Rzecznik Praw Dziecka domagał się natychmiastowego wstrzymania wykonania orzeczenia, które - jego zdaniem - jest sprzeczne z dobrem dziecka i spowoduje trwały uszczerbek na zdrowiu psychicznym małej dziewczynki.

Informację o postanowieniu przekazał prezes Sądu Rejonowego Katowice-Zachód Grzegorz Grzyb, odnosząc się do pytań skierowanych kilka godzin wcześniej przez PAP. Przedstawił też stanowisko sądu w tej sprawie.

W toczącej się dyskusji publicznej osoby wypowiadające się zdają się nie zauważać istnienia obowiązujących przepisów prawa, które wyznaczają zakres kognicji Sądu Rejonowego Katowice-Zachód w Katowicach

– napisał prezes Grzyb.

Jak podkreślił, punktem wyjścia jest ustalenie jurysdykcji krajowej. W tej sprawie reguluje ją rozporządzenie Rady Unii Europejskiej z listopada 2003 r., które dotyczy uznawania i wykonywania orzeczeń w sprawach małżeńskich i rodzicielskich. Jak wskazuje sąd, zgodnie z art. 10 tego rozporządzenia – którego stronami są zarówno Polska, jak i Belgia - w przypadku bezprawnego uprowadzenia lub zatrzymania dziecka zostaje utrzymana jurysdykcja sądu w państwie członkowskim, w którym dziecko miało miejsce "zwykłego pobytu".

Małoletnia została bezprawnie uprowadzona przez matkę w Belgii do Polski. W takiej sytuacji w sprawach odpowiedzialności rodzicielskiej (...) zachowana została jurysdykcja państwa członkowskiego, w którym małoletnia miała miejsce zwykłego pobytu przed bezprawnym uprowadzeniem. W niniejszym przypadku krajem tym jest Belgia

 – zaznaczył prezes.

Jak przypomniał, prawomocnym wyrokiem z 21 listopada 2017 r. sąd w Brukseli, po wniosku ojca, nakazał matce natychmiastowe przewiezienie dziewczynki z powrotem do Belgii i powierzenie jej ojcu. W konsekwencji katowicki sąd jest uprawniony do orzekania wyłącznie w zakresie wydania dziecka ojcu, zgodnie z obowiązkiem wynikającym z wyroku brukselskiego sądu, o co ojciec zwrócił się w trybie przewidzianym przez konwencję haską z 1980 r.; wszelkie kwestie opiekuńczo-wychowawcze powinien zgodnie z posiadaną jurysdykcją rozstrzygać sąd belgijski" – przekonywał prezes.

Sędzia Grzyb przypomniał, że wydane przez katowicki sąd postanowienie ze stycznia 2018 r. - o wydaniu dziewczynki ojcu – jest prawomocne, nie można go zaskarżyć i wiąże nie tylko strony i sąd, który je wydał, ale także inne sądy czy organy państwowe i inne osoby.

W ciągu ostatnich trzech dni dziewczynkę próbowano odebrać jej polskiej rodzinie dwa razy. W poniedziałek kurator sądowy odstąpił od tej czynności, bo dziewczynka zaniosła się płaczem i kurczowo trzymała się babci, nie chcąc iść z obcymi jej ludźmi. W środę przedstawiciel sądu zrezygnował ponownie, gdyż - jak stwierdził - ojca nie było w miejscu, w którym miało nastąpić odebranie dziecka od rodziny matki. Kobieta zmarła kilka miesięcy temu.

W pomoc polskiej rodzinie dziewczynki zaangażowało się Ministerstwo Sprawiedliwości, zastrzegając, że o tym, czy dziecko zostanie wydane, decydują sądy. Strona polska zaproponowała mediacje, by ojciec, który nie mówi po polsku, mógł spotykać się z córką i przyzwyczaić do siebie dziecko. Wiceminister sprawiedliwości Michał Wójcik zaapelował do obu stron, by – dla dobra dziecka – doszły do porozumienia.

Rodzice 4-latki poznali się w Belgii. Matka pracowała tam jako lekarz okulista, podobnie jak jej partner. Prawo do opieki nad dzieckiem belgijski sąd przyznał ojcu w listopadzie 2019 roku. 37-letnia mama dziewczynki zmarła nagle, dokładnie dzień po tym wyroku. Postanowienie w tej sprawie sąd wydał w trybie zaocznym i – zdaniem resortu sprawiedliwości - są wątpliwości, czy mama wiedziała o tym postępowaniu. Korespondencję w tej sprawie wysyłano bowiem na jej belgijski adres, choć matka rozstała się z partnerem i wyjechała do Polski, gdy dziecko miało rok.