Na ławie oskarżonych oprócz Daniela G. zasiadła także matka chłopca Dagmara N., która odpowiadała za narażenie malca na niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.

Przemoc wobec niemowlęcia zauważył asystent z Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Jabłonnie, który 7 września 2018 r. przyszedł do rodziny na rutynową wizytę w podwarszawskim Chotomowie. Spostrzegł on u chłopca obrażenia i wezwał pogotowie.

Malec został przewieziony do Szpitala Dziecięcego im. prof. dr. med. Jana Bogdanowicza w Warszawie. Tam okazało się, że ma połamane żebra, kość łonową, kości czaszki. Widoczne były też siniaki na całym ciele. Winny temu miał być ojciec chłopca - 31-letni operator koparki - Daniel. G. Mężczyzna został zatrzymany i trafił do aresztu.

Prokuratura początkowo zarzuciła ojcu znęcanie się nad dzieckiem ze szczególnym okrucieństwem. Jednak prokurator generalny Zbigniew Ziobro, z uwagi na brutalność czynu, stwierdził, że kwalifikacja czynu powinna się zmienić. Wyszło też na jaw, że mężczyzna w przeszłości był już karany za pobicie.

Ostatecznie 31-latek usłyszał zarzuty znęcania się ze szczególnym okrucieństwem nad swoim wówczas dwumiesięcznym synkiem oraz usiłowanie zabójstwa chłopca z zamiarem ewentualnym. Zdaniem prokuratury mężczyzna w dniach od 1 lipca 2018 roku do dnia 7 września 2018 roku bił malca po całym ciele.

Z kolei na przełomie lipca i sierpnia 2018 roku oraz na przełomie sierpnia i września 2018 roku działając z zamiarem ewentualnym pozbawienia życia swojego syna, w krótkich odstępach czasu w wykonaniu z góry powziętego zamiaru, dwukrotnie usiłował pozbawić go życia. Za pierwszym razem „rzucił dzieckiem z dużą siłą o podłogę, natomiast za drugim razem uderzył go wielokrotnie w głowę w okolicę ciemieniową lewą i potyliczną prawą nieustalonym narzędziem twardym”. Daniel G. nie przyznał się do winy. Twierdził, że dziecko wypadło mu z przewijaka.

Matka chłopca 21-letnia Dagmara N. usłyszała z kolei zarzut niedopełnienia obowiązków oraz narażenia syna na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.

W poniedziałek w Sądzie Okręgowym Warszawa-Praga zapadło rozstrzygnięcie w tej sprawie.

Podczas mów końcowych prokurator wskazywała, że oskarżony działając w ten sposób musiał być świadomy, że może doprowadzić do śmierci dziecka. 

- Dorosły człowiek, który uderzał głową dziecka, albo bił ją, musiał się godzić z tym, że dziecko nie przeżyje

– mówiła prokurator.

Dodała, że Daniel G. zgotował maluszkowi "piekło". 

- To był horror (…) Pani w sekretariacie prokuratury płakała rejestrując sprawę tego dziecka, widząc jego obrażenia na zdjęciach(…). Reakcja na takie zachowania powinna być surowa (…) kara powinna odstraszać innych potencjalnych sprawców

– argumentowała prokurator.

Pełnomocniczka Daniela G. stwierdziła z kolei, że oskarżenie nie wskazało żadnego świadka, który by potwierdził taki przebieg zdarzeń oraz że zeznania Dagmary N. w tej sprawie są niewiarygodne.

Ostatecznie Sąd Okręgowy w Warszawie skazał Daniela G. na 15 lat więzienia, pozbawił go praw publicznych na okres 5 lat oraz nakazał zapłacenie 30 tys. zł zadośćuczynienia na rzecz pokrzywdzonego syna.

Jak podkreślił w swoim uzasadnieniu zachowanie oskarżonego było "wyjątkowo brutalne" i "całkowicie nie akceptowalne społecznie".

- Pokrzywdzone dziecko było bezbronnym niemowlęciem. W tym przypadku przemoc, której użył oskarżony była drastyczna i przekroczyła wszelkie możliwe granice (…) Naruszył wszelkie normy etyczne, kulturowe. Właściwie brak słów na to jak oskarżony się zachował. Należy takie zachowania piętnować

– zaznaczył sąd.

Sąd wskazał także, że najwidoczniej oskarżony uznał, że może "bezkarnie stosować przemoc wobec dziecka". Nie podzielił jednak stanowiska prokuratury, że było to usiłowanie zabójstwa z zamiarem ewentualnym. Jak zaznaczył na to potrzebne są "kategoryczne dowody".

Z kolei Dagmara N. usłyszała karę 1 roku pozbawienia wolności, której wykonanie sąd warunkowo zawiesił na okres próby 5 lat. Kobieta dostała również dozór kuratora, a sąd zobowiązał ją do podjęcia pracy zarobkowej, lub nauki. - Wiedziała, że dziecko ma obrażenia, jest w złym stanie zdrowia, a mimo wszystko nie wezwała pomocy (…) W sposób niewłaściwy wywiązała się z roli rodzica – podkreślił sąd w uzasadnieniu.