56-letni obecnie mężczyzna trafił do niewoli, kiedy małżeństwo pojechało do Debalcewego, by pomóc matce Ołeha. Według świadków na wojskowym punkcie kontrolnym zamaskowani ludzie założyli mu worek na głowę i zabrali go wraz z samochodem.

Łarysa podkreśla, że od tamtej pory rozmawiała z mężem przez telefon dwa razy - tuż po schwytaniu. - Nie mógł swobodnie rozmawiać. Za pierwszym razem mówił, że jest zajęty, a ja znam swojego męża i zrozumiałam, że coś się stało. (...) Za drugim razem mówił mniej więcej to samo - opowiada kobieta, która była jedną z uczestniczek wtorkowego spotkania rodzin osób więzionych i byłych jeńców w ambasadzie RP w Kijowie.

Od przedstawicieli tzw. Donieckiej Republiki Ludowej (DRL) kobieta dowiedziała się, że ludzie w maskach przewieźli jej męża z Debalcewego do Doniecka. Później również samochód znalazł się w Doniecku, na terenie wojskowego korpusu DRL. Następnie pojazd widziano, kiedy próbowano go przewieźć do Rosji.

Szewandina otrzymała od DRL wiadomość, że mąż podejrzany jest o szpiegostwo na rzecz Ukrainy. Miały o tym świadczyć rzekomo znalezione u niego w samochodzie mapy obwodu ługańskiego, a później do "dowodów" dodano jeszcze pendrive'y i specjalistyczny sprzęt. - To wszystko było wymyślone, w samochodzie niczego nie było - wskazuje.

Możliwe, że Ołeh został schwytany dla samochodu, Toyoty Highlander - mówi pytana, dlaczego według niej to właśnie jej mąż znalazł się w niewoli.

- Nigdy nie ukrywaliśmy swojego proukraińskiego nastawienia

- dodaje. Wyjaśnia też, że Ołeh Szewandin, trener krajowej reprezentacji sztuki walki wushu, zdobywca pucharu świata i Europy, to osoba dosyć znana na terytorium obwodu donieckiego.

Łarysa ubolewa, że nie wie, gdzie jest jej mąż, a podczas spotkań w ramach trójstronnej grupy kontaktowej ds. uregulowania konfliktu w Donbasie terroryści nie potwierdzają jego obecności w więzieniach DRL.

- My, bliscy, nie wiemy, jakie osoby trafiają na listy osób do wymiany. (...) Na terytorium niekontrolowanym (przez Kijów) każdego dnia mogą porywać, aresztować kogo chcą, a następnie przekazywać" w ramach wymian - stwierdza. "Trwa polityczny handel

- ocenia.

Dokładna liczba obywateli Ukrainy przetrzymywanych na terytorium nieznajdującym się pod kontrolą Kijowa nie jest znana. Ukraiński minister ds. reintegracji tymczasowo okupowanych terytoriów Ołeksij Reznikow podkreślił, że osób na listach do wymiany jest ok. 200, ale są jeszcze osoby, które "przepadły bez wieści", i ukraiński rząd nie ma od "separatystów" potwierdzenia, że znajdują się one na kontrolowanym przez nich obszarze. Do ostatniej wymiany więźniów między stroną rządową a prorosyjskimi terrorystami doszło w połowie kwietnia.

Na początku maja Służba Bezpieczeństwa Ukrainy przekazała portalowi Radio Swoboda, że listy osób poszukiwanych przez ukraińską stronę jako nielegalnie pozbawione wolności na tych terytoriach są tworzone na podstawie informacji od bliskich, powiadomień od organizacji obywatelskich, mediów oraz na podstawie wymiany informacji między odpowiednimi podmiotami.