W sobotni wieczór, w trakcie pierwszego wiecu po kilkumiesięcznej przerwie Trump zauważył sprzeczność w tym, że Stany Zjednoczone "mają chronić Niemcy od Rosji, podczas gdy Niemcy płacą Rosji miliardy dolarów za energię płynącą z gazociągu" Nord Stream 2.

"Przepraszam, ale jak to działa?"

- pytał retorycznie Donald Trump.

- Ta wypowiedź pokazuje, że partnerstwo polsko-amerykańskie, które jest najsilniejsze na najwyższym szczeblu w historii, jest mocne, bo oparte jest na wspólnocie interesów, a nie tylko na pięknych słowach i gestach. Widzimy, że tak jak USA definiują swój interes Europy Środkowo-Wschodniej, to jest dokładnie to, o co chodzi Polsce, czyli powstrzymywanie imperialnych ambicji Rosji i przywracanie tak naprawdę solidarności europejskiej. Nord Stream 2 to inicjatywa, która łamie tę solidarność. Polska czasem, na tle stosunków z USA, jest o to oskarżana, ale prawdziwym łamaniem tej solidarności jest robienie interesów z Rosją w taki sposób, że w strategicznej branży surowców energetycznych jest naruszony interes Polski i całej Europy Środkowo-Wschodniej i te miliardy będą płynąć do Rosji, która będzie się zbroić i zagrażać naszej część kontynentu. Dodatkowo Niemcy nie realizują swojego zobowiązania sojuszniczego w NATO, a Stany Zjednoczony będą niejako za nich świadczyć tę "usługę bezpieczeństwa"

- powiedział w programie "#Jedziemy" Marcin Horała, wiceminister infrastruktury, zapytany przez Michała Rachonia o znaczenie słów Donalda Trumpa ws. Nord Stream 2.

- Bardzo dobrze, że mamy wreszcie w Stanach Zjednoczonych administrację i prezydenta, który jasno to widzi, w sposób tożsamy z interesami Polski - dodał Horała.

Wczoraj w programie "Woronicza 17" politycy opozycji twierdzili, że w sprawach zatrzymania Nord Stream 2 władna jest Unia Europejska, i w tej sprawie powinniśmy rozmawiać m.in. z Brukselą, Paryżem czy Berlinem.

Nie brakowało również sugestii, że sprawę ewentualnego przyjęcia kolejnych żołnierzy amerykańskich w Polsce powinniśmy przedyskutować z innymi państwami NATO, m.in. z Niemcami, z których terytorium wojsko ma zostać relokowane. 

- To jest absurd. Polska ma się wstrzymać z działaniami zwiększającymi bezpieczeństwo całej Europy, a zwłaszcza Europy Środkowo-Wschodniej, i ma czekać na zgodę Niemiec czy innych państw, tymczasem np. Niemcy mogą prowadzić działania, które naruszają bezpieczeństwo naszego regionu i na to żadnej zgody nie potrzebowały. Za tym rozumowaniem kryje się domniemanie, że "Niemcy są państwem wyższej kategorii niż Polska" i co wolno Niemcom, to Polsce absolutnie nie wolno. Żadnego pozwolenia nie potrzebujemy, zwłaszcza, że zwiększona obecność wojskowa na wschodniej flance NATO jest w interesie całej Europy

- powiedział Horała.