Duszno na uniwersytecie

Niepokorny intelektualista? Wielkie i przełomowe prace? Zapomnijcie o tym na razie. Przynajmniej na uniwersytecie.

Niepokorny intelektualista? Wielkie i przełomowe prace? Zapomnijcie o tym na razie. Przynajmniej na uniwersytecie. Co czwarta polska uczelnia znajduje się całkowicie poza wszelkimi światowymi standardami. Słabość naszego sytemu edukacji oraz niemoc nauki są dla Polski śmiertelnym zagrożeniem.

Kolejny rok akademicki rozpoczęty. Nie będzie się wiele różnił od poprzednich. Jak zwykle niewiele będzie się działo. Mimo że będziecie chodzili na uczelnie, mimo że wasze dzieci będą zdobywały tzw. wiedzę – mimo tego wszystkiego otaczać was będzie akademicka fikcja. Ta fikcja ciągnie Polskę w dół.

Jestem humanistą, więc opiszę polską humanistykę.

Polskie uniwersytety mają bardzo słabą pozycję na świecie. Nasze dwie dumy, czyli Uniwersytet Jagielloński i Uniwersytet Warszawski, zwykle znajdują się w trzeciej lub czwartej setce uczelni na świecie. Co czwarta polska uczelnia znajduje się całkowicie poza wszelkimi standardami.

To oznacza, że Polacy nie tylko niewiele wnoszą do światowej nauki, ale też nie są w stanie zapewnić dobrej masowej edukacji na poziomie wyższym. I nie chodzi tu wcale o wybujałe ambicje budowania naukowego mocarstwa i pazerność okularników, którzy chcieliby, aby wszyscy uznawali ich ważność. Słabość polskiego sytemu edukacji oraz niemoc polskiej nauki są dla dużego kraju w centrum Europy śmiertelnym zagrożeniem. Polska jest krajem na tyle dużym, by stanowić atrakcyjne źródło taniej siły roboczej i rynek zbytu. W takiej roli widziałyby nas chętnie inne narody. Naszym zadaniem jest zrobić wszystko, by do takiej sytuacji nie dopuścić.

Niesamodzielność

I wcale nie jest to nierealne. Są w Europie kraje, które znalazły się w o wiele trudniejszej sytuacji. Jak choćby Finlandia. Państwo przez lata bezpośrednio zagrożone przez Rosję, bez bogactw naturalnych, mniejsze od naszego. Mimo to Finowie okazali się zdolni do postawienia własnej edukacji na najwyższym poziomie. Dziś ich produktem jest wiedza.

Diagnoza o zapaści polskich uniwersytetów jest dość powszechna. Brakuje woli, by podwyższyć nasze nakłady na naukę choćby do europejskiej normy, brakuje chęci reformy akademickich awansów i systemu grantowego. Ale sama świadomość kryzysu przebiła się i stanowi pewną część dyskusji w głównym nurcie.

Pada wiele propozycji, lepszych lub gorszych. Są liczne opisy – zarówno dobre, jak i liche. Wszelako jest taka kwestia, która stanowi tabu. Nie chcą o niej pisać ani naukowcy, ani dziennikarze. Jest wstydliwa i wyjątkowo kłopotliwa. To brak mentalnej samodzielności w polskich elitach akademickich. Cechuje je w przeważającej mierze wyuczona bierność i lokajstwo.

Ot choćby sprawa Pawła Zyzaka. Młody magistrant postanowił opisać Lecha Wałęsę. Postać, która niewątpliwie jest jedną z ikon polskiej historii najnowszej. Na dobre i na złe. Za napisanie tej pracy Zyzak nie został skrytykowany. Może poza kilkoma tekstami na prawicy, w których wskazano metodologiczne niedociągnięcia, zupełnie na spokojnie i bez nerwów. W większości mediów nie było jednak krytyki tej książki, ale coś, co młodzież na obozach harcerskich nazywa kocówą.

Największy dziennik w kraju poczuł się w obowiązku, by codziennie poświęcać młodemu adeptowi historii tekst. Tylko za jedną pracę. I tylko za to, że pozwolił sobie na podważenie dogmatów. Przy takim podejściu trudno o promowanie wśród młodzieży akademickiej niezależności i dążenia do prawdy, nawet jeśli nie pasuje ona do powszechnie przyjmowanych dogmatów.

Niezależność jest niebezpieczna

Ktoś powie, że to izolowany przypadek. Może dotyczy tylko humanistów zajmujących się historią najnowszą, ale przecież są jeszcze starożytnicy, o fizykach, chemikach i inżynierach nie wspominając. Ale, po pierwsze, istotny jest przykład. Dzięki sprawie Pawła Zyzaka wiemy, że autonomia uniwersytetu i niezależność intelektualna nie są wartościami szczególnie cenionymi. Że minister nauki nie ma szczególnych problemów, by tę granicę przekraczać. Że uniwersyteccy przełożeni również bardziej sobie cenią święty spokój niż intelektualną bezkompromisowość. Takich będziemy mieli akademików, jakich wychowamy.

Za akt intelektualnej odwagi uchodzi dziś branie pieniędzy na najmodniejsze projekty dotyczące gender. Bezkompromisowością jest mantrowanie humanistycznych dogmatów, a nie ich podważanie. Dziś młodzi i gniewni powinni raczej zajmować się krytyką humanistyki, którą zastali – tej silnie przeżartej przez lewicową ideologię. Wolą jednak iść z prądem i wiernie powtarzać za swoimi mistrzami lewicowe dogmaty. Zwłaszcza że na te projekty najłatwiej jest pozyskać granty.

Po drugie, system awansu akademickiego, etatowe skostnienie uczelni i kolesiostwo blokują wejście młodego pokolenia na uniwersytety. Czy nie dziwili się państwo, że najciekawsze teksty humanistyczne powstają dziś poza uniwersytetami? Że to nie uczelnie wydają najciekawsze periodyki? Że młodzi adepci nie dostają zatrudnienia na uczelni, mimo że mają więcej publikacji od starszych kolegów, ale zakładają własne pisma? Nie przeczytałem jeszcze ani jednego naprawdę ożywczego i interesującego poznawczo tekstu w którymś z akademickich periodyków. Czy jakiś artykuł z „Przeglądu Filozoficznego” wywołał w Polsce dyskusję? Szczerze mówiąc, nie wiem, czy to pismo jeszcze wychodzi. Dyskutuje się natomiast o tym, co piszą „Rzeczy Wspólne”, „Teologia Polityczna” i „Pressje”. To tam jest życie intelektualne, które uniwersytet z siebie wypluł za cenę świętego spokoju i etatów dla „swoich”.

Humanistyka nie istnieje

Nie bójmy się tego: polska humanistyka akademicka już nie istnieje. Jej resztki nie wnoszą niczego nowego, nie są w stanie wpływać na rzeczywistość, zatraciły jakikolwiek kontakt z rzeczywistością. Dziś nie ma dyskusji między lewicową i konserwatywną humanistyką. Natomiast młode środowiska intelektualne z prawa i lewa dyskusję podejmują chętnie. To ci ludzie, a nie utytułowani profesorowie uniwersyteccy (z nielicznymi wyjątkami), tworzą dziś życie intelektualne w Polsce.

Może nie byłoby to takie złe, gdyby nie fakt, że tracimy w ten sposób jedną z istotnych wartości naszej cywilizacji, czyli uniwersytet. Konserwatyście trudno się z tym pogodzić. Tracimy także studentów. Dziś odnośnikami intelektualnymi jest dla nich niedouczona i lękliwa kadra, której praca akademicka polega na mantrowaniu wiedzy zawartej w nielicznych przeczytanych podręcznikach. Złe wzorce zostają powielone.

Uniwersytety spadają w rankingach, ale kadra jest zadowolona. Swoją robotę odwala. Nasze uczelnie nie są poważane, ale rządu to nie martwi, grunt, że naukowcy nie podskakują.



 

 



Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo