Trzy połączone komisje senackie pozytywnie zarekomendowały dziś większość z 45 poprawek zgłoszonych do ustawy dotyczącej tegorocznych wyborów prezydenckich, w tym poprawki o 10 dniach na złożenie podpisów oraz możliwości składania podpisów elektronicznych z poparciem dla kandydatów. 

Senat rozpoczął obrady w poniedziałek ok. godz. 20 o zajmie się ustawą ws. przeprowadzenia wyborów prezydenckich od razu po rozpatrzeniu pierwszego punktu porządku ws. zmian w komisjach. Być może ustawa wyborcza będzie głosowana jeszcze w poniedziałek - zapowiedział z kolei na briefingu marszałek Senatu Tomasz Grodzki.


- Najwyższy czas na decyzję. Były rozmowy w różnych konfiguracjach. Był okrągły stół Lewicy, były zakulisowe rozmowy, by w odpowiednim czasie podjąć odpowiednią decyzję. Teraz Senat podjął właściwą decyzję. Przede wszystkim zrezygnowano z poprawek, które komplikowały całą procedurę wyborczą. To otworzyło drogę do tego, że Senat mógł zająć stanowisko ws. ustawy wyborczej - rozpoczął parlamentarzysta Lewicy Marek Dyduch, który był gościem red. Katarzyny Gójskiej.

Polityk wspomniał m.in. o kontrowersyjnej poprawce mówiącej o tym, że ustawa wyborcza miałaby wejść w życie 6 sierpnia, czyli w dniu końca kadencji urzędującego prezydenta. Poprawka ta była autorstwa wicemarszałków Gabrieli Morawskiej-Staneckiej (Lewica) i Michała Kamińskiego (Koalicja Polska).

- Lepiej później niż wcale - przyznał europoseł PiS, odnosząc się do dzisiejszych prac Senatu. - Społeczeństwo polskie jest zmęczone i wywiera presję na ugrupowania, które były hamulcowymi, które grały na odłożenie wyborów, przedkładając partyjny interes przed dobro państwa - mówił Czarnecki.

- Platforma jest w lepszej sytuacji, niż dwa tygodnie temu. Martwiła się, czy czasem pan Hołownia nie zacznie organizować jakiejś liberalnej alternatywy dla Platformy. Martwili się, czy pan Kosiniak-Kamysz nie będzie miał większego poparcia niż Kidawa-Błońska…

- wskazywał dalej. 

- Dziś Platforma ma poczucie, że znów jest numerem jeden po stronie opozycji. Start Rafała Trzaskowskiego podwyższył frekwencję, utrudniając prezydentowi Andrzejowi Dudzie wygraną w pierwszej turze, co jeszcze niedawno było bardzo prawdopodobne - tłumaczył eurodeputowany.

Przyznał, że wszystko zależy od mobilizacji wyborców poszczególnych ugrupowań w pierwszej i ewentualnej drugiej turze.