Wrocławianie przed spotkaniem zapowiadali, że choć szanują rywala i są świadomi jego siły, to do stolicy jadą walczyć o zwycięstwo. Od pierwszego gwizdka Śląsk rzeczywiście nie skupiał się na defensywie, ale starał się kreować grę.

Goście dłużej utrzymywali się przy piłce, ale brakowało im pomysłu, jak rozmontować obronę Legii. W efekcie podopieczni czeskiego trenera Vitezslava Lavicki nie oddali w całym meczu nawet jednego celnego strzału.

Legia nie forsowała tempa, ale kiedy tylko je podkręcała, od razu stwarzała zagrożenie. W 35. minucie w pole karne Śląska dośrodkował Paweł Wszołek. O górną piłkę walczyli napastnik gospodarzy Czech Tomas Pekhart i hiszpański obrońca Śląska Israel Puerto. Piłka ostatecznie spadła pod nogi Waleriana Gwilii i Gruzin nie miał problemów z umieszczeniem jej w siatce.

Walerian Gwilia przybliżył Legię do mistrzostwa Polski

W drugiej połowie Legia szybko pozbawiła rywali złudzeń. W 54. minucie przeprowadziła niemal identyczną akcję. Znów dośrodkował Wszołek, Pekhart tym razem czysto zgrał piłkę do Gwilii, a ten cieszył się z drugiego gola.

Sytuacja Śląska skomplikowała się jeszcze bardziej w 75. minucie, kiedy drugą żółtą i w konsekwencji czerwoną kartkę zobaczył Chorwat Diego Zivulic. W końcówce Gwilia miał szansę skompletować hat-trick, ale nie sięgnął czysto piłki zagranej przez Wszołka.

Po spotkaniu serbskiego trenera Legii Aleksandara Vukovica martwić może tylko zdrowie jego piłkarzy. Już w pierwszej połowie urazów wykluczających ich z dalszej gry doznali Gwinejczyk Jose Kante i Czarnogórec Marko Vesovic.

                                         

Legia Warszawa - Śląsk Wrocław 2:0 (1:0)

Bramki: 1:0 Walerian Gwilia (35), 2:0 Walerian Gwilia (54)

Żółta kartka - Legia Warszawa: Paweł Wszołek, Marko Vesovic, Paweł Stolarski. Śląsk Wrocław: Diego Zivulic, Krzysztof Mączyński, Damian Gąska. Czerwona kartka za drugą żółtą - Śląsk Wrocław: Diego Zivulic (75)

Sędzia: Piotr Lasyk (Bytom). Widzów: 5 220.