Za sznurki pociągają i z jednej, i z drugiej strony. I w Polsce mieszkają, i z Rosji podrzucają (fałszywe informacje)

 - powiedział Łukaszenka, przekonując, że siły te stoją za jego oponentami w tegorocznych wyborach prezydenckich.

Podkreślił, że w internecie rozpowszechniane są „obrzydliwe fałszywki”, które mają dyskredytować władze w Mińsku. Jako przykład podał informację o tym, że jeden z jego synów ma jakoby w Szwajcarii 840 mln dolarów. "Ludzie, którzy nie znają się na dokumentach bankowych, wierzą tym informacjom" - dodał.

Takie fake newsy będą stale. Zresztą są one podrzucane przez struktury "babiczowskie" (Michaił Babicz, to były ambasador Rosji w Mińsku), przez "niezygarów" (prorosyjski kanał na komunikatorze Telegram). To nie jest od nas, to płynie z Rosji

- powiedział Łukaszenka.

Jak ocenił, jego przeciwnicy żądają od władz uczciwości, ale sami zachowują się nieuczciwie.

Porozmawiamy o tym z prezydentem Putinem w najbliższym czasie podczas spotkania, ale ta sytuacja jest bardzo trudna. Stosowane są najnowocześniejsze technologie fake news, trwa ingerencja z zagranicy w nasze wybory, sprawy wewnętrzne

- ocenił.

„Nie jesteśmy państwem atomowym. Nie możemy wziąć rakiety i zacząć nią wymachiwać czy mówić o broni hipersonicznej, że my tą bronią odpowiemy” - dodał.

Według obrońców praw człowieka od 6 maja do 23 czerwca zatrzymano co najmniej 650 aktywistów, polityków i uczestników pokojowych akcji. Z tego 360 osób zatrzymano w ciągu czterech dni od 18 do 21 czerwca - wynika z monitoringu centrum praw człowieka Wiasna. Najważniejszy potencjalny oponent Łukaszenki w wyborach, Wiktar Babaryka, od 18 czerwca przebywa w areszcie KGB z poważnymi zarzutami malwersacji, tworzenia grupy przestępczej i prania brudnych pieniędzy.

Cieszący się popularnością zwykłych Białorusinów, charyzmatyczny wideobloger Siarhiej Cichanouski również trafił do aresztu; zarzuca mu się m.in. organizację zamieszek.

Wybory na Białorusi odbędą się 9 sierpnia.