W Nowogródzkiem
W pierwszym okresie okupacji niemieckiej na Nowogródczyźnie nie było zorganizowanej partyzantki sowieckiej. Dopiero w lecie i jesienią 1941 roku pojawiły się jej zaczątki, w większości złożone z żołnierzy rozbitej przez Niemców Armii Czerwonej. Grupy te, przez swoje bandyckie zachowania, nie miały wsparcia miejscowej ludności, przez co bazowały głównie w rejonach leśnych, a ich niewielki skład powodował, że bardziej myślano o przetrwaniu niż działalności bojowej. Wiosną 1942 r., na skutek działań władz niemieckich, powstały pierwsze oddziały partyzantki sowieckiej, które rozpoczęły działalność zbrojną w kilku powiatach. Początkowo skład osobowy tych grup nie przekraczał kilkuset osób, jednak już w drugiej połowie 1942 r. liczba ich wzrosła do ok. 2600 ludzi. W latach 1942-1943 oddziały te zostały zasilone również przez znaczną liczbę Żydów, chroniących się przed zagładą w lasach Nowogródczyzny.
Wartość bojowa oddziałów sowieckich w początkowym okresie była niewielka. Zdarzało się, że bolszewicy uciekali nawet przed niewielkimi oddziałami policji, a większość operacji zbrojnych przeprowadzono przeciwko formacjom pomocniczym i partyzantce AK. Sowieci dążyli do podporządkowania sobie, lub wręcz zlikwidowania, nielicznych jeszcze polskich oddziałów partyzanckich, a akcje przeciwko Polakom były często połączone z represjami w stosunku do ludności cywilnej, na którą przede wszystkim spadł ciężar aprowizacji coraz większych i brutalniejszych oddziałów czerwonej partyzantki. Początkowo źródłem zaopatrzenia były nie tylko gospodarstwa chłopskie, ale i majątki ziemskie, które jednak dość szybko wyniszczono, co spowodowało, że wyżywieniem oddziałów sowieckich został obciążony wyłącznie miejscowy rolnik. Bardzo często w żywność i odzież Sowieci zaopatrywali się w drodze rabunku, a takim „operacjom gospodarczym” nierzadko towarzyszyły pijaństwo, gwałty i zabójstwa.W kwietniu 1943 roku w Niecieczy spalono dwór i gospodarstwo Domańskich, mordując przy tym żołnierza AK Aleksandrę Wodziczko „Olę”, a kilka dni później w tej samej wsi sowieci spalili żywcem panią Tarasiewicz „Helenę” z dziećmi. W Dzitrykach zabito Franciszka Czarnela „Gajowego” i Jana Krzywca z dziećmi. W nocy z 30 kwietnia w Worończy w szczególnie bestialski sposób zamordowano czteroosobową rodzinę ziemiańską Czarnowskich, w tym ciężarną Jadwigę Czarnowską, a ich zwłoki spalono we dworze. W maju z rąk bolszewików zginęli AK-owcy: Jan Danejko z folwarku Korosno i bracia Haraburdowie z chutoru Trosiejki. Na pytania miejscowych ludzi, dlaczego to robią, Sowieci odpowiadali: „Mamy rozkaz niszczyć polskich „pamieszczyków”.
Do największej tragedii na Nowogródczyźnie doszło jednak w Nalibokach, pow. Stołpce, gdzie nad ranem 8 maja 1943 roku partyzanci sowieccy z oddziałów stacjonujących w Puszczy Nalibockiej zamordowali 128 mieszkańców tej miejscowości. Jeden z dowódców nalibockiej „samoobrony” Eugeniusz Klimowicz wspominał, że w kwietniu 1943 roku doszło do spotkania przedstawicieli tej samoobrony z Sowietami proponującymi wcielenie jej członków do własnych oddziałów partyzanckich. Polacy zdecydowanie odmówili, dlatego też masakrę w Nalibokach można traktować jako działanie wyraźnie skierowane na rozbicie miejscowych struktur AK. Jak podawał w swoich pamiętnikach por. Adolf Pilch „Góra”, dowódca Zgrupowania Stołpecko-Nalibockiego AK, jednym z powodów pacyfikacji mógł być również fakt, że „za pierwszego sowieta” mieszkańcy Naliboków silnie sprzeciwiali się kolektywizacji, co mieli zapamiętać enkawudziści i politrucy, którzy w 1943 roku zajmowali już eksponowane stanowiska w partyzantce sowieckiej. Atak przeprowadziły Brygady im.: Stalina, Suworowa, Dzierżyńskiego i „Bolszewik”. Według relacji niektórych ocalałych mieszkańców Naliboków (złożonych w śledztwie IPN), w sowieckim oddziale dużą część stanowili Żydzi, w tym członkowie oddziału Tewje Bielskiego, jednak świadkowie nie wskazali na jakich przesłankach opierają swoje twierdzenia.Sąsiedzi
Do pogrążonych we śnie Naliboków wdarło się około ok. 150 sowieckich partyzantów. Wacław Nowicki, który 8 maja 1943 roku miał 18 lat, do dziś pamięta tamtą tragedię. O świcie Nowiccy, którzy mieszkali na obrzeżach miasteczka, zobaczyli przez okno pierwsze płomienie i usłyszeli gęstą kanonadę... - Była 4.30, może 5 w nocy. Obudził mnie potężny huk. Długa seria z karabinu maszynowego poszła po chałupie. Kule przebiły na wylot belki i przeleciały nad naszymi łóżkami. Pocisk utkwił w ścianie, kilka centymetrów nad moją głową. Usłyszałem wrzaski. Zabarykadowaliśmy się w domu, ale napastnicy pobiegli dalej, w stronę centrum Naliboków. To nas uratowało -.
Inni ocaleli mieszkańcy Naliboków również nie mogą wymazać tego koszmaru z pamięci. 15-letni wówczas Bolesław Chmara wspominał:- Wywołali mojego starszego o trzy lata brata na ganek. Wyszedł. Wśród nich była kobieta. Podniosła karabin i trafiła go prosto w pierś. To była rozrywająca kula dum-dum. Wyrwało mu całe ramię. Ona wzruszyła ramionami, odwróciła się na pięcie i poszli dalej. Zrabowali, co się dało, a chałupę puścili z dymem.
- Szli przed siebie, wpadali do chałup. Każdego, kogo napotkali na swojej drodze, zabijali z zimną krwią. Dla nikogo nie było litości - opowiadał inny świadek wydarzeń Wacław Chilicki.
W Nalibokach zamordowano głównie mężczyzn i nastolatków, ale także 10-letnie dziecko i kilka kobiet, z których jedna zginęła, broniąc trzech synów. W kilku przypadkach zabito po 7-8 członków jednej rodziny. Wielu ludzi zamordowano w łóżkach, pozostałych wyprowadzano na podwórza i rozstrzeliwano po kilkunastu, w zbiorowych egzekucjach. Od pocisków zapalających zajęło się kilka chałup, spłonęły także wieża kościelna, poczta i remiza. Zrabowano dużą ilość żywności, koni i bydła.
- To, co zobaczyliśmy, gdy odeszli partyzanci, przechodziło ludzkie pojęcie. Wypalone budynki. Stosy trupów. Głównie rany postrzałowe, porozbijane głowy, wytrzeszczone w przerażeniu, martwe oczy. Wśród zabitych dojrzałem szkolnego kolegę. Dla młodego chłopaka, jakim wówczas byłem, to był prawdziwy szok. Nie zapomnę tego widoku do końca życia. […] To Żydzi, którzy przed wojną mieszkali wśród nas, brylowali wśród napastników. Doskonale wiedzieli, kto, gdzie mieszka, kto jest kim - wspominał Wacław Nowicki.
Mieszkańców Naliboków, którym udało się przeżyć sowiecką pacyfikację, wkrótce dotknęła kolejna tragedia. 6 sierpnia 1943 roku do miasteczka wkroczyły niemieckie oddziały prowadzące w Puszczy Nalibockiej operację przeciwpartyzancką pod kryptonimem „Hermann”. Ludność została wymordowana lub wywieziona na roboty do Rzeszy, a wszystkie ocalałe po pierwszej pacyfikacji zabudowania spalono i zrównano z ziemią.
Grzegorz Makus
historyk, twórca strony internetowej „Żołnierze Wyklęci – Zapomniani Bohaterowie”
