Demonstranci podpalali flagi USA w pobliżu wieżowca Trump Tower w centrum Manhattanu.

Tymczasem prezydent Donald Trump, przemawiając w nocy z piątku na sobotę pod górą Mount Rushmore w Dakocie Południowej, ocenił, że Stanom Zjednoczonym zagraża "skrajnie lewicowy faszyzm".

W swoim przemówieniu pod wykutym w skale pomnikiem czterech prezydentów (Jerzego Waszyngtona, Thomasa Jeffersona, Theodore'a Roosevelta i Abrahama Lincolna) Trump odnosił się do obalania pomników niektórych postaci z amerykańskiej historii. Dochodzi do nich na fali protestów po zabiciu pod koniec maja w Minneapolis przez policję Afroamerykanina George'a Floyda. Oprócz pomników Konfederacji obalano również te Waszyngtona, Jeffersona czy Krzysztofa Kolumba.

W Stanach Zjednoczonych trwa "bezlitosna kampania, by wymazać naszą historię, zniesławić naszych bohaterów, usunąć nasze wartości i zindoktrynować nasze dzieci" - ocenił szef amerykańskiego państwa.

"W naszych szkołach, naszych redakcjach, a nawet salach konferencyjnych pojawił się nowy, skrajnie lewicowy faszyzm. Jeśli nie mówisz ich językiem, nie wykonujesz ich rytuałów, nie recytujesz ich mantr i nie podążasz za ich dowództwem, to jesteś cenzurowany, wykluczany, umieszczany na czarnej liście, oskarżany i karany"

- wskazał.

Pokaz fajerwerków pod górą Mount Rushmore i wystąpienie prezydenta Trumpa zainaugurowały obchody amerykańskiego Dnia Niepodległości (4 lipca).