Oznacza to, że od 180 do 270 tys. z niemal 9,2 mln Izraelczyków mogło zostać zainfekowanych wirusem. W większości nie mieli żadnych objawów klinicznych, jednak przeciwciała w ich krwi wskazują, że zostali zakażeni.

Badacze z Uniwersytetu w Tel Awiwie przeprowadzili testy serologiczne na krwi 1,7 tys. osób, wybranych w celu utworzenia reprezentatywnej próby populacji pod względem wieku, płci i miejsca zamieszkania.

Podczas badania naukowcy odkryli przeciwciała IgG, które pojawiają się tydzień lub dwa tygodnie po ekspozycji na wirusa. Obecność tych przeciwciał związana jest na ogół z ochroną przed ponownym zakażeniem, jednak w przypadku SARS-CoV-2 wciąż nie jest jasne, jaki poziom ochrony zapewniają i na jak długo - podkreśla "Haarec".

„Dane pochodzące z ankiety są zasadniczo podobne do informacji i badań, które widzieliśmy w innych miejscach” - ocenił szefujący projektowi prof. Daniel Kohen. Na przykład wśród kobiet wskaźnik zakażeń wynosi 1,2 proc. w porównaniu z 2,6 proc. wśród mężczyzn - powiedział Kohen.

Oznacza to jednak, że prawie 70 proc. Izraelczyków, którzy mieli koronawirusa, to mężczyźni, podczas gdy wśród potwierdzonych przypadków stanowią oni około 55 proc. - zauważa portal Times of Israel.

Badanie wykazało również, że najwyższy wskaźnik infekcji występuje w wieku od 40 do 59 lat - 3,6 proc. W przedziale wiekowym 0-19 wynosił on 0,8 proc.

Pomimo większego niż spodziewanego wskaźnika infekcji Izrael jest wciąż daleki od odporności stadnej, w której zakażona jest wystarczająco duża liczba osób, by rozprzestrzenianie się choroby mogło zostać spowolnione lub nawet zatrzymane - zaznacza "Haarec". Wymaga to zakażenia co najmniej 60 proc. populacji.

Wkrótce ma się rozpocząć szerzej zakrojone badanie serologiczna, które obejmie próbki od 150 do 200 tys. Izraelczyków. Od początku epidemii w Izraelu zmarło z jej powodu 287 osób, wykryto 17219 zakażeń.