Proces cywilny zainicjowany pozwem grupowym klientów Amber Gold toczy się od listopada 2017 roku. Na sali rozpraw w charakterze świadka zeznawał już w 2018 r. były szef tej spółki Marcin P., sąd wysłuchał także - w listopadzie zeszłego roku - biegłej psycholog, która mówiła o wpływie doniesień medialnych i ewentualnych komunikatów prokuratury na reakcje potencjalnych klientów Amber Gold.

Sąd jednak oczekiwał jeszcze na uzupełnienie opinii biegłego z zakresu ekonomii odnoszącej się m.in. do wniosków wynikających z dokumentacji spółki na temat ryzyka ewentualnej utraty przez nią płynności finansowej. Kiedy to uzupełnienie wpłynęło, potrzebne okazało się przesłuchanie biegłego, do którego doszło w piątek.

Jak ocenił biegły, na podstawie dostępnej dokumentacji w latach 2010-2012 nie było podstaw do przyjęcia założenia utraty płynności finansowej przez Amber Gold nawet, gdyby doszło do zaprzestania zawierania nowych umów inwestycyjnych. Zastrzegł jednak, iż opiera się na ówczesnych informacjach zarządu tej spółki, zaś do dokładnej analizy kondycji firmy potrzebny byłby bilans spółki oraz rachunek jej zysków i strat.

Klienci na własne ryzyko inwestowali środki w instytucji finansowej tego typu

 - zaznaczył jednocześnie. Jak wskazał, jeśli w Amber Gold zapowiadana "stopa zwrotu była pięciokrotnie wyższa niż w bankach, to ryzyko ponosi inwestor".

Pełnomocnik powodów, mec. Tomasz Krawczyk ocenił, że biegły ten "opierał się na niepewnych danych i z całą pewnością jego opinia wymaga uzupełnienia, a właściwie napisania od nowa". W związku z tym zawnioskował do sądu o powołanie innego biegłego z zakresu finansów i ekonomii, który sporządzi nową opinię.

Powodowie tak naprawdę kwestionują wnioski biegłego, które nie są zgodne z ich stanowiskiem i kwestionują rzetelność dokumentacji, ale w oparciu o jakie dokumenty - w takim razie - sporządzać należy opinie

- odpowiadała pełnomocniczka pozwanych mec. Małgorzata Sieńko z Prokuratorii Generalnej.

Sędzia Tomasz Gal uznał jednak, że w sprawie tej potrzebne jest zasięgnięcie opinii kolejnego biegłego z zakresu ekonomii i finansów.

Jednocześnie sąd poinformował o informacji otrzymanej od syndyka Amber Gold, w której przekazano, że nie doszło jeszcze do ustalenia ostatecznego planu podziału dostępnych środków dla wierzycieli, ale należy się spodziewać, że zaspokojenie roszczeń nastąpi prawdopodobnie na poziomie około 10 proc. uznanej wierzytelności.

Do pozwu grupowego, w którym jako odpowiedzialne za zaniechania, wskazane zostały m.in. Prokuratura Rejonowa Gdańsk-Wrzeszcz i Prokuratura Okręgowa w Gdańsku, przyłączyło się 246 podmiotów zgłaszających roszczenia odszkodowawcze. Faktycznie grupa liczy jeszcze więcej osób, bo niektóre z roszczeń zgłosiły małżeństwa.

Poszkodowani domagają się łącznie ponad 26,5 mln zł, czyli łącznej kwoty zainwestowanej przez nich w utracone lokaty. Chodzi o osoby, które zawierały swe umowy z Amber Gold w okresie od stycznia 2010 r. do sierpnia 2012 r., czyli w czasie, gdy prokuratura wiedziała już z Komisji Nadzoru Finansowego o nieprawidłowościach w Amber Gold.

Prokuratoria Generalna wnosi o oddalenie pozwu. Wskazuje, że ewentualne zaniechania prokuratury nie pozostają w związku z decyzjami klientów o lokowaniu środków w Amber Gold.

W październiku zeszłego roku gdański sąd okręgowy nieprawomocnie orzekł 15 lat więzienia wobec b. szefa Amber Gold Marcina P., jego żonie Katarzynie P. sąd wymierzył karę 12,5 roku więzienia.

"Firma Amber Gold działała na zasadzie piramidy finansowej, gdzie wypłaty z zyskiem dla jednych klientów były finansowane z wpłat kolejnych klientów. Źródłem finansowania działalności spółki były zatem wyłącznie wpłaty tytułem zawieranych lokat. A w momencie, gdy działania Komisji Nadzoru Finansowego i informacje medialne spowodowały, że nowi klienci nie chcieli już inwestować w Amber Gold, to jednocześnie firma stała się niewypłacalna i poskutkowało to ogłoszeniem jej upadłości" - wskazano w ustnym uzasadnieniu wyroku.

Do 30 lipca ma być gotowe pisemne uzasadnienie tamtego orzeczenia.