W dzisiejszym programie "#Jedziemy" wiele uwagi poświęcono kwestii relacji polsko-niemieckich, zwłaszcza w kontekście gospodarczym, ale także medialnym, co w ostatnim czasie stało się istotnym tematem w dyskusji politycznej w Polsce. W swoim komentarzu Michał Rachoń wskazał na aspekty gospodarcze i rozmiary wymiany handlowej na linii Polska-Niemcy, która tylko w 2019 r. wyniosła ponad 120 mld euro.

- Pomimo dobrych stosunków w relacjach politycznych między naszymi państwami nie było równowagi. Polska jest partnerem stojącym w tej relacji na słabszej pozycji, raczej kupującym niż sprzedającym produkty. Niemiecki przemysł obecny jest w Polsce w większym stopniu, niż polski w Niemczech. Jednak najważniejszym punktem spornym jest stosunek do spraw energetycznych. Inwestycje, które Niemcy poczynili z Rosjanami na dnie Bałtyku mają uczynić z naszych zachodnich sąsiadów centrum dystrybucji gazu rosyjskiego na całą Europę. Pomysł, aby w Polsce powstawały alternatywne centra dystrybucji gazu płynącego z innych kierunków, np. z USA albo z Morza Północnego psuje ten pomysł, podobnie jak zbyt duża aktywność gospodarcza współpracujących ze sobą państw z Europy Środkowej, które wspólnie mogą blokować decyzje polityczne UE podejmowane w Berlinie, jak np. z kryzysem migracyjnym. Z tej perspektywy, suma interesów jest zbyt duża, a Polska - z perspektywy Niemiec - państwem zbyt ważnym, by nie spróbować powalczyć tu o wpływy. Rządzący Niemcami politycy wiedzieli to od lat, dlatego robili wiele, by mieć w Polsce zaprzyjaźnione środowiska polityczne

- stwierdził Rachoń.

- W efekcie tak prowadzonej polityki kluczowe gałęzie polskiej gospodarki zostały przejęte - zgodnie z prawem - przez naszych zachodnich sąsiadów. Ten stan rzeczy pozwalał na robienie wielkich interesów, co zmieniło się w ostatnich latach, wraz z przyjęciem przez USA ostrego kursu przeciwko niemiecko-rosyjskiej współpracy, który jest tym samym kursem, które polskie środowiska konserwatywne próbują prowadzić od lat

- dodał gospodarz programu "#Jedziemy"

- Nie należy się dziwić, że niemieckie firmy, z różnych branż, które świetnie rozumieją niemiecką rację stanu robią wszystko, by ich interesy w tak ważnym miejscu nie ucierpiały. A skoro mają dominującą pozycję na wielu kluczowych rynkach, jak choćby rynek mediów, nie można się dziwić, że z tego korzystają - zaznaczył.