Po 83 dniach od meczu z Arką w Gdyni w 26. kolejce, piłkarze Wisły Płock, wspólnie z zespołem Korony Kielce wybiegli na murawę, by zagrać pojedynek 27. kolejki. Gospodarze walczą o miejsce w mistrzowskiej ósemce, goście chcą się wydostać ze strefy spadkowej.

Ustawiona od początku spotkania defensywnie Wisła, nie zamierzała tylko się bronić. Po początkowym natarciu rywali, w 6. minucie pierwszy celny strzał oddał Giorgi Merebaszwili, który z trudem obronił Marek Kozioł. Goście atakowali, ale ich akcje kończyły się przed polem karnym.

Korona wygrywając w Płocku zwiększyła swoje szanse na utrzymanie

W 15. min długim rajdem popisał się Merebaszwili, w ostatniej chwili dośrodkował na pole karne, tam piłkę fatalnie przepuścił Adnan Kovacevic, za to dopadł do niej 17-letni Dawid Kocyła i wpakował do siatki, otwierając wynik spotkania. Zdobyta bramka ucieszyła grupę kilkudziesięciu kibiców, którzy nasłuchiwali wieści ze stadionu, stojąc za jego bramami i reagując na dobre zagrania gospodarzy.

Kocyła miał także szansę na ponowne wpisanie się na listę strzelców w 27. min. Po dośrodkowaniu Cilliana Sheridana zatańczył na polu karnym Korony, ale nie miał miejsca, by oddać strzał. Podał do Mateusza Szwocha, który zakończył akcję, wysyłając piłkę do tyłu.

Po 30 minutach gry goście wywalczyli pierwszy rzut rożny, który wykonywał Petteri Forsell. Piłka poszybowała wprost na głowę stojącego przy bliższym słupku kapitana Korony, którego błąd kwadrans wcześniej kosztował stratę gola i wpadła w okienko. Goście doprowadzili do wyrównania i to oni zaczęli dominować na murawie.

Wisła nie może być zadowolona po meczu

W 34. min po podaniu Forsella błąd popełnił Cabezali, który nie wybił piłki, ale oddał ją Marcinowi Cebuli. Ten nie zmarnował sytuacji i wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie. Wisła grała coraz bardziej niemrawo, co wykorzystywali piłkarze Korony. W 39. min Cebula podał do Mateja Pucki, a ten trafił w poprzeczkę.

Niewiele brakowało, a w 48. min gospodarze doprowadziliby do remisu. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Szwocha piłka poszybowała na głowę Sheridana, a ten głową próbował pokonać Kozioła. Niewiele brakowało, aby się to mu udało. Podobnie było w 52. min, kiedy blisko zdobycia gola, oddając strzał z dystansu, był Forsell.

Jak się okazało, miał on w 67. min swoją chwilę triumfu. Po strzale interweniował Thomas Daehne, potem Alan Uryga i piłka odbiła się od słupka wracając pod nogi Forsella, który umieścił ją w siatce. Wynik ustalił w 87. min Jacek Kiełb, który po indywidualnej akcji strzelił na bramkę, lot piłki zmienił i uniemożliwił obronę Daehnemu Jakub Rzeźniczak, a goście dopisali do swojego konta czwartą bramkę. W ostatnich sekundach spotkania Karol Angielski miał jeszcze wykonywać rzut karny dla Wisły, ale sędzia po analizie VAR uznał, że nie było zagrania ręką rywala.

Awans do mistrzowskiej ósemki przeszedł Wiśle koło nosa, Korona natomiast stworzyła sobie szansę na walkę o utrzymanie się w ekstraklasie.

                             

Wisła Płock - Korona Kielce 1:4 (1:2)

Bramki: 1:0 Dawid Kocyła (15), 1:1 Adnan Kovacevic (30-głową), 1:2 Marcin Cebula (34), 1:3 Petteri Forsell (67), 1:4 Jacek Kiełb (87)

Żółta kartka - Wisła Płock: Maciej Ambrosiewicz. Korona Kielce: Marcin Cebula, Mateusz Spychała

Sędzia: Krzysztof Jakubik (Siedlce). Bez udziału kibiców.