Na początku czerwca PGNiG zawarło z Gazpromem aneks do kontraktu jamalskiego, w którym m.in. uzgodniono, że do 1 lipca 2020 r. rosyjski koncern zwróci ok. 1,5 mld dol. nadpłaty za gaz dostarczany po 1 listopada 2014 r. Zwrot nakazał w marcowym wyroku arbitraż w Sztokholmie.

Wczoraj agencja Interfax, powołując się na informacje z Gazpromu, napisała, że rosyjski koncern, zgodnie z zobowiązaniami, przelał PGNiG zasądzoną w arbitrażu kwotę. Gazprom zadeklarował jednocześnie Interfaxowi, że zwrot pieniędzy nie oznacza, że rezygnuje z prób zmiany wyroku w wyniku procedury odwoławczej. Dziś pieniądze wpłynęły na konto PGNiG. 

Testament prezydenta Kaczyńskiego

- Sprawa relacji z Kremlem i sprawa relacji z Gazpromem jest idealnym miernikiem, dzięki któremu widzimy różnice między rządami PO-PSL a PiS. Dlaczego? Dlatego, że rządy Zjednoczonej Prawicy zrealizowały faktycznie testament prezydenta Lecha Kaczyńskiego, jego podstawową odpowiedź na monopol Gazpromu, a więc budowa infrastruktury, która uniezależnia nas od rosyjskiego gazu

- mówi w rozmowie z Niezalezna.pl wiceminister aktywów państwowych. 

Jaka to konkretnie infrastruktura?

- Pierwszym projektem to jest zapoczątkowany w roku 2006 przez prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego projekt budowy gazoportu, który został zakończony w roku 2016 i został o pięć lat opóźniony przez Platformę Obywatelską. Drugim projektem jest zapoczątkowany przez rząd premiera Jarosława Kaczyńskiego projekt budowy połączenia z Norwegią, który miał być dokończony do roku 2012. Po wygraniu wyborów w 2007 roku to była jedna z pierwszych decyzji Donalda Tuska - o wstrzymaniu tego projektu. To była decyzja bardzo korzystna dla Kremla, czego smutnym efektem było podpisanie w 2010 roku przez PO fatalnego aneksu do kontraktu jamalskiego, bo gdyby ten gazociąg Baltic Pipe i to połączenie z Norwegią było budowane, to mielibyśmy całkowicie inną sytuację negocjacyjną

- wymienił Kowalski. 

Wiceminister Kowalski zwrócił również uwagę na podejście poprzedniej władzy dotyczące relacji biznesowych, handlowych pomiędzy spółką PGNiG a Gazpromem.

- W przypadku rządów PO i PSL, menadżerowie za czasów tych rządów podpisywali złe umowy z Gazpromem, m.in. ten aneks w roku 2010, na mocy którego miliard złotych zostało umorzone Gazpromowi. To były pieniądze, które należały się spółce Europol Gaz z tytułu przesyłu gazu przez terytorium polskie za lata 2006-2009

- podkreślił. 

Twardy spór sądowy

Były wiceprezes PGNiG, a obecnie wiceminister aktywów państwowych podkreśla też, że zarząd PGNiG za czasów rządów PiS zdecydował: "Nie rozmawiamy z Gazpromem! Nie negocjujemy przy zielonym stoliku, idziemy na twardy spór sądowy". To przyniosło oczekiwane efekty. 

- Po czterech latach ten spór został wygrany przez zespół młodych prawników Dariusza Hryniowa i Tobiasza Szychowskiego. Stworzyli w 2016 roku całkowicie nowy zespół prawników, który wygrał z Gazpromem. Natomiast PO prowadziła negocjacje, nie szykowała się do sporu prawnego przed arbitrażem. Nawet podpisywała takie umowy z kancelariami prawnymi, które miały krótki okres obowiązywania, a więc zakładali od razu, że nie będzie wsparcia zewnętrznych prawników w kilkuletnim sporze, bo tego sporu po prostu nie będzie. Platforma nigdy nie poszła na twardy spór z Gazpromem, kosztem polskich interesów negocjowali z Gazpromem

- zaznaczył wiceminister. 

Jednak nie od razu - mimo wygranego sporu - udało się wyegzekwować pieniądze od rosyjskiego giganta. 

- W sytuacji kiedy Gazprom nie respektował wyroku Trybunału Arbitrażowego w Sztokholmie, to nie ukrywam, że padła moja zapowiedź w imieniu Ministerstwa Aktywów Państwowych, że będziemy twardo egzekwować należności, że będziemy zajmować aktywa Gazpromu w Europie, tak jak robili to Ukraińcy. Ale oni dwa lata egzekwowali te pieniądze, te trafiły do nas po kilkunastu tygodniach. Gazprom się cofnął, wiedzieli, że nie ma z polskim rządem żartów i w efekcie tego w dniu dzisiejszym rachunku bankowym PGNiG znalazła się całość, a więc 1,5 miliarda dolarów. Takie podejście, które jest obce Donaldowi Tuskowi czy Rafałowi Trzaskowskiemu, jest najlepszym podejściem z punktu widzenia interesów Polski

- mówił nam Kowalski. 

"Zastaliśmy puste szuflady"

Tymczasem, były minister skarbu Włodzimierz Karpiński ogłosił dziś na Twitterze, że przelew od Gazpromu to... sukces Platformy Obywatelskiej. 

- Jest absolutną bezczelnością, że politycy PO, tak jak pan Karpiński, próbują jeszcze udawać, że choć ani razu nie sprzeciwili się Kremlowi, nie doprowadzili do tego, by polska pozycja wzmocniłaby się kosztem Gazpromu, próbują dziś sugerować, że było inaczej, że walczyli z Gazpromem. Powołują się na zapis w kontrakcie jamalskim, który mówi o tym, że co trzy lata zarząd PGNiG zgłasza żądanie zmiany ceny. Każdy zarząd dokładnie taką jednostronne oświadczenie składał, bo był do tego zobowiązany. Natomiast za tym oświadczeniem w 2014 roku nie poszło zupełnie nic. Jak przyszliśmy do pracy, zastaliśmy puste szuflady. Pozew w sprawie sporu, który wygraliśmy, został złożony dopiero w lutym 2016 roku. Przerwaliśmy negocjacje z Rosjanami, ponieważ PO, co potwierdzają raporty giełdowe z 2015 roku, była nastawiona na to by porozumieć się z Gazpromem. To była całkowita zmiana prowadzenia polityki. Twarda polityka wobec Rosji, wobec Gazpromu, kompletnie obca Karpińskiemu, kompletnie obca Platformie Obywatelskiej i Donaldowi Tuskowi

- podkreśla Kowalski. 

Ale to nie koniec - wiceminister przypomniał też sytuację z 2010 roku, która dotyczyła cen gazu. 

- Cała Europa obniżała ceny gazu ze względu na kryzys przemysłowy po roku 2008. Tylko jedno państwo nie chciało obniżyć ceny gazu, nawet nie wystąpiła administracja Tuska i Pawlaka w latach 2009-2010, kiedy prowadziliśmy negocjacje gazowe, pomimo tego, że miała wsparcie pana prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Wtedy mówiliśmy: "Pomożemy Wam, wesprzemy Was". Nie chcieli, nie chcieli zażądać niższych cen gazu dla Polaków. Co więcej, poparli niekorzystną formułę gazową z kontraktu jamalskiego i zwiększyli o 2 miliardy metrów sześciennych uniezależnienie Polski od rosyjskiego gazu do roku 2022. Czyli dokładnie tego gazu, te 2 miliardy sześcienne gazu, które Platforma wpisała do kontraktu jamalskiego, to był ten gaz, który powinien być od pierwszych dni odbierany przez gazoport w Świnoujściu. PO zmuszona przez PiS ślamazarnie, nieudolnie kontynuowała budowę gazoportu, ale pomimo tego, że wydawaliśmy setki milionów złotych na gazoport, to wolumen gazu, który miał być kupowany, PO wpisała ze względu na polityczne uzgodnienia z Kremlem do kontraktu, który obowiązywał do roku 2022. To był absolutny skandal

- kończy.