Zapomniana okupacja

  

Minęło właśnie 75 lat od… najazdu Czechosłowacji na Polskę! To nie żart. Tak naprawdę było. 10 czerwca 1945 r. oddział pancerny czechosłowackiej armii wtargnął do przygranicznego powiatu raciborskiego i przez sześć dni okupował stację Chałupki na linii kolejowej Racibórz–Bogumin. Gdy się wycofał, Czechosłowacja ruszyła na (też przygraniczną) ziemię kłodzką. Przez pięć dni operował tam, na północ od Międzylesia, czechosłowacki pociąg pancerny. 

W trakcie tej okupacji ówczesny rząd w Warszawie wystosował notę dyplomatyczną, protestując przeciwko „brutalnym metodom eksterminacji polskiego żywiołu na Zaolziu”. Rzeczywiście, Czechosłowacja wykorzystywała zamieszanie po dopiero co zakończonej – w Europie, bo w Azji trwała jeszcze przez cztery miesiące – II wojnie światowej. Praga powtórzyła ten sam manewr co ćwierć wieku wcześniej, gdy zajęła Zaolzie oraz dokonała okupacji zagłębia przemysłowego w Ostrawie. W tym czasie Polska walczyła o życie ze Związkiem Sowieckim…

Czeski nóż w plecy

Te haniebne fakty dokonane uszły ówczesnej Czechosłowacji płazem, bo II Rzeczpospolita prowadziła wojnę na kilku frontach: z Armią Czerwoną, z Ukraińcami, wreszcie z Niemcami – w praktyce, choć nieoficjalnie, bo wspierała przecież wszystkie trzy powstania śląskie, a także powstanie wielkopolskie. Gdy z kolei my, wykorzystując sytuację międzynarodową (tak jak Czechosłowacja 18 lat wcześniej), w 1938 r. z powrotem przejęliśmy Zaolzie, to do dzisiaj wielu ekspertów od siedmiu boleści, łże-historyków i pseudo-dziennikarzy przedstawia zajęcie przez państwo polskie Zaolzia jako przejaw nacjonalizmu i rzekomej umowy z Hitlerem, kompletnie przemilczając, w jakich okolicznościach to samo Zaolzie straciliśmy: po agresji Czechów, gdy Armia Czerwona maszerowała na Warszawę i wszystkie polskie siły koncentrowano do obrony przed bolszewikami. 

Zatem w 1945 r. mieliśmy powtórkę nie tyle z rozrywki, ile z eksterminacji Polaków na Zaolziu. Dlatego też władze w Warszawie, chcąc nie chcąc, oficjalnie zapowiedziały „podjęcie wszelkich środków w celu zapewnienia obrony ludności polskiej”. Ba, nawet – o czym mało kto już dziś pamięta – nastąpiła koncentracja wojsk polskich w rejonie Cieszyna.

Oczywiście, jak to w historii bywało wcześniej, w role  sędziego i rozjemcy wcielili się Związek Sowiecki i osobiście Stalin.   

„Świat się dowiedział, nic nie powiedział”

Gdy piszę te słowa w Brukseli, mija dokładnie 75. rocznica… rozpoczęcia „rokowań” w Moskwie: podczas czterodniowych negocjacji Kreml skwapliwie, podług starorzymskiej zasady „divide et impera”, jakoś tak „godził” Polskę i Czechosłowację, żeby pokazać, kto tu rządzi i od kogo wszystko w tym regionie zależy. 

Rosjanie bowiem już wcześniej – a konkretnie sowiecki komendant Zaolzia – wsparli władze czeskie w zlikwidowaniu spontanicznie powstałej polskiej Tymczasowej Rady Narodowej Zaolzia. Ten czechosłowacko-sowiecki sojusz zlikwidował też polską administrację i oddziały porządkowe, coś na kształt paramilicji. Czechosłowacka straż graniczna obsadziła dawną granicę Czechosłowacji i Polski sprzed 1 października 1938 r. Co więcej, przystąpiono do usuwania Polaków przybyłych na Zaolzie po październiku tegoż roku 1938. Nasi rodacy na Zaolziu zostali poddani rozmaitym represjom. Nie dopuszczono do uruchomienia polskich szkól, usuwano Polaków z mieszkań. Strona polska mogła jedynie zapewniać moralno-propagandowe wsparcie poprzez… audycje Radia Katowice.

W tym samym czasie, czyli w maju 1945 r., Czechosłowacja podniosła oficjalnie roszczenia terytorialne wobec części Górnego Śląska z Głubczycami i Raciborzem, a także ziemi kłodzkiej. Przybrało to ramy organizacyjne: w mieście Náchod, 5 km od granicy z Polską powstał Narodni Vybor pro Uzemi Kladsko, czyli Rada Narodowa dla Ziemi Kłodzkiej. W Pradze zainaugurowano działalność ogólnoczeskiego Związku Przyjaciół Kłodzka – Svaz Pratel Klatzka.

Kulminacja antypolskich działań z likwidacją oddolnie powstałych polskich struktur nastąpiła przy jednoznacznym poparciu Sowietów 9 maja 1945 r. Być może nie przypadkiem uczyniono to w dniu zakończenia II wojny światowej, kiedy oczy świata skierowane były na Berlin i nikt nie zamierzał nawet pisnąć w obronie naszych rodaków. Rodaków, którzy na Zaolziu i w 1920 r., i w 1945 r., mimo 18 lat czechosłowackich antypolskich rządów, stanowili większość. „Świat się dowiedział, nic nie powiedział…”.

Pax Sovietica, czyli Moskwa rządzi i dzieli

Gdy parę lat temu prezydent Putin zaprosił do rosyjskiego Soczi prezydentów dwóch państw Kaukazu Południowego (nie używajmy nazwy rosyjskiej: Zakaukazie!), Armenii i Azerbejdżanu, którzy przez kilka dni prowadzili krwawą wymianę ognia w rejonie Górskiego Karabachu (nie używajmy rosyjskiej nazwy: Nagorno-Karabach!), będącego przedmiotem sporu między Erywaniem (nie używajmy rosyjskiej nazwy: Erewań!) a Baku, można było pomyśleć o sytuacji sprzed ponad 70 lat, gdy poprzednik Putina, Iosif Wissarionowicz Dżugaszwili, pseudonim partyjny „Stalin”, władczo dzielił sporne tereny między Polską a Czechosłowacją. Moskwa wtedy opowiedziała się ostatecznie, aby cały „poniemiecki” Śląsk objęła administracja polska, Zaolzie zaś – czechosłowacka. Przy okazji jednak dała obu stronom namiastkę wyboru: uznała, że gdy Polska i Czechosłowacja dogadają się w sprawie kwestii terytorialnej bądź wymiany części terytorium, to Kreml w to nie będzie ingerował. Wyszło na to samo, bo i Warszawa, i Praga podtrzymały swoje żądania: Czechosłowacja wobec części Górnego Śląska i ziemi kłodzkiej, a Polska wobec Zaolzia.

Zakończyło się więc tak, że mimo akcji militarnych, politycznych, propagandowych (i represji wobec Polaków na Zaolziu) wszystko wróciło do status quo ante. Skądinąd Czesi być może właśnie dlatego zaatakowali polskie terytorium, aby zachować status quo w postaci Zaolzia po swojej stronie, oczywiście za pełną zgodą Moskwy.

Po latach można się zastanawiać, dlaczego komunistyczne władze w Warszawie oficjalnie ostro protestowały przeciwko dyskryminacji Polaków na Zaolziu oraz skoncentrowały wojska wokół Cieszyna. Otóż, jak się wydaje, „twarde” stanowisko władz w Warszawie w sprawie Zaolzia miało być sygnałem, że jest to „polski rząd” i walczy o to samo, o co walczyły też rządy II Rzeczypospolitej. Miało to w oczach Polaków „spolonizować” rząd premiera Edwarda Osóbki-Morawskiego z komunistycznej PPR, a jednocześnie zmobilizować społeczeństwo polskie i skupić je wokół „patriotycznej” Polskiej Partii Robotniczej.

Zapewne komuniści w Warszawie chętnie by dokonali zamiany, oddając Kłodzko, Racibórz i Głubczyce w zamian za zamieszkane głównie przez Polaków Zaolzie. Jednak scenariusz pisany w Moskwie był inny.
 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wczytuję komentarze...

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts