Piłkarze w Anglii we wszystkich meczach wspierali ogólnoświatowy ruch antyrasistowski, zakładając koszulki z napisem "Black Lives Matter" zamiast nazwisk i klękając przed rozpoczęciem spotkań. Przed pierwszym gwizdkiem w Manchesterze doszło jednak do incydentu. Nad stadionem przeleciał samolot z banerem "White Lives Matter Burnley". Klub oficjalnie przeprosił i zapowiedział, że ktokolwiek jest odpowiedzialny za to zdarzenie, zostanie ukarany dożywotnim zakazem stadionowym.

"White Lives Matter" przed meczem Premier League

Ta akcja w żadnym wypadku nie reprezentuje wartości jakie przyświecają Burnley FC. Będziemy w pełni współpracować z władzami w celu identyfikacji osób, które się tego dopuściły

- napisano w oświadczeniu wydanym w przerwie meczu.

Sam mecz od początku przebiegł pod dyktando "Obywateli".  Słynące z przyzwoitej gry w obronie Burnley czyste konto zdołało zachować tylko do 22. minuty. Wówczas po rzucie rożnym precyzyjnym strzałem zza pola karnego popisał się Phil Foden.

Tuż przed przerwą padły dwa kolejne gole, a ich autorem był Riyad Mahrez. Algierczyk najpierw popisał się solową akcją, a następnie wykorzystał rzut karny podyktowany za faul na Sergio Aguero. Argentyńczyk doznał wówczas kontuzji i musiał opuścić boisko. W 51. minucie podwyższył Hiszpan David Silva, a w 63. składną akcję wykończył Foden. Burnley w całym meczu zdołało oddać tylko jeden strzał i w dodatku bardzo niecelny.