"Wyrwa" to pańska pierwsza książka z narracją pierwszoosobową? Czy ten typ narracji był po to, by móc jak najrzetelniej opowiedzieć uczucia bohatera?

Faktycznie. Początkowo "Wyrwę" pisałem tak jak poprzednie moje powieści, z perspektywy trzecioosobowej. Ale szybko zdałem sobie sprawę, że to z różnych powodów nie działa. Nie byłem w stanie precyzyjnie opisać stanu emocjonalnego mojego bohatera, a kiedy próbowałem to zrobić - brzmiało to dziwnie i fałszywie. Zorientowałem się, że jedyny sposób, żeby tę historię opowiedzieć, to oddać głos Maciejowi, pozwolić mu na to, żeby on sam przemówił.

Bohaterowie „Wyrwy” to: Janina i Maciej. Ale o Janinie dowiadujemy się już na pierwszych stronach, że nie żyje. Trochę jak u Hitchcocka, napięcie rośnie z każdą stroną powieści… Jakich chwytów pan użył, by ten kryminał mocno działał na wyobraźnię?

Prosi pani o zdradzanie kuchni literackiej, a ja uważam, że lepiej, żeby czytelnik tego nie wiedział. To trochę zabija magię podczas czytania. Po drugie, sam nie do końca jeszcze rozgryzłem, jak to wszystko działa. Wydaje mi się, że najważniejsze jest, żeby opowiadana historia była ciekawa dla mnie, dla autora. Żebym sam nie mógł się doczekać pisania kolejnej sceny, kolejnego dialogu, kolejnego zwrotu akcji. Jeśli tak się stanie, to będzie też interesujące dla czytelników.

W jednym z wywiadów powiedział pan, ze kryminały są logiczną łamigłówką. Aby ta łamigłówka była perfekcyjna, musi powstać na nią jakiś plan. Pisanie rozpoczyna pan od planu powieść, czy całkowicie popuszcza wodze wyobraźni?

Zdecydowanie zaczynam od pisania planu. Kryminał jest gatunkiem, który wymaga precyzji i logiki. Jeśli na końcu chcę zaskoczyć czytelnika, to muszę wiedzieć, do czego dążę. W którym miejscu postawić prawdziwe ślady, a w którym zmyłki. Jak poprowadzić akcję tak, żeby jedno zdarzenie wynikało z drugiego. Głęboko wierzę, że nie da się tego zrobić, popuszczając wodze wyobraźni i wstukując w klawiaturę to, co wpadnie pod palce.

Kto ma większą frajdę: pisarz, który układa intrygę, czy czytelnik, usiłujący dociec prawdy szybciej niż wyjawi to autor powieści?

Trudno mi powiedzieć. Lubię i układać fabułę jako autor, i rozwiązywać zagadki jako czytelnik. Obie czynności zapewniają mi podobną radość i satysfakcję.

W powieści kryminalnej czytelnik szuka rozrywki, emocji, a może chce obcować z niebezpieczeństwem niczym gapie na ulicy, zbiegający się do wypadku?

O przyczynach popularności powieści kryminalnej napisano grube tomy i teorii na ten temat jest mnóstwo. Moim zdaniem ludzie mają w sobie naturalną potrzebę obcowania z niebezpieczeństwem, poznania tej straszniejszej strony świata, zdobycia wiedzy o tym, co nam grozi. A od zawsze robiliśmy to poprzez opowieści. Kryminał jest po prostu wynikiem długiej ewolucji opowiadania historii, które mają nas przestrzec przed złem. Tyle że obecnie złego wilka z bajki zastąpił seryjny zabójca.

A może największą zaletą w takim typie powieści jest wspólne dążenie do prawdy?

To też. Uważam zresztą, że każdy kryminał to opowieść o dwóch rzeczach - poszukiwaniu sprawiedliwości i poszukiwaniu prawdy właśnie.

Co wystarczy, by pisarz miał nowy impuls do pisania - rozmowy, spotkania, lektura czy nieoczekiwane wydarzenie tuż obok?

Wszystko, co pani wymieniła. Trudno tak naprawdę przewidzieć, co może być inspiracją do pisania, tym pierwszym impulsem, który pchnie do tworzenia nowej opowieści. Zawsze mnie to zresztą zaskakuje. Powtarzam wielokrotnie, że pisanie to tak naprawdę nudny zawód, który wymaga przede wszystkim cierpliwości i rzemieślniczej staranności. Niemniej są w nim magiczne elementy. A to jest jeden z nich.

Zdarza się panu notować zasłyszane gdzieś na ulicy rozmowy?

Samych rozmów nie. Ale czasami udaje mi się usłyszeć jakieś powiedzonka, które potem wplatam w dialogi.

Obecnie spotkania z czytelnikami odbywa pan wirtualnie. Brakuje panu tych realnych spotkań?

Zdecydowanie tak. Dla mnie kontakt z czytelnikiem jest bardzo ważny. Spotkania autorskie dają mi okazję poznania ludzi, którzy czytają moje książki, porozmawiania z nimi, poznania ich opinii. To daje ogromnego kopa do dalszej pracy. Spotkania wirtualne starają się tę lukę zapełnić, ale to nie to samo. Chociażby z tego prostego powodu, że na takich spotkaniach nie widzę twarzy widzów. Nie wiem, jak reagują na moje słowa. Komunikacja działa tylko w jedną stronę, a nie w obie, jak na tradycyjnym spotkaniu.

Powiedział pan, że najciekawszych rzeczy o swoich książkach dowiedział się od czytelników. Ale to pan daje im pożywkę do dociekania, komentowania. Co jest najcenniejsze dla pisarza?

Jednak reakcja czytelników. To dla nich piszę książki. Gdyby było inaczej, to po prostu chowałbym je do szuflady, a nie wydawał. Chcę wiedzieć, jak moi czytelnicy odbierają te historie, co jest dla nich ważne, czy się dobrze bawili, a także... czy udało im się samodzielnie rozwiązać zagadkę.


"Wyrwa" to opowieść o mężczyznach, którzy kochali tę samą kobietę i którzy będą musieli zmierzyć się z tajemnicą jej śmierci. O poczuciu straty i głuchej rozpaczy zmieniającej się w gniew, który szuka ujścia. To także historia o splątanych uczuciach, o trudnej przyjaźni i o konsekwencjach życiowych błędów. I o tym, że można niewiele wiedzieć o kimś, z kim mieszka się pod jednym dachem.

Nowy thriller psychologiczny Wojciecha Chmielarza, autora znakomicie przyjętej "Rany" i zekranizowanego przez Canal+ "Żmijowiska" ukazał się nakładem Wydawnictwa Marginesy.