Rafał Trzaskowski, jako polityk Platformy Obywatelskiej, prezydent Warszawy i kandydat na prezydenta RP, ma rozbudowaną stronę w internetowej encyklopedii Wikipedia. Encyklopedia ma to do siebie, że każdy może ją edytować, dodając coś od siebie lub co nieco usuwając. Przykładowo: ktoś w czasie ciszy wyborczej dopisał do strony Trzaskowskiego: "prezydent elekt Rzeczypospolitej Polskiej".

Ale przed wyborami prezydenckimi doszło do kolejnej ciekawej zmiany:

"Jego matka była tajną współpracowniczką Służby Bezpieczeństwa o pseudonimie Justyna"

- ten fragment zniknął z Wikipedii, choć zawierał nawet link do materiału źródłowego. Autor edycji zamieścił krótko komentarz: "było już wyjasniane" (pisownia oryginalna - przyp. red.).

Rzeczywiście, było wyjaśniane, a wyjaśniała to "Gazeta Polska". Konkretnie - redaktor Maciej Marosz, który był autorem tekstu "Jak TW Justyna opowiadała SB o Tyrmandzie i Amerykanach. Autolustracja Trzaskowskiego pominęła historię matki".

Matka Rafała Trzaskowskiego, kandydata na fotel prezydenta stolicy, była tajnym współpracownikiem SB o pseudonimie Justyna. Meldowała bezpiece o kontaktach z dyplomatami USA muzyków i ludzi zajmujących się jazzem – Jerzego Matuszkiewicza, Leopolda Tyrmanda czy Romana Waschki. Jej pierwsza teściowa była kapitanem UB, teść – pułkownikiem LWP, a inni z bliskich działali na wysokich szczeblach PZPR. Rafał Trzaskowski dumnie przedstawiał w internecie swoją rodzinę i jej zasługi, określając tę prezentację jako „autolustracja”. Ominęła ona jednak rodowe związki z komunizmem

- pisał w 2018 roku. 

O swojej matce Teresie Trzaskowskiej kandydat na prezydenta Warszawy wspomniał tylko przy prezentacji w Internecie jej dawnego zdjęcia. Tymczasem jak wynika z akt IPN, Służba Bezpieczeństwa zarejestrowała ją w 1960 r. jako tajnego współpracownika działającego pod ps. Justyna. Trzaskowską interesował się kontrwywiad PRL ze względu na jej kontakty z dyplomatami USA, a w szczególności z figurantem akt SB, I sekretarzem ambasady tego kraju w Warszawie Thomasem Donovanem

- można było przeczytać w "Gazecie Polskiej". 

Cały tekst Macieja Marosza można przeczytać na stronie internetowej "Gazety Polskiej".