Ligowy „klasyk” rozegrany został tym razem bez udziału kibiców, z powodu obostrzeń związanych z pandemią koronawirusa, ale głośna grupa miejscowych kibiców wspierała swoich ulubieńców zza bram stadionu. Trener zabrzan zapowiadał, że ma plan na Legię. W pierwszej połowie przyniósł on powodzenie.

Goście od początku mieli inicjatywę, atakowali, dośrodkowywali na pole karne, strzelali. Najbliżej pokonania bramkarza Górnika był w 22. minucie Tomas Pekhart. Jego uderzenie z bliska Martin Chudy obronił.

Gospodarze oddali swój pierwszy strzał po pół godzinie gry. Jego autorem zza pola karnego był Jesus Jimenez. Wydawało się, że Radosław Majecki bez trudu złapie lekko kopniętą piłkę, tymczasem wyślizgnęła mu się z rąk i wtoczyła do siatki.

„My chcemy gola” – krzyczeli zza trybun sympatycy Górnika. Do przerwy więcej okazji mieli przyjezdni, ich trener Aleksandar Vukovic często łapał się za głowę, jednak wynik się nie zmienił.

Legia liderem grupy mistrzowskiej, ale rywale zmniejszyli dystans

Legia po zmianie stron przypuściła kolejny szturm i przed bramką Chudego było groźnie. Bramkarz zabrzan bronił pewnie. Gospodarze czekali na swoją szansę i ją w 59. minucie wykorzystali. Po podaniu Erika Janży z rzutu wolnego głową podwyższył Igor Angulo.

Trener Legii wpuścił na boisko świeżych ofensywnych graczy i jego zespół walczył o odrobienie strat. Blisko pokonania Chudego był Vamara Sanogo, a po potężnym uderzeniu Jose Kante piłka odbiła się od poprzeczki.

Za błąd z pierwszej połowy zrehabilitował się z kolei Majecki, wygrywając pojedynek sam na sam z Angulo. Górnik wygrał ostatecznie 2:0, co głośno fetowali jego kibice obok stadionu.

                       

Górnik Zabrze - Legia Warszawa 2:0 (1:0)

Bramki: 1:0 Jesus Jimenez (30), 2:0 Igor Angulo (59-głową).

Sędzia: Szymon Marciniak (Płock). Mecz bez udziału publiczności.