnie w pierwszej turze, w tak spolaryzowanej rzeczywistości, to wiedzą jakiego wyboru dokonać.
- powiedział lider PSL.

Dopytywany wprost, czy zagłosuje na Rafała Trzaskowskiego, odparł że „jest bliższy temu kierunkowi”.