To najpierw będzie o gospodarce, czyli o… historii. To zestawienie, które leming uzna za absurdalne. Przecież gospodarka to nowoczesność, a historia to nudziarstwo. Żeby jeszcze historia jakiegoś ważnego kraju, ale Polski to już zupełnie nie wiadomo po co. Wiadomo, same dramaty, coś od czego rozsądek nakazuje się wyzwolić…

Rodowód postkolonialnej ideologii

W 2009 roku Rafał Trzaskowski miał 37 lat i kandydował w wyborach do PE. W spocie reklamującym go wystąpił aktor Michał Żebrowski. Odgrywał on scenę rozstrzelania skazańca. Tuż przed egzekucją, z zasłoniętą twarzą, wznosił okrzyk „Za Rafała!”. Następnie padała seria z karabinu. Skojarzenie z polskimi bohaterami wznoszącymi przed śmiercią okrzyk „Niech żyje Polska” oczywiste. Ta scena mówi wszystko o tym, w jakiej atmosferze wychował się obecny kandydat na prezydenta. To Tuskowe „polskość to nienormalność” w wersji hardcorowej, w stylu Urbana albo Hartmanna: „Polskość to nienormalność, więc trzeba szydzić z wszystkiego, co dla nienormalnych Polaków najświętsze”.

Czy ktoś wychowany w takiej atmosferze jest zdolny nawet nie do walki o polskie interesy z możnymi tego świata, ale do zrozumienia, że ona jest obowiązkiem kogoś, kto jest głową państwa?

No dobrze, ale skąd ma rodowód owa postawa? Od lat stalinowskich nowa inteligencja w PRL wpajane miała z całych sił, że przeciwstawianie się woli silnych to zagłada Polski, nowa wojna. I tylko „sojusz” z potężnym Związkiem Sowieckim daje nam spokój i to, że kolejne pokolenia nie muszą przelewać daniny krwi. Tę filozofię najbardziej wyraziście przedstawił Mieczysław Rakowski w Stoczni Gdańskiej, mówiąc: „Za największy sukces narodu polskiego uważam ustanowienie po 1945 roku przyjaznych stosunków z wielkim narodem rosyjskim, narodami Białorusi, Ukrainy, Związku Radzieckiego i tylko skończony kretyn polityczny może kwestionować to”.

Od stalinizmu do dyskontu

To ludzie tak myślący, skupieni wokół „Gazety Wyborczej”, stworzyli postkolonialną III RP i rządzili w niej praktycznie niepodzielnie. Choć Związek Sowiecki upadł, to ich ambicje się nie zmieniły się. Siedzieć cicho, nie awanturować się, przecież nie jest źle, nawet ci zwykli Polacy mogą coś kupić w Biedronce i Lidlu. To ich wychowankiem jest Rafał Trzaskowski.

W tym myśleniu elit PRL/III RP był jeszcze jeden ważny element układanki – w byle jakim kraju oni rzecz jasna mieli żyć nie byle jak. Ich dzieci nie musiały jechać na zmywak, bo miały posady w sądach, urzędach i biznesie. To miało być sprawiedliwe wynagrodzenie za usługi realizowane na rzecz „gigantów”, robiących interesy na taniej polskiej sile roboczej, po pracy oglądającej reality show w TVN i Polsacie. I wszyscy zadowoleni!

Rezygnacja z „gigantomanii”, czyli zagrażania… interesom gigantów

Plany Trzaskowskiego to rezygnacja z „gigantomanii”, czyli zagrażania interesom… gigantów.  Rezygnacja z przekopu Mierzei Wiślanej jest korzystna dla Rosji, a zaniechanie budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego przede wszystkim dla Niemiec (słynne już słowa o tym, że przecież będzie lotnisko w Berlinie, które zbudują Niemcy, a gdzie nam do Niemców!).

Mało kto zauważył, że Trzaskowski wskazał jeszcze trzecie źródło oszczędności - dbającą o wizerunek Polski na świecie Polską Fundację Narodową, której budżet chciałby przekazać… szpitalom. I proszę, jednak lemingi potrafią myśleć spójnie: obok rezygnacji z ambitnych projektów gospodarczych, skasowanie jednego ze źródeł budowania nadmiernie wysokiego statusu Polski poprzez pokazywanie jej historii.

Dla wyjaśnienia – CPK nie ma być największym lotniskiem na świecie. Jak wyliczył Marcel Klinowski, członek zespołu doradczego pełnomocnika rządu ds. CPK, wśród dużych lotnisk ma być w środku stawki. „Największe lotnisko” to Hartsfield-Jackson Atlanta International, które ma 110,5 mln pasażerów rocznie. Nasze po pierwszym etapie ambitnych zamierzeń ma mieć 45 milionów. Ale w retoryce Trzaskowskiego musi być „największe”. Inaczej zamiast „gigantomanii” byłyby „ambitne plany”, a to już nie brzmi tak dobrze.

No więc po co nam niepewna „gigantomania”, skoro może zbudować nowego, swojskiego Lidla za rogiem? I nowe przekręciarskie „centrum handlowe”, za aferę wokół którego Sąd Apelacyjny uniewinni samorządowca za 10 lat, a lud będzie stąpać po jego posadzkach z nabożną czcią? (…)

Szantaż Trzaskowskiego 2018: albo przestaniecie głosować na PiS, albo oberwiecie po kieszeni

Stawiam tezę, że Trzaskowski nie jest „jeszcze jednym” politykiem opozycji, który zamiast polskiej racji stanu, kieruje się naciskami obcych stolic. Cała jego polityczna droga pokazuje, że jest przypadkiem ekstremalnym, chronicznie niezdolnym do obrony polskich interesów. I nie mającym oporów, by jak w 2018 r. proponować, by UE zamroziła fundusze dla Polski, aż… PiS straci władzę. Nawet wśród polityków opozycji niewielu zdolnych byłoby do takiej wypowiedzi.

„Fundusze UE dla Polski, dla Warszawy są zagrożone. Udało się nam przekonać europejskich partnerów, żeby nie były zabierane, tylko zamrażane. Kupiliśmy rządowi dodatkowy czas, niech się opamięta i przestanie łamać zasady praworządności” – ogłosił Trzaskowski 18 marca 2018.

Oznaczało to faktyczny szantaż wobec Polaków – albo przestaniecie głosować na PiS i dopuścicie do władzy moją partię, albo oberwiecie po kieszeni. Trzaskowski zresztą specjalnie tego nie ukrywał.  (…)

Jak wyjaśniał „pieniądze, które Polska mogłaby dostać, będą prawdopodobnie mrożone przez to, że w Polsce jest łamana konstytucja”. Ale na szczęście jest dla naszego kraju światełko w tunelu: „jak my wygramy kolejne wybory, to te pieniądze zostaną odmrożone i Warszawa skorzysta wtedy z olbrzymich pieniędzy na inwestycje”. (…)

Co nasza głowa państwa powiedziałaby 1 sierpnia?

A czego moglibyśmy spodziewać się po Trzaskowskim jako głowie państwa w rocznicę Powstania Warszawskiego, zademonstrował jako prezydent stolicy 1 sierpnia 2019. Walki z nienawiścią w… Polsce i przekazu, że jej źródła są te same, co w przypadku nazizmu. Twierdził on bowiem wówczas: „Naziści i faszyści wykluczali odmienne poglądy, bo sami sobie chcieli przyznać prawo do decydowania, kto ma prawo żyć - i jak ma żyć. Dziś nienawiść znów podnosi głowę. Wielu Powstańców poświęciło życie, żeby z nią walczyć. Nam jest łatwiej. Nie musimy sięgać po karabin. Żeby wyrugować nienawiść i agresję z publicznego życia, wystarczy konsekwentnie tłumaczyć, edukować, a tam, gdzie trzeba, stanowczo egzekwować prawo i wyciągać konsekwencje”. Mam wrażenie, że Rakowski by się tak daleko nie posunął…

Spot wyborczy Trzaskowskiego z 2009 r. parodiujący śmierć polskich bohaterów: