Chodzi o głośną sprawę - byłego już - sędziego Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu oskarżonego o kradzież w 2017 r. elektroniki ze sklepów. W marcu 2019 r. w związku z tym postępowaniem Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego orzekła o usunięciu sędziego z zawodu.

W piątek nieprawomocny wyrok w tej sprawie ogłosił Sąd Rejonowy dla Wrocławia-Krzyków. Sąd uznał winnym W. i jego żonę kradzieży sprzętu elektronicznego o łącznej wartości około 4 tys. zł z marketów we Wrocławiu i Wałbrzychu. Robert W. został skazany na karę jednego roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata, a jego żona na rok więzienia w zawieszeniu na dwa lata. Sąd zobowiązał również W. i jego żonę do naprawy szkody, jaką poniosły markety. Oskarżeni mają zapłacić równowartość skradzionych przedmiotów.

Prokuratura Krajowa w komunikacie zapowiedziała złożenie apelacji od tego wyroku.

Wrocławski sąd wskazał w uzasadnieniu, że kradzież dokonana w markecie we Wrocławiu nie budzi większych kontrowersji co do faktów. Sędzia Piotr Mgłosiek przytoczył zapis monitoringu, na którym widać jak W. ściąga z półek różnego rodzaju przedmioty i umieszcza je w koszyku, a następnie rozpakowuje je i wkłada do kieszeni.

Większe wątpliwości sądu wzbudziła kradzież dokonana w markecie w Wałbrzychu.

"Odzwierciedleniem tych wątpliwości jest dokonana przez sąd korekta opisu czynu (…) sąd wyeliminował z opisu czynu przywłaszczenie pendrivów oraz kabla, przede wszystkim z uwagi na analizę monitoringu"

- powiedział sędzia.

Akt oskarżenia ws. sędziego W. został skierowany do sądu we wrześniu 2018 r. Prokuratura oskarżyła w nim sędziego o to, że 4 lutego 2017 r. w markecie w Wałbrzychu - wspólnie z żoną Ewą - dokonał kradzieży dwóch głośników, dwóch pendrivów oraz kabla, zaś dwa dni później - 6 lutego 2017 r. - w markecie we Wrocławiu sędzia W. dokonał kradzieży dwóch głośników, 13 pendrivów, dwóch kart Micro SD i słuchawek. Łączna wartość skradzionego sprzętu to ponad 4 tys. zł.

Jak podawała prokuratura, dzięki monitoringowi ze sklepu pracownicy obserwowali, jak 6 lutego 2017 r. sędzia wkłada do koszyka różne akcesoria i przy pomocy cążek i nożyka przełamuje ich zabezpieczenia. "Puste opakowania odkładał na półki, a znajdujący się w nich wcześniej sprzęt wkładał do kieszeni. W. zatrzymano za linią kas. Skradzione akcesoria, cążki i nożyk miał w kieszeni" - zaznaczyła prokuratura.

Z kolei na podstawie analizy zapisów monitoringu ustalono, że kradzieży 4 lutego 2017 r. dokonały dwie osoby - kobieta i mężczyzna. "Ustalono, że kobietą była podejrzana Ewa W., zaś mężczyzną był jej mąż Robert W." - przekazywała prokuratura.

Jak podali śledczy, w wyniku przeszukania mieszkania małżeństwa zabezpieczono m.in. dwa głośniki i kabel o takich samych numerach seryjnych, jak numery seryjne znajdujące się na pustych opakowaniach ujawnionych w sklepie Media Markt.

W wyjaśnieniach składanych w postępowaniu przygotowawczym W. zapewniał, że "jego żona nie miała nic wspólnego z tą sprawą". Sędzia odmówił wówczas składania wyjaśnień.

Z kolei jego żona w wyjaśnieniach nie przyznała się do zarzutów. "4 lutego 2017 roku byłam w Media Markt w Wałbrzychu z mężem (…) kupiłam telefon komórkowy (…) na ternie marketu przebywaliśmy dość długo" - mówiła. Powiedziała, że po kupnie telefonu jeszcze raz z mężem wrócili do tego sklepu, bo chcieli kupić ładowarkę telefoniczną do samochodu. Dodała, że nie zabierali nic ze sklepu.