„Sąd Apelacyjny w ustnych motywach wyroku stwierdził, że dziennikarze nie dochowali należytej staranności, ponieważ rozmowa z molestowaną dziennikarką odbyła się trzy lata przed publikacją artykułu i dziennikarze powinni bezpośrednio przed publikacją jeszcze raz z nią porozmawiać” - napisała do Michała Majewskiego Paulina Piaszczyk, kierownik działu prawnego w Platformie Mediowej Point Group „Polskie Media”. 

Sąd przyznał jednocześnie, że wypowiedzi molestowanych dziennikarek zawarte w treści są prawdziwe. Te potwierdziły zachowanie, jakiego dopuścił się Kamil Durczok.

„To, że te wypowiedzi były prawdziwe, nie oznacza jednak zdaniem Sądu, że stopień szkodliwości zachowania Kamila Durczoka był znaczny”

- czytamy w mailu, którego treść opublikował na Twitterze Majewski.

Kamil Durczok pozew o zniesławienie z artykułu 212 Kodeksu Karnego wytoczył w 2015 roku. Wśród pozwanych znalazło się czterech dziennikarzy tygodnika „Wprost”: Sylwester Latkowski, Michał Majewski, Marcin Dzierżanowski oraz Olga Wasilewska. Podstawą pozwu były dwa artykuły: „Ukryta prawda” i „Nietykalny” - opublikowane w lutym 2015 roku.

Wyrok w pierwszej instancji zapadł w lipcu 2019 r. Dziennikarze zostali skazani na kary grzywny. Sylwester Latkowski miał zapłacić grzywnę w wysokości 8,8 tys. zł, Michał Majewski – 7,2 tys. zł, Marcin Dzierżanowski – 8 tys. zł, Olga Wasilewska – 3 tys. zł. Sąd zasądził też od Sylwestra Latkowskiego, Olgi Wasilewskiej i Marcina Dzierżanowskiego nawiązki w kwocie po 10 tys. zł, a od Michała Majewskiego w kwocie 9 tys. zł. Pieniądze miały być wpłacone na rzecz Stowarzyszenia dla kobiet i dzieci im. Marii Niepokalanej „Pomoc” w Katowicach. 

W miniony piątek Sąd Okręgowy w Warszawie utrzymał w mocy ten wyrok. 

Sprawę skomentowała na Twitterze redaktor naczelna Telewizji Republika Dorota Kania.

„Czy sąd chce zamknąć usta tym, którzy piszą o nadużyciach seksualnych celebrytów? Bo jak widać - o księżach można, o celebrytach - nie”

- wskazuje dziennikarka.