Mimo godziny policyjnej w nocy z niedzieli na poniedziałek w Waszyngtonie odbywały się protesty, w ich trakcie dochodziło do zamieszek i starć z policją.

Zarzewiem manifestacji, które rozgorzały niemal w całych Stanach Zjednoczonych, stała się sprawa 46-letniego czarnoskórego George'a Floyda, który zmarł pod koniec maja w wyniku brutalnego zatrzymania przez policję w Minneapolis.

Z obawy przed ponownymi zamieszkami burmistrz miasta Muriel Bowser ogłosiła godzinę policyjną od 19 wieczorem w poniedziałek (1 w nocy we wtorek czasu w Polsce). Na podobne kroki zdecydowały się władze kilkudziesięciu amerykańskich miast, w których od kilku dni trwają gwałtowne demonstracje.

"Każdy Amerykanin powinien być oburzony morderstwem George'a Floyda" - stwierdziła Bowser. "Błagam mieszkańców Waszyngtonu, by myśleli o tym, jak być częścią rozwiązania, a nie częścią destrukcji" - zaapelowała.

Waszyngtońska policja poinformowała, że w nocy z niedzieli na poniedziałek aresztowano 88 osób. Lekko rannych zostało siedmiu funkcjonariuszy. Miejskie władze oferują 1 tys. USD nagrody za informacje, które mogą doprowadzić do aresztowania podżegaczy i plądrujących sklepy.

W trakcie dnia protesty w stolicy USA odbywają się pokojowo. Jednym z ich głównych haseł jest "Nie mogę oddychać", ostatnie słowa Floyda. Dla wielu Amerykanów jego zabicie to nie odosobniony incydent, ale przykład systemowego przyzwolenia na przesadną agresję policji, szczególnie wobec osób czarnoskórych.