Belg w tym tygodniu rozpoczął serię konsultacji z liderami unijnymi. Mają one utorować drogę do zbudowania kompromisu w sprawie wieloletnich ram finansowych Wspólnoty na szczycie w Brukseli 17-18 lipca.

Z oficjalnego kalendarza Michela, zamieszczonego na stronach internetowych Rady UE, wynika, że wideokonferencja z szefem polskiego rządu obędzie się w środę o godz. 13:30.

Inaczej niż przed poprzednim, zeszłotygodniowym szczytem, tym razem nie będzie rozmowy szefa Rady Europejskiej z całą Grupą Wyszehradzką. "Przewidziane są wideokonferencje z każdym z przywódców z 27 krajów oddzielnie" - powiedziało źródło unijne.

W tym tygodniu Michel rozmawiał z premierami: Słowacji - Igorem Matoviczem, Malty - Robertem Abelą i Włoch - Giuseppe Contem. Na jego liście byli też szefowie rządów: Grecji - Kyriakos Micotakis, Finlandii - Sanna Marin, Holandii - Mark Rutte, Czech - Andrej Babisz, Portugalii - Antonio Costa i Hiszpanii - Pedro Sanchez. W piątek miał rozmowy z premier Danii Mette Frederiksen, prezydentem Litwy Gitanasem Nausedą i szefem rządu Szwecji Stefanem Loefvenem.

W przyszłym tygodniu maraton wideokonferencji będzie kontynuowany. Przewidziane są rozmowy z szefami państw i rządów Bułgarii, Łotwy, Chorwacji (w poniedziałek), Luksemburga, Rumunii, Węgier (we wtorek), Estonii, Belgii, Polski, Słowacji i Austrii (w środę), oraz z kanclerz Niemiec Angelą Merkel (w czwartek).

Po zakończeniu konsultacji dwustronnych Michel będzie miał kilka dni na to, żeby przygotować nowy dokument negocjacyjny, określany w brukselskim slangu jako "negobox".

"Pojawi się on dobre kilka dni przed szczytem" - zdradziło źródło.

Na razie różnice między państwami członkowskimi są bardzo duże. "Wstępny projekt Komisji Europejskiej nie podoba się nikomu, może poza Włochami, Hiszpanią i Polską, które zostały najszczodrzej w nim obdarowane" - powiedział znający kulisy dotychczasowych pertraktacji urzędnik unijny.

Przedstawiona pod koniec maja propozycja budżetu UE na lata 2021-2027 wraz ze środkami na ożywienie gospodarcze po załamaniu wywołanym pandemią została dobrze przyjęta przez Warszawę. Przewiduje ona, że Polska będzie po Włoszech i Hiszpanii trzecim największym odbiorcą pożyczek i grantów na odbudowę po koronawirusie. Z planowanych 750 mld euro nad Wisłę miałoby trafić około 64 mld euro.

Nie wiadomo jednak, ile z tych założeń zostanie utrzymanych, bo wiele państw członkowskich krytykowało zaproponowany (i korzystny dla Polski) klucz podziału funduszy.

Opiera się on bowiem na danych dotyczących PKB i bezrobocia z lat 2015-2019, czyli jeszcze sprzed pandemii. Taki sposób alokacji krytykowali nawet najbliżsi sojusznicy polskiego rządu z grupy Wyszehradzkiej - Czechy i Węgry.

Większym problemem jest jednak opór tzw. oszczędnej czwórki, czyli Holandii, Danii, Austrii i Szwecji. Kraje te chcą, by jak największa część środków na odbudowę gospodarczą miała formę pożyczek, a nie grantów, a wieloletni budżet był okrojony do minimum odpowiadającego ok. 1 proc. PKB 27 państw członkowskich.

W Brukseli już obmyślane są scenariusze, co zrobić, jeśli okaże się, że szefowie państw i rządów przyjadą na szczyt 17 lipca bez gotowości do ustępstw. Przeciąganie rozmów do późnych godzin nocnych jest pewne, ale nawet jeśli potrwa to więcej niż jeden dzień (a raczej noc), nie ma gwarancji sukcesu.

Pod uwagę brany jest scenariusz, w którym liderzy rozjadą się do stolic z niczym, po czym zwoływani są na kolejne spotkanie do Brukseli w drugiej połowie lipca.