Ponad 300 tys. Polaków zgłosiło chęć głosowania za granicą w wyborach prezydenckich. W 21 krajach głosowanie odbywało się wyłącznie korespondencyjnie.

Wiceszef MSZ ocenił, że w drugiej turze wyborów prezydenckich będzie podobnie.

Rekord pobijemy jeszcze o ok. 50 proc. Nie wiem, jakie są dokładne dane, bo zapisy jeszcze na zachodnim wybrzeżu USA trwają w tym momencie, do północy czasu lokalnego. Natomiast prawdopodobnie już mamy informację, że będziemy mieć zarejestrowanych ponad pół miliona wyborców. Sądzimy, że ponad 500 tys., te ostateczne dane zostaną podane w trakcie dnia

- mówił Paweł Jabłoński.

Podkreślił, że "rzeczywiście, jest to rekord".

To rekord również, jeżeli chodzi o liczbę głosów korespondencyjnych. Co więcej - chciałbym podkreślić, bo czytaliśmy ostatni artykuł, jak to MSZ rzekomo "utrudnia Polakom możliwość odsyłania, brania udziału w wyborach". W rzeczywistości mamy w tych wyborach także największą frekwencję wśród zarejestrowanych. Co to znaczy? W poprzednich wyborach, ktoś, kto się zarejestrował, otrzymywał pakiety do głosowania i odsyłał je z różną częstotliwością, z różną frekwencją. W tym roku przebiliśmy wszystkie rekordy. 80-90 proc. w niektórych okręgach - takich dobrych wyników jeszcze nigdy nie było

- dodał wiceminister spraw zagranicznych.

Pytany, czy wybory zagranicą przebiegały bez problemów, odpowiedział, że "problemy były w indywidualnych przypadkach".

Wiemy, że zdarzały się pojedyncze przypadki, gdzie osoby zarejestrowane mogły nie otrzymać kart do głosowania. Przy tak dużej skali, tego rodzaju błędy, się niestety zdarzają. Każda taka osoba, która nie otrzymała pakietu lub otrzymała go zbyt późno, bardzo proszę, żeby składała protesty wyborcze. Z naszych statystyk wynika, że ta skala jest niewielka i na pewno nie wpłynęła na wynik wyborów

- wyjaśnił.