Wczoraj informowaliśmy o zatrudnieniu przez ratusz Warszawy córki komendanta komisariatu, na którym zabito Grzegorza Przemyka, Aldony Machnowskiej-Góry. Kobieta jest „dyrektorką koordynatorką ds/ kultury i komunikacji społecznej M. st. Warszawa”.

Ojciec Machnowskiej – jak wynika z materiałów IPN – po śmiertelnym pobiciu Grzegorza Przemyka awansował do stopnia majora, a następnie - w końcu lat 80. - na własna prośbę został skierowany do rodzinnej Ostrołęki na stanowisko komendanta Rejonowego Urzędu Spraw Wewnętrznych.

Machnowska–Góra razem z Jolantą Lange, byłą agentką SB, która do ostatnich dni życia inwigilowała ks. Franciszka Blachnickiego są jednymi z najważniejszych osób Warszawskich Dni Różnorodności. 

Do naszych informacji odniósł się dziś w audycji Katarzyny Gójskiej na antenie radiowej Jedynki minister w kancelarii Prezydenta RP Andrzej Dera.

- Dla mnie to nie jest przypadek, bo jeżeli chodzi o zaplecze Rafała Trzaskowskiego, to do niego przylgnęli ludzie starego systemu. Widziałem to w momencie, kiedy pan Rafał Trzaskowski ogłaszał program dotyczący bezpieczeństwa

- powiedział gość Katarzyny Gójskiej. Jak dodał, w jego zapleczu pojawili się wówczas „ludzie skompromitowani i z zarzutami”, a większość z nich „była powiązana z ukończeniem szkół radzieckich”.

- Tam szkolili się i tam zdobywali swoje umiejętności.
- mówił.

Dera przypomniał w tym kontekście także historię przyznania przez warszawski ratusz sowitych dotacji dla fundacji prowadzonej przez byłą agentkę SB Jolantę Lange, która rozpracowywała ks. Blachnickiego.

- Ta osoba [Aldona Machnowska–Góra-red.] jest jakby kolejnym elementem, pokazaniem tego, że przylgnęli ludzie starego systemu do Rafała Trzaskowskiego i liczą – myślę – na powrót „tego co było”. 

- ocenił Dera.

- I to moim zdaniem jest bardzo widoczne w tej chwili w otoczeniu Rafała Trzaskowskiego

- dodał.