We wtorek wicemarszałkowie Senatu Gabriela Morawska-Stanecka (Lewica) i Michał Kamiński (PSL-KP) złożyli poprawkę do ustawy o wyborach prezydenckich, zgodnie z którą ustawa ta miałaby wejść w życie nie następnego dnia po jej ogłoszeniu w Dzienniku Ustaw (jak przyjął Sejm), a 6 sierpnia. Takie vacatio legis powodowałoby, że wybory prezydenckie odbyłyby się po 6 sierpnia, a więc już po zakończeniu kadencji prezydenta Andrzeja Dudy.

Prof. Ewa Łętowska w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” mówiła, że… gdyby doszło do opróżnienia urzędu głowy państwa, to jego obowiązki przejąłby nie marszałek Sejmu, ale marszałek Senatu, Tomasz Grodzki.

Zdaniem Jana Filipa Libickiego, senatora PSL "konstrukcja prof. Łętowskiej wydaje się dość oryginalna".

Nie jestem prawnikiem, ale żadnej sytuacji urzędowania marszałka Sejmu, nie ma przestrzeni, żeby dokonać interpretacji, że w sytuacji funkcjonowania marszałka Sejmu na wypadek wakatu na urzędzie prezydenckim, to marszałek Senatu przejmuje tę funkcję, nie rozumiem tej koncepcji

- wyjaśnił.

Dodał, że nie zgadzam się z prezydentem, że gdyby był wakat po 6 sierpnia, nie miałby kto podpisywać ustaw.

Wakat objęłaby marszałek Sejmu i marszałek Witek mogłaby ustawy podpisywać

- mówił.

Jestem przekonany, że w poniedziałek lub wtorek ta ustawa z Senatu wyjdzie. Pojawiła się pewna wątpliwość natury konstytucyjnej, bo premier Morawiecki nie opublikował uchwały PKW, w związku z czym marszałek Witek w ciągu 14 dni nie ogłosiła nowego terminu wyborów. I teraz powstaje pytanie - czy to jest tak, że marszałek Witek może w dowolnym terminie nowy termin wyborów ustalić, czy też jedyną formułą byłoby zakończenie kadencji prezydenta. (...) Uważam, że ta ustawa wyjdzie z Senatu w nadchodzącym tygodniu

- mówił senator PSL.

Ryszard Czarnecki, europoseł PiS zauważył, że "dotychczas data 6 sierpnia w historii Polski kojarzyła się z marszem pierwszej kadrowej Józefa Piłsudskiego, a w historii Warszawy z odbiciem w powstaniu warszawskim przez zgrupowanie gen. Radosława cmentarza kalwińskiego z rąk Niemców".

Teraz ta data może zapisać się w historii hańby w Polsce. To, co wyprawia opozycja, a w zasadzie jej główna część, to wprowadzanie w Polsce pełzającego chaosu i anarchii, gdzie nie liczy się wizerunek Polski za granicą, nie liczy się gospodarka, tylko liczą się brudne, polityczne gierki. Trzeba zrobić wszystko, żeby wybory obyły się jak najszybciej. Mam żal do Senatu i również do premiera Gowina, że wybory nie odbyły się w maju

- mówił.

Czarnecki dodał, że "trzeba powiedzieć bardzo jasno, że jeśli opozycja zafunduje Polsce permanentną kampanię, będzie to fatalne nie tylko dla wizerunku Polski w świecie, ale także z punktu widzenia wyzwań ekonomicznych, które stoją przed nami".