W normalnych okolicznościach, dzień po debacie prezydenckiej i kilka dni przed pierwszą turą, czyli turą rozstrzygającą, padłoby pytanie - kto wygrał debatę. W tych okolicznościach jednak, wskazała Katarzyna Gójska, bardziej zasadne jest pytanie: kto skorzystał na swoim występie.

Wydaje się, że jednak pan prezydent. Przekonał mnie pan dr Żukowski, który w swojej wypowiedzi zwrócił uwagę na to, że sztab pana Rafała Trzaskowskiego teraz zaczyna się upominać o kolejną debatę. Czyli zrozumieli, że niestawienie się kandydata na prezydenta na debacie, która mogła być dla nich trudna, jednak kosztowało ich zbyt wiele. Porównanie publiki, która oglądała debatę (w TVP to były 4 mln, niecały milion w TVN), pokazuje, że sztabowcom Trzaskowskiego nie udało się przyciągnąć nawet swoich

- mówił prof. Arkadiusz Jabłoński, wskazując, że "jeśli nie ma mobilizacji, jest ryzyko demobilizacji".

Widząc, że to ma być taka zabawa, że to w zasadzie nie jest na poważnie, wydaje się, że w jakimś sensie mogli zdemobilizować nawet własny elektorat

- stwierdził.

W debacie zorganizowanej w Lesznie Rafał Trzaskowski, podkreśla prof. Jabłoński, "poradził" sobie z trudnymi pytaniami od dziennikarzy Strefy Wolnego Słowa, bo zwyczajnie na nie nie odpowiadał. 

To chyba też ludzi zniechęciło i zniesmaczyło. Dramaturgia była nadspodziewanie niska. Może mdlejąca pani dziennikarka i nagła dżentelmeńska pomoc pana Trzaskowskiego najbardziej zostanie w pamięci odbiorców

- dodał.