Stanisław Wyspiański (1869–1907) był najwybitniejszym twórcą z pokolenia Młodej Polski. Sławę wśród współczesnych przyniosły mu nie tylko wspaniałe dzieła plastyczne i literackie, lecz także osobliwe wybory podejmowane w życiu osobistym.  

Ona i on

Teodora Teofila Pytko do Krakowa przyjechała w roku 1890, by podjąć pracę służącej u pewnego krakowskiego mecenasa. Oprócz standardowych obowiązków usługiwała swojemu pracodawcy także i w łóżku, w efekcie czego zaszła w ciążę i trafiła na bruk. Wyrzucona z mieszkania, udała się nad Wisłę, by popełnić samobójstwo, skacząc w nurt rzeki. Traf chciał, że po drodze spotkała Wyspiańskiego, który odwiódł ją od odebrania sobie życia i załatwił dziewczynie stanowisko posługaczki w mieszkaniu swojej ciotki. Tak mówi romantyczna legenda. Na sto procent wiadomo tylko tyle, że romans między artystą a Teodorą zaczął się, gdy ta pracowała dla Stankiewiczowej. Ci, którzy mieli okazję poznać ją w tym okresie, opisywali ją później jako niezgrabną, ordynarną i gburowatą kobietę. Co Stanisław w niej widział, po dziś dzień pozostaje zagadką. 

Młodzi nie ograniczali się bynajmniej do stosunków platonicznych (zresztą wybranka Wyspiańskiego o żadnym Platonie nigdy nie słyszała), czego efektem była rychła ciąża dziewczyny. Ciotka Stankiewiczowa na wieść o odmiennym stanie posługaczki wpadła w panikę i zaklinała krewniaka, aby nie uznawał dziecka za własne. W desperacji posunęła się nawet do złożenia na Teodorę skargi na policję, co zaowocowało przesłuchaniem panny Pytko przez policmajstrów chcących ustalić domniemaną osobę rzeczywistego ojca.

W maju 1896 r. na świat przyszła córka pary Helena, jednak w dokumentach kancelarii parafialnej w rubryce przeznaczonej na personalia ojca dziecka wpisano, iż jest on nieznany. Stanisław występował w papierach wyłącznie jako ojciec chrzestny. Trzy lata później Teodora urodziła kochankowi syna Mieczysława. 

Ślubna sensacja

Co skłoniło Wyspiańskiego do tego, by stanąć z panną Pytko przed ołtarzem? Trudno dociec, być może zrobił to z poczucia obowiązku wobec swoich dzieci. W krakowskim towarzystwie uważano, że artysta postradał zmysły na skutek zgubnej lektury powieści Tołstoja „Zmartwychwstanie”. Sam proboszcz kościoła św. Floriana, gdy usłyszał, z kim jego sławny parafianin pragnie połączyć się więzami małżeńskimi, kilkakrotnie wezwał go na rozmowy, w trakcie których próbował wybić mu z głowy ów szalony pomysł. Próżny był to jednak trud, Wyspiański nie chciał słuchać głosu rozsądku. 

Ślub odbył się 18 września 1900 r. W kościelnych ławkach zasiadły rzędy spragnionych taniej sensacji gapiów. Krewni Wyspiańskiego ze złości zgrzytali zębami, a jedna z zaproszonych na uroczystość znajomych ubrała się nawet w strój żałobny.

Świadkiem pana młodego był Lucjan Rydel. Gdy małżonkowie ruszyli spod ołtarza przez świątynię, uwagę zgromadzonych zwróciły dwie załzawione twarze. Wyspiańskiemu z oczu tryskały łzy szczęścia, zaś towarzyszący przyjacielowi Rydel płakał z rozpaczy nad głupotą druha.
Ku zdziwieniu wszystkich krewnych i przyjaciół posępny dotąd Wyspiański wskutek swego małżeństwa zyskał nieznane mu wcześniej pokłady pozytywnej energii. Idylla nie trwała jednak długo. Gdy stan artysty cierpiącego na syfilis zaczął się pogarszać, małżonka zamiast opiekować się chorym, piła na umór i szydziła z umierającego męża. Kiedy zaś nasz bohater po długich męczarniach zmarł 28 listopada 1907 r., pani Wyspiańska w ekspresowym tempie weszła w nowy związek małżeński z grubo od siebie młodszym parobczakiem.