Restrykcje związane z pandemią koronawirusa złagodzono, ale nadal konieczne jest zachowanie środków bezpieczeństwa. Niestety, wiele osób jakby o tym zapomniało - w sklepach widać tłumy klientów nie zakładających maseczek. Rzecznik Ministerstwa Zdrowia stwierdził, że takie osoby mogą być wręcz wypraszane. Tymi słowami wywołał burzliwą dyskusję. Serwis FilaryBiznesu.pl zapytał o sprawę przedstawicieli sieci handlowych.

Wraz z pojawieniem się w Polsce przypadków koronawirusa  stopniowo wprowadzano w naszym kraju obostrzenia, które miały powstrzymać falę zakażeń. Chociażby powszechny obowiązek zakładania maseczek podczas pobytu w miejscach publicznych. Po trzech miesiącach restrykcje stopniowo liberalizowano, a na koniec maja zniesiono nakaz zakrywania ust i nosa po wyjściu z mieszkania, czy domu. Reżim sanitarny nadal jednak obowiązuje w placówkach handlowych, urzędach, środkach komunikacji... Czyli w miejscach, gdzie z reguły przebywa spora grupa obcych sobie osób. 

Niestety, nie wszyscy stosują się do zaleceń. Szczególnie widoczne jest to w sklepach (bez różnicy, jaki asortyment jest w nich sprzedawany), chociaż na drzwiach niemalże wszystkich widnieją karteczki z informacją o obowiązku noszenia maseczek podczas zakupów. Pomimo to ogromna rzesza ludzi wręcz ostentacyjnie lekceważy apele. Jedni wcale nie zakrywają ust, inni niby mają założone maseczki, ale zsunięte na brodę. Tak irracjonalne zachowanie stwarza niepotrzebne ryzyko. 

Na sytuację w ostrych, ale w pełni uzasadnionych, słowach zareagował Wojciech Andrusiewicz, rzecznik Ministerstwa Zdrowia. Skomentował sceny, które osobiście zaobserwował w sklepach: „To woła o pomstę do nieba”.

Równocześnie padła nieco zaskakująca sugestia.

„Apelowałbym do właścicieli sklepów, do sprzedawców o niewpuszczanie do sklepów ludzi bez maseczek”

stwierdził Andrusiewicz.

Te słowa wywołały liczne komentarze, ale następnego dnia rzecznik Ministerstwa Zdrowia powtórzył: „Jeżeli klient przyjdzie do sklepu bez maseczki, rozporządzenie daje możliwość nieobsłużenia tego klienta. Jeżeli nie będzie chciał się dostosować do obowiązku założenia maseczki, proponujemy nieobsługiwanie tego klienta, chociażby z troski o pozostałych klientów, którzy znajdują się w tym momencie w sklepie". Dodając, że w ostateczności, jeśli nieodpowiedzialny klient nie chce się zastosować do prośby personelu, "zawsze można wezwać odpowiednie służby, w tym policję". 

Zareagowały organizacje skupiające handlowców. Podkreślając, że pracownicy sklepów nie mają uprawnień, aby zmusić klientów do noszenia maseczek. Zwróciła na to uwagę także Renata Juszkiewicz, prezes Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji (zrzeszająca międzynarodowe sieci handlowe). Równocześnie jednak Juszkiewicz przyznała, iż zakrywanie twarzy podczas pobytu w sklepie powinno być powszechne. 

- Apelujemy do konsumentów o noszenie maseczek i tym samym poszanowanie pracy i zdrowia pracowników handlu i ich rodzin - tłumaczyła. 

Serwis FilaryBiznesu.pl poprosił o komentarz przedstawicieli dużych sieci sklepów. Zapytaliśmy również, czy popieraliby decyzję personelu, gdyby sprzedawca odmówił obsłużenia klienta bez maseczki na twarzy.

- Zgodnie z aktualnymi regulacjami prawnymi klienci wchodzący do naszych sklepów powinni mieć zakryte nos i usta. W tej kwestii stosujemy się w pełni do przepisów prawa i wytycznych Ministerstwa Zdrowia. O potrzebie zakrywania ust i nosa na terenie naszych placówek informujemy kupujących za pomocą plakatów przy wejściach do placówek i ogłoszeń w systemie komunikacji głosowej

tłumaczy Danuta Pawłowska, dyrektor działu BHP w sieci Biedronka.


- W ostatnim czasie obserwujemy społeczną zmianę postaw wobec obowiązujących zaleceń, dlatego zachęcamy wszystkich kupujących, aby w trosce o wspólne zdrowie i dobro społeczne, nosili maseczki na terenie sklepów. Popieramy też oświadczenie Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji, która w ostatnim czasie zaapelowała właśnie o to do klientów. Zaznaczamy również, że w tym szczególnym czasie bezpieczeństwo naszych klientów i pracowników jest dla nas najważniejsze.

"Zgodnie z rozporządzeniem Rady Ministrów z 19 czerwca 2020 roku, w obiektach handlowych lub usługowych, placówkach handlowych lub usługowych jest obowiązek zakrywania ust i nosa, przy pomocy odzieży lub jej części, maski, maseczki, przyłbicy albo kasku ochronnego. Nie ma jednak podstawy prawnej, która nakazywałaby niewpuszczanie do sklepu osób, które nie wywiązują się z tego obowiązku. Nasi kasjerzy przypominają klientom, by zgodnie z obowiązującymi przepisami zasłaniali nos i usta”.

napisało w odpowiedzi biuro prasowe Żabka Polska.

A jakie jest stanowisko Sanepidu? Serwis naszemiasto.pl cytował Piotra Pokrzywę z Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Krakowie:

„Państwowa Inspekcja Sanitarna w aktualnym stanie prawnym nie nakłada mandatów za brak maseczek w sklepach czy na ulicach, gdyż nie posiada przepisu do takiego karania”.

Informację o takich przypadkach należy przekazywać policji. Funkcjonariusze mogą wystawić mandat za brak maseczki lub skierować wniosek o ukaranie grzywną do sądu.

 


Artykuł pochodzi ze strony filarybiznesu.pl