Projekt Komisji Europejskiej zakłada, że Polska będzie – po Włoszech i Hiszpanii – trzecim największym odbiorcą pożyczek i grantów na odbudowę gospodarczą w UE. Z wartego 750 mld euro funduszu nad Wisłę – według wstępnego podziału – ma trafić około 64 mld euro. 

W rozmowie z niezalezna.pl, europoseł Prawa i Sprawiedliwości, prof. Zdzisław Krasnodębski wskazał, iż bardzo dobrze się stało, że jesteśmy trzecim największym beneficjentem.

„Przypomnę, że jeszcze niedawno narracja opozycji była tak, że dostaniemy mało pieniędzy z Brukseli, a budżet za czasów np. Janusza Lewandowskiego był wspaniały. To był, zdaniem opozycji, dowód na to, jak jesteśmy w UE izolowani i jak bardzo ją sobie zraziliśmy. Znowu widać więc, jak daleko nasza opozycja odbiega w swoich ocenach od rzeczywistości, nie tylko polskiej, ale i europejskiej”

– mówił prof. Krasnodębski.

Wyjaśnił, że podział środków wynika z oceny siły pandemii w poszczególnych krajach, lecz opiera się na wskaźnikach ekonomicznych. W Brukseli uważa się, że gospodarki krajów Europy Środkowo-Wschodniej boleśnie odczują kryzys, a ponadto muszą dokonać głębszej transformacji.

"Tak duża suma przeznaczona dla Polski wynika to z potencjału ludnościowego naszego kraju oraz faktu, że nasze regiony są nadal dużo biedniejsze od wielu regionów Europy Zachodniej”

– powiedział.

Prof. Krasnodębski przypomniał, że „trzeba zastrzec, że to dopiero propozycja Komisji Europejskiej”.

„Warto przypomnieć, jak stanowi się prawo w UE – KE zgłasza swa propozycję, potem stanowisko zajmują RE i PE. Ostateczny rezultat zależy od kompromisu między tymi instytucjami, przede wszystkim od zgody krajów członkowskich w Radzie. Wiemy, że cztery kraje kontestują ten plan, a żeby go zatwierdzić wymagana jest zgoda wszystkich państw, a nie większość kwalifikowana. Musimy powiedzieć więc jasno Polakom, że to dopiero propozycja, która jeszcze ulegnie modyfikacjom. Jest ona pod względem finansowym dla nas  bardzo korzystna i odpowiadająca temu, co Polska proponowała, co podkreślał premier Morawiecki w swoich wystąpieniach publicznych na forum międzynarodowym. Ale dopiero teraz zaczynają się negocjacje i trzeba poczekać na ich ostateczny rezultat. Przewiduje się, że cztery „oszczędne” kraje (Dania, Szwecja, Austria i Holandia), które mają zastrzeżenia, ostatecznie się zgodzą się na ten plan, ale pod pewnymi warunkami”

 – mówił.

Opinia wśród polityków europejskich na temat propozycji KE jest podzielona. Europoseł PiS dodał, że wczoraj przysłuchiwał się debacie w Bundestagu, gdzie większość jest za tym programem, ale są też krytycy. Podobnie jest w Parlamencie Europejskim

„Pozytywnym elementem jest to, że pieniądze będą spływały do państw członkowskich i że to państwa będą decydowały, jak ich użyć, choć będzie się to oczywiście odbywało pod kontrolą KE, Bruksela uznała, że to państwa i rządy poszczególnych krajów wiedzą, jakie są ich potrzeby, co jest stanowiskiem rozsądnym”

– powiedział.

Mówiąc o zagrożeniach, jakie wynikają z programu KE, prof. Krasnodębski wyliczył, że „w toku tych negocjacji będą ustalane pewne warunki, pod jakimi te pieniądze będą przyznawane”.

„KE od razu mówi, że pieniądze mogą zostać przeznaczone tylko na takie projekty, które są zgodne z ogólną strategią UE. Nie zapominajmy, że choć „zielony ład” nie jest chwilowo w centrum uwagi, jego cele i zasady nadal obowiązują. Innym ważnym elementem strategii Unii jest cyfryzacja, co  dla nas jest łatwiejsze do wdrożenia. Musimy także pamiętać, że zapowiedź tak duża część funduszów przeznaczonych na odbudowę gospodarki zostaną przeznaczone dla Polski, natychmiast spowodują reakcję naszych przeciwników, zarówno wewnętrznych, jak i zewnętrznych. Będą się oni domagać powiązania z praworządnością  czy wartościami europejskimi, które – jak wiem -są dowolnie interpretowane. Pamiętajmy, że mogą pojawić się próby użycia tych funduszy jako elementu nacisku. Nasi przeciwnicy polityczni będą chcieli uzależnić ich uruchomienie od zmian naszej polityki np.: uznania „praw mniejszości seksualnych” czy wycofania się z reformy sądownictwa"

- wyjaśnił.

Mówiąc o kolejnym negatywnym elemencie, europoseł PiS wskazał, że „unijne długi będą gwarantowane przez budżet UE, tak wiec również my, Polska, ponosimy odpowiedzialność za ich spłatę, która ma nastąpić w latach 2028 do 2058 roku”.

„Oczywiście, jest jeszcze jedna sprawa – niektórzy już podnoszą, że cały ten plan może być niezgodny z prawem UE, dlatego że art. 320 pkt 2 traktatu o funkcjonowaniu UE mówi o tym, że budżet UE musi być zrównoważony. Na pewno pojawią się skargi do TSUE, być może neoliberalni Niemcy pójdą do niemieckiego trybunału”

– wyjaśnił.

Prof. Krasnodębski zaznaczył, że „są też daleko idące konsekwencje polityczne, gdyż ten plan niewątpliwie bardzo wzmacnia unijne instytucje w ich działaniach wobec państw członkowskich”.

„Sposób wydatkowania będzie podlegał ścisłej kontroli z strony Komisji. Ponadto, by uspokoić czwórkę państw krytycznych, podkreśla się, że wydatkowanie tych funduszy ma się wiązać z reformą strukturalną.” Co prawda komisarzy i urzędnicy unijni zapewniają, że nie będzie odbywało się to tak, jak to było w przypadku Grecji i nadzoru jej gospodarki przez słynną „trojkę”. Ale nie ulega wątpliwości, że kolejna, duża część naszej polityki gospodarczej zostanie „zeuropeizowana” i poddana ścisłej kontroli Unii"

- dodał.

Europoseł PiS zauważył, że niektórzy politycy mówią o tzw. „moment Hamiltonowski” w Unii, nawiązując do polityki finansowej Aleksandra Hamiltona, jednego z ojców założycieli USA, polegającej na zamianie długów poszczególnych kolonii na obligacje rządu federalnego, co było istotnym krokiem scalającym poszczególne stany w jeden organizm państwowy. Oczekują oni, że plan odbudowy gospodarki europejskiej stanie się krokiem w kierunku integracji europejskie"j.

„A to niekoniecznie jest zgodne z tym, co my, jako Prawo i Sprawiedliwość, mówimy o wizji przyszłości UE”

– dodał.