I właśnie to wzbudzenie nienawiści pomiędzy Polakami, napuszczanie jednych na drugich jest największą zbrodnią barbarii. Jakby im było mało zabójstwa w biurze poselskim PiS w Łodzi, napaści na biura posłów Zjednoczonej Prawicy, fizycznych ataków pod Sejmem. Nienawiść jest wyznacznikiem tej kampanii, a poseł Sławomir Nitras jest właśnie przykładem współczesnego barbarzyńcy. Zaczynał od grzebania w torebkach posłanek w Sejmie, a teraz ewoluował: napada na posłów i sympatyków Andrzeja Dudy, dając sygnał swoim zagończykom, jak należy postępować z „wrogami”, czyli z ludźmi o innych poglądach politycznych. Agresja i nienawiść posłów Platformy Obywatelskiej i jej zwolenników jest postępująca, o czym się można przekonać każdego dnia. I tutaj smutna konstatacja: nic się nie zmieniło od badań opublikowanych w styczniu ubiegłego roku, według których zwolennicy opozycji mają bardziej negatywne uczucia wobec zwolenników PiS niż odwrotnie. To jeszcze nie koniec: w większym stopniu ich dehumanizują i mają do nich mniejsze zaufanie, przy czym sami są błędnie przekonani, że są bardziej dehumanizowani przez swoich oponentów politycznych niż zwolennicy partii rządzącej. Analizę przeprowadziło Centrum Badań nad Uprzedzeniami Uniwersytetu Warszawskiego, któremu nie można przypisać sympatii dla środowisk konserwatywnych czy dla PiS. Dlatego to badanie ma tak dużą wagę i jest jak najbardziej miarodajne.

Pogarda i manipulacja

Wystarczy przejrzeć media sprzyjające Platformie Obywatelskiej, by zobaczyć całkowity brak szacunku dla zwolenników PiS, jak i bezmiar manipulacji. Celują w tym przede wszystkim media należące do niemiecko-szwajcarskiego koncernu Ringier Axel Springer.

Przykład? Proszę bardzo! Materiał z piątku z portalu Onet.pl. pt.: „Odwiedziliśmy bastiony PiS. Co o Trzaskowskim i Dudzie myślą mieszkańcy? Niektóre słowa szokują”. Na zdjęciu widać biednie ubranego, zarośniętego mężczyznę (czytaj: wyborcę PiS), a na zamieszczonym w uzupełnieniu tekstu nagraniu słychać, jak prowadzący rozmowę dziennikarz Onetu manipuluje swoimi rozmówcami, pytając o LGBT. Pada mało mądra odpowiedź, ale przecież o to właśnie chodziło! Przekaz ma być jasny i prosty: prawicowi wyborcy to ludzie prymitywni, żądni krwi, agresywni i nietolerancyjni: wysyłają homoseksualistów do gazu. 

Kolejny przykład – publikacja „Faktu”, według której „Duda ułaskawił pedofila”. W rzeczywistości prezydent Andrzej Duda ułaskawił człowieka, który odsiedział wyrok za molestowanie swojej córki, a po latach matka jego dziecka i dorosła córka zwróciły się o ułaskawienie w zakresie zakazu zbliżania. Nie było łaski w zakresie czynu pedofilskiego, ale to nie przeszkodziło niemieckim mediom ukazującym się w Polsce kłamać i manipulować.

Inny tytuł z Onetu: „PiS mobilizuje babcie i dziadków”. Przekaz jest oczywisty: na PiS głosują tylko starzy ludzie, bez nich Andrzej Duda nie wygra; młodzi na niego nie głosują, bo to jest obciach. Od tej smutnej „normy” nie odbiegają inne media sprzyjające Platformie Obywatelskiej: TVN, „Gazeta Wyborcza” czy „Rzeczpospolita”.

Jak widać, nic się nie zmieniło od czasu spotkania w marcu 2013 r. przy śmietniku panów Grzegorza Hajdarowicza, właściciela „Rzeczpospolitej”, i Pawła Grasia, wówczas rzecznika rządu Donalda Tuska. Po tym spotkaniu zwolniono wybitnych dziennikarzy, w tym redaktora naczelnego Pawła Lisickiego, a na jego miejsce Grzegorz Hajdarowicz przyjął Bogusława Chrabotę, który bez szemrania wykonuje wszystkie polecenia swojego szefa. I gorliwie walczy z PiS, co akurat nie dziwi – do dziś na medialnym rynku krążą opowieści na temat zachowania i materiałów przygotowywanych przez Chrabotę w Polsacie, do którego trafił w 1993 r. Wynikają z nich jednoznaczne sympatie obecnego redaktora naczelnego „Rzeczpospolitej”, które można określić jednym zdaniem: „Bezbrzeżna tęsknota za Tuskiem”. I widać to w obecnej linii gazety kierowanej przez Chrabotę – to przecież „Rzeczpospolita” zainicjowała skandaliczny atak na prezydenta Dudę, do którego później dołączył „Fakt”. Dla mediów popierających Platformę Obywatelską nie miało żadnego znaczenia, że brutalnie wdarły się w życie dwóch kobiet, które prosiły o anonimowość, że naruszyły ich godność – bo najważniejsze było zaatakować prezydenta Andrzeja Dudę. A że posłużono się cyniczną manipulacją? Dla tych mediów nie ma to żadnego znaczenia.

Agresja

Od początku kampanii prezydenckiej za Andrzejem Dudą jeździ tzw. lotna brygada opozycji, która kojarzy się z najgorszymi szumowinami i typami spod ciemnej gwiazdy. Co trzeba było zrobić z tymi ludźmi, jakiej użyto socjotechniki, by wzbudzić w nich taką agresję do drugiego człowieka? Widzieliśmy poprzecinane opony, pomazane wulgarnymi napisami ściany domów zwolenników PiS, próby podpalenia ich mieszkań. 

Zapiekli w swojej złości i nienawiści są głusi na wszelkie argumenty, jak „Gazeta Wyborcza”, która relacjonując spotkania Andrzeja Dudy na Dolnym Śląsku (a także w innych miastach), zawsze pisze o „kontrmanifestantach”, czyli o małej, lecz niezwykle hałaśliwej grupie, która podąża za prezydentem. 

Karmieni Sokiem z Buraka zaatakują każdego, kto jest „obcy”, czyli o innych poglądami. Tak jak we Wrocławiu, gdzie na spotkanie z prezydentem Dudą przyszły tysiące osób. Po skończonym wiecu kilkuosobowa grupa zwolenników prezydenta szła z jego banerem i biało-czerwoną flagą. Gdy przechodzili obok ludzi z emblematami KOD, usłyszeli: „Spadać z Wrocławia, ale już”. Sympatykom Platformy Obywatelskiej nie przychodzi do głowy, że można mieć różne poglądy, mieszkać obok siebie i spierać się bez kija bejsbolowego w ręce.

Odbudowanie wspólnoty

Gdy już opadnie pokampanijny kurz, warto się zastanowić, co można zrobić, żeby na nowo odbudować wspólnotę. Moim zdaniem będzie to łatwiejsze (co nie znaczy, że łatwe) po zwycięstwie Andrzeja Dudy. 

Może warto, za pomocą mediów, przypomnieć słynne spotkania lucieńskie organizowane przez śp. prezydenta RP prof. Lecha Kaczyńskiego? Miałam zaszczyt i przyjemność uczestniczyć w tych spotkaniach. Były one wręcz modelowym wzorcem debaty. Prezydent Kaczyński uważał, że spór i odmienność poglądów budują naukę, ale także wspólnotę. W Lucieniu spotykali się przedstawiciele różnych środowisk, głównie naukowych: ludzie o różnych poglądach – wśród nich byli także ci, którym nie po drodze było z poglądami Lecha Kaczyńskiego. Ale mimo to siadali z sobą przy jednym stole, prowadzili dysputy i mówili o Polsce.

Najwyższy czas, by powoli zasypywać tę wyrwę, która powstała na skutek działań mało mądrych polityków, dla których ważniejszy był Berlin i Paryż niż własna ojczyzna.