Przed spotkaniem nad stadionem we Wrocławiu przeszła ulewa a deszcz kolejny raz mocno zaczął padać, kiedy zawodnicy zaczynali grać. To miało duży wpływ na poczynania zawodników na boisku, które zamieniło się w ogromną kałużę. Pierwszy o niecodziennych warunkach przekonał się Pedro Tiba, któremu piłka ugrzęzła w kałuży a on sam pobiegł dalej. Właściwie każda akcja wiązała się z ryzykiem i niepewnością, jak zachowa się piłka - czy ugrzęźnie w kałuży, czy nabierze dodatkowego poślizgu.

Lepiej w tych trudnych warunkach na początku radził sobie Śląsk, który pierwszy stworzył sytuację bramkową. Przemysław Płacheta nie miał jednak miejsca, aby przymierzyć dokładnie i trafił w bramkarza Lecha.

Przyjezdni po pierwszych minutach też dostosowali się do "wodnych" warunków i zaczęli stwarzać sytuacje bramkowe. Po kwadransie gry Jakub Kamiński śmiało wbiegł w pole karne i dograł do środka. Sytuację próbował ratować jeszcze Kamil Dankowski, ale piłka stanęła w wodzie i Christian Gytkjaer z bliska trafił do siatki. Gdyby nie kałuża, Duńczyk najprawdopodobniej nie oddałby nawet strzału.

Piłka wodna we Wrocławiu

W drugiej połowie warunki do gry były już lepsze, bo boisko przeschło, a ponieważ oba zespoły nadal starały się grać ofensywnie, kibice oglądali ciekawe spotkanie.

Lepiej operował piłką Lech, ale groźniejszy był Śląsk. Kilka minut po wznowieniu gry idealną sytuację na doprowadzenie do remisu miał Robert Pich, ale Mickey van der Hart wykazał się doskonałym refleksem. Kilka chwil później groźnie strzelał Dankowski oraz Erik Exposito - za pierwszym razem piłkę odbił bramkarz Lecha, a za drugim zabrakło precyzji.

Śląsk w meczu z Lechem pokazał charakter

Z czasem tempo spotkania wyraźnie spadło i składnych akcji było mniej, ale za to więcej walki i fauli. I w tym okresie Śląsk doprowadził do remisu. Z rzutu wolnego dośrodkował Krzysztof Mączyński, najlepiej na piłkę nabiegł Israel Puerto i pewnie trafił do siatki. Siedem minut później Lech znowu prowadził. Sędzia po weryfikacji wideo podyktował rzut karny dla gości po nastrzeleniu piłką w rękę Puerto. Do piłki podszedł Jakub Moder i pewnie trafił do bramki.

Śląsk rzucił się do ataku i szybko doprowadził do remisu. Ponownie świetnym dośrodkowaniem popisał się Mączyński, ale tym razem z rzutu rożnego, a piłkę do siatki strzałem z woleja posłał Jakub Łabojko.

Piłkę meczową miał zespół z Poznania. Już w doliczonym czasie mocno zakotłowało się w polu karnym, na strzał zdecydował się Tymoteusz Puchacz, ale Matus Putnocky nie dał się zaskoczyć i spotkanie zakończyło się remisem 2:2.

                                    

Śląsk Wrocław - Lech Poznań 2:2 (0:1)

Bramki: 0:1 Christian Gytkjaer (17), 1:1 Israel Puerto (76), 1:2 Jakub Moder (83-karny), 2:2 Jakub Łabojko (85).

Żółta kartka - Śląsk Wrocław: Michał Chrapek, Krzysztof Mączyński. Lech Poznań: Christian Gytkjaer, Tymoteusz Puchacz.

Sędzia: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa). Widzów: 5 781.